ITR -
Indywidualne Techniki Ratownicze.
Jesień 2005 to oczekiwanie żeglarzy na
zarządzenie ministra sportu w sprawie nowych
stopni.
Pojawiają sie jak grzyby po deszczu projekty nowych
systemów stopni - nowych drabinek. Czy
"lepsze" od
tych z 1997 r. , trudno powiedzieć gdyż "twórcy"
tych
projektów nie zamieszczają w nich wymagań egzaminacyjnych
pozostawiając najważniejszą sprawę pożniejszym
uregulowaniom. Jednym z takich projektów był
projekt
autorstwa Komisji Morskiej PZŻ. Wydawał sie
najlepszy z
przedstawionych publicznie i w dyskusji na grupie prz zyskał
najwięcej zwolenników. W projekcie tym jednym z
wymagań na
stopień kapitana jachtowego było zaliczenie kursu ITR. Na
grupie
rozpoczęła sie dyskusja na temat sensowności takiego
wymagania
dla żeglarzy. Z założenia kursy ITR przeznaczone są
dla
zawodowych marynarzy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wątek
na temat ITR został rozpoczęty przez Marka Popiela poniższym
postem:
On 19 Oct
2005 14:59:03 +0200, "White Whale"
Czy
ktoś wie o organizatorach kursów Indywidualnych technik
Ratowniczych?
Zanosi się na to, że trzeba będzie w taki kurs zainwestować.
( to a propos nowych pomysłów na wymianę
patentów żeglarskich )
Stopy
wody pod kilem!
Biały
Wieloryb
(Marek Popiel)
Poniższe wątki są fragmentami obszernej dyskusji
jaka wywiązała się po poście Marka.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
On Wed, 19
Oct 2005 15:00:18 +0200, Jacek Kijewski:
White
Whale wrote:
> Czy ktoś wie o
organizatorach
kursów Indywidualnych technik Ratowniczych?
> Zanosi się na to, że trzeba
będzie w taki kurs zainwestować. ( to a propos
> nowych pomysłów na wymianę
patentów żeglarskich )
Wszystkie
poważniejsze firmy wysyłające marynarzy na wraki,
a również
Szkoła Morska, Akademia Morska, pewnie Fundacja Rozwoju WSM
i dziesiątki
innych. Każdy marynarz przed wybyciem na statek musi mieć
taki kurs
wpisany w książeczkę.
Ale
bym się wstrzymał: kurs ITR jest wymogiem IMO i związany
ściśle z
kwestiami zawodowymi. Żaden akt prawny (ani krajowy, ani
międzynarodowy)
nie wymaga tego od żeglarzy i miejmy nadzieję, że dla
zeglarstwa
amatorskiego ten wymóg się nie pojawi.
Inaczej
byłoby to curiozum jak kurs ADR jako wymóg do karty
rowerowej...
***********Jacek
Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym
(since 1995) mottem: *
...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
On Wed, 19
Oct 2005 15:05:31 +0200, Wojtek Bartoszyński:
Dnia 19
Oct 2005 14:59:03 +0200, White Whale napisał(a):
> Czy ktoś wie o
organizatorach
kursów Indywidualnych technik Ratowniczych?
....
A
propo's jednej z propozycji rozporządzenia wyprodukowanej
przez ciało
niezbliżone nawet do Ministra Sportu.
Spokojnie!
Jak takie będzie brzmienie rozporządzenia -
pojawi się popyt a wtedy i podaż zareaguje
:-))
pozdrawiam
- Wojtek Bartoszyński
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
On Wed, 19 Oct 2005 15:44:17
+0200, Marek
Witbrot :
Jacek
Kijewski napisał(a):
> Wszystkie
poważniejsze firmy
wysyłające marynarzy na wraki, a również
> Szkoła Morska, Akademia
Morska, pewnie Fundacja Rozwoju WSM i dziesiątki
> innych. Każdy marynarz przed
wybyciem na statek musi mieć taki kurs
>
wpisany w książeczkę.
Uwielbiam,
gdy takie bzdury piszesz :/
Czemu od razu na wraki? To na normalne statki nie trzeba
miec ITR?
Poza tym ITR nie jest wpisywany do Ksiazeczki Zeglarskiej-
jest to
osobny certyfikat wydawany przez Urzedy Morskie (moze
rowniez wystapic
na jednym kartoniku lacznie z trzema pozostalymi kursami
podstawowymi).
> Ale bym się wstrzymał: kurs
ITR jest wymogiem IMO i związany ściśle z
> kwestiami zawodowymi. Żaden
akt prawny (ani krajowy, ani międzynarodowy)
> nie wymaga tego od żeglarzy i
miejmy nadzieję, że dla zeglarstwa
> amatorskiego ten wymóg się nie
pojawi.
Certyfikat
ITR jest wymagany Konwencja STCW. Dotyczy statkow
konwencyjnych.
Kurs ITR mozna robic w Osrodku Szkolenia Ratowniczego w
budynku Akademii
Morskiej w Gdyni (dosc tanio), w Szkole Morskiej Naskreta
(przy
Dalmorze), w Akademii Marynarki Wojennej- tam jest mozliwosc
odbycia
krotszego i tnszego kursu przy aktualizacji swiadectwa.
Marek
Witbrot
(Poza domem)
www.gdynia.no1.pl/~mwit
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
On
Wed, 19 Oct 2005 18:11:33 +0200,
"K.Listewnik" :
Użytkownik "Jacek
Kijewski"
<jacek@sail-ho.pl> napisał
>Co na takim
kursie się dowiem,
czego nie ma w programie na sternika
>jachtowego, a mogłoby się
przydać na jachcie?
Staranniejsi
organizatorzy kursów na sternika jachtowego (np
Kotwica, Witek
Gizler i pewnie inni) organizowali dla swoich kursantow
rowniez zajecia na
basenie.
Nie byl to ITR w scislym slowa tego znaczeniu, raczej cos
dla zeglarzy.
Zajecia byly ciekawe, no i moim zdaniem pozyteczne.
pozdrawiam
----------Krystian Listewnik----------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
On
Wed, 19 Oct 2005 19:49:51 +0200, Jacek
Kijewski :
On Wed, 19
Oct 2005, K.Listewnik wrote:
> Użytkownik
"Jacek
Kijewski" <jacek@sail-ho.pl> napisał
>> Co na takim kursie się
dowiem, czego nie ma w programie ...
> Staranniejsi organizatorzy
kursów na sternika ...
No,
odwracanie tratwy przerabiałem w sekcji pływackiem MZKSu
(za co nam
się z reguły po uszach obrywało, bo nie wolno było tratw
WSMki tykać).
Ale
na kursie ITR uczymy się zakładać kapok (co dla
przeciętnego żeglarza
jest, jak wiadomo, rzeczą nie do przejścia na kursie innym,
niż ITR) oraz
skakać do wody (co, jak wiadomo, przy bardzo wysokich
burtach jachtów,
może grozić przerwaniem rdzenia kręgowego).
Oprócz
tego dowiemy się, jak wygląda radiopława (jest to
rzecz, o której
przeciętny kapitan jachtowy oczywiście nie ma pojęcia) i jak
ją włączyć
(bez spec-kursu żeglarz po programie PZŻtowym nie umie
wcisnąć guziczka,
oj nie umie). Dowiemy się również, jak podkulić nogi w
wodzie, żeby nie
zmarznąć.
Jeżeli
ktoś znajdzie kombinezon surwiwalowy, to nauczymy się
go nakładać.
Iście rzecz, która przerasta możliwości żeglarzy. Nie
mówiąc
o tym, że
skoro tylko kapitan ma mieć ITR, to kombinezon tylko dla
kapitana, reszta
załogi niech się topi w slipkach?
A
teraz na serio: kurs ITRa to takie coś, co ma zapewnić, że
człowiek bez
wykształcenia, mówiący tylko po bułgarsku albo filipińsku,
pod kapitanem
Grekiem, jak statek będzie tonął, to ma o siebie zadbać.
Materiał z ITRa w
zakresie potrzebnym żeglarzom jest w programach PZŻtowskich.
A jak czegoś
nie ma, to granda i wina Komisji Szkolenia.
Kursu
ITR wymaga się od najprostszego marynarza, który ma
młotkiem rdzę
obstukiwać. Tj. wymaga się go od wszystkich, ale to jest
podstawa na tym
poziomie. Nie widzę powodu, by wymagać kursu ITR, a tym
bardziej wymagać
go dopiero na poziomie kapitana. Jeżeli by przyjąć wymagania
konwencyjne,
to należy go wymagać od każdego załoganta wchodzącego na
pokład, bo do
tego ów kurs służy. Bo jak to ma być, jacht tonie, kapitan
stwierdza "ja
sobie przeszedłem ITR, zapinam kapok, odpalam epirba i
znikam, a wy sobie
radźcie, papa!" - do tego ten kurs jest potrzebny
akurat kapitanowi?
Od
kapitanów wymaga się umiejętności współpracy z
SAR,
śmigłowcem,
ewakuacji ludzi na inny statek/prom (heh...), a przede
wszystkim
dopilnowania, że załoga i pasażerowie będą bezpieczni i ktoś
o nich zadba.
Ale tego akurat na kursie ITR nie uczą - jak już, to
odpowiedzialności
wspólnej i wiele, wiele specjalistycznych. Pierwszej pomocy,
p-poż
(zwłaszcza na żaglowcach).
Czy
tego wymagać od żeglarzy? W sumie: nie mój cyrk, nie moje
małpy, niech
sobie tam kapitanowie między sobą rozsądzają. Aczkolwiek
dość już, że UM
pakuje wymagania konwencyjne na jachty pod kątem
wyposażenia, jeżeli
jeszcze PZŻ będzie świętsze od papieża, to niedobrze.--
***********Jacek
Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym
(since 1995) mottem: *
---------------------------------------------------------------------------------------------
On 19 Oct 2005 18:38:32
+0200, "Janusz
Zbierajewski" :
> >> Ale bym się
wstrzymał:
kurs ITR jest wymogiem IMO i związany ściśle z
> >> kwestiami zawodowymi.
Żaden akt prawny (ani krajowy, ani międzynarodowy)
> >> nie wymaga tego od
żeglarzy i miejmy nadzieję, że dla zeglarstwa
> >> amatorskiego ten
wymóg się nie pojawi.
> >
> > IMHO ITR jest calkiem
przydatnym kursem rowniez dla zeglarzy, choc jest to
> > wiedza z ktorej najlepiej
nigdy nie korzystac.
>
> Co na takim kursie się dowiem,
czego nie ma w programie na sternika
> jachtowego, a mogłoby się
przydać na jachcie?
Ciach!
Jestem przeciwnikiem wszelkich przymusów z zakresu
kwitologii stosowanej, ale z
ITR-em jest inaczej. Radzę wszystkim szlajającym sie po
morzu odbycie takiego
kursu. To naprawdę dużo daje i oczy się otwierają. Nie
chodzi mi tu o dwa dni
teoretyzowania ile swetrów i w jakiej temperaturze wody
przedłuża życie o ileś
tam minut, ale o te parę godzin zajęć z tratwą na basenie.
Czego się dowiesz, Jacku?
1. Tratwa się otworzyła, ale do góry dnem. Rysunki na
kokonie
tratwy nie
wystarczą. Trzeba to zrobić w praktyce, aby się przekonać,
że to nie takie
łatwe. Zwłaszcza jeśli delikwent nie ma Twojej wagi i
gabarytów.
2. Tratwa się otworzyła, ale masz pecha, bo znalazłeś się
pod tratwą. Jeśli nie
pokażą Ci na basenie techniki wychodzenia spod tratwy - bądź
pewien, że się
utopisz w kapoku pod tratwą ratunkową!
3. Tratwa otwarta, wokół pływa załoga. Jak wejść do tratwy?
To znaczy - jak ma
wejść ten pierwszy, bo następnych on już wciągnie. Jeśli nie
wiesz jak (trzeba
to przeżyć!) - nie wejdziesz. Jestem pełen podziwu dla
jedynej ocalałej
z "Bieszczad" dziewczyny. Śmiem twierdzić, że
zadziałała tu adrenalina. Na
kursie, który swego czasu zaliczałem, było m. in.
dwóch
matrosów z floty
handlowej o tzw. silnej budowie ciała. Mówiąc
krótko -
zażywnych jegomości z
lekkimi (bez przesady) brzuszkami i bardzo tęgimi
udami. Mimo wielu
prób - nie
weszli. Nie dali rady. Na przeszkodzie stanęły właśnie te
tęgie uda.
Co ma kształt ud do tratwy? Ma!
4. Sa jeszcze inne ciekawostki, choć może mniej potrzebne w
żeglarstwie, np.
jak skakać do wody w kapoku z wysokości kilku czy kilkunastu
metrów (pokład
statku), żeby tylny klocek kapoka nie rąbnął Cię w potylicę,
ogłuszając albo
wręcz zabijając.
Uwierz
mi, namówiłem wielu kolegów (i koleżanki) na taki
kurs. Wszyscy zgodnie
twierdzą, że jest to zdecydowanie najbardziej wartościowy
kurs ze wszystkich
tzw. specjalistycznych.
Dalej zachęcam.
Dla własnego bezpieczeństwa.
BTW: Marek się pomylił. Fredek Naskręt nie robi takich
kursów.
Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
On
Thu, 20 Oct 2005 00:33:02 +0200, "Jarek
Czyszek":
Użytkownik "Janusz
Zbierajewski" napisał
> Ciach!
> Jestem przeciwnikiem wszelkich
przymusów z zakresu kwitologii stosowanej, ale z
> ITR-em jest inaczej....
To
jest jakis dziwny poglad szczegolnie popularny wsrod
zeglarzy z pewnego
miasta, o ktorym mowia ze lezy w Centralnej Polsce, a tak
naprawde to mocno
na wschodzie. Jak ktos chce sie popluskac w basenie, to nie
ma sprawy, niech
sie pluska (wartosc
kursu ITR; na moich oczach przeszkolony marynarz
odpalil flare spadochronowa w ten sposob, ze lewa dlonia
uchwycil zawleczke,
prawa korpus rakiety a nastepnie szerokim ruchem prawej reki
uruchomil
ustrojstwo. Gwiazda pierdyknela w szot nadbudowki z efektem
bardzo
widowiskowym...) Natomiast wprowadzenie tego wymogu dla
kapitanow jachtowych
ma tyle wspolnego ze zdrowym rozsadkiem co np. obowiazek
kursu kulinarnego,
ktory nb. mialby wiekszy sens bo przynajmniej pozwolilby
temu kapitanowi
przezyc w miare zdrowo w warunkach kiedy reszte ekipazu
zmogla choroba
morska czy tam inna morsko-jachtowa niedyspozycja.
Natomiast szansa przezycia w wodzie, wejscia do tratwy,
zawiazania na sobie
liny w warunkach jakiegos tam ruchu holownika zalezy wprost
od sprawnosci
fizycznej delikwenta, ergo od wieku. Sam bedac w wieku malo
zaawansowanej
czterdziestki przezylem szok termiczny i psychiczny zreszta
tez, kiedy na
jakims malowniczym postoju kotwicznym srodkiem lata w
sztokholmskich
szkierach zgodzilem sie na kapiel orzezwiajaca zalogi.
Skuszony upalem i
widokiem dwidziestolatek zgrabnym crawlem podazajacych na
pobliskie skalki,
gdzie juz i reszta kolezanek tych crawlistek wylegiwala sie
na rozgrzanych
kamieniach, postanowilem i ja sprobowac tej
przyjemnosci. Napisze tak -
dobrze, ze pod reka byl lancuch watersztagu, bo inaczej
niechybnie bym sie
byl utopil w przerazajaco zimnej wodzie fiordu, przy
wylazeniu na poklad, po
zaiprowizowanej siatce, tez nie pogardzilem zyczliwym
ramieniem
wspierajacym. Po prostu w pewnym wieku niektore rzeczy sa
juz dla
iektorych -
wiekszosci - malo dostepne. Robienie dla takich kursu z
surrivalu mija sie z celem. Jako gowniarz plywalem
zawodniczo w WKS Flota -
1600 metrow rozgrzewki przed kazdym treningiem, trenowalem
dwa razy dziennie
przez piec dni w tygodniu.
Kurs
ITR jest wymaganiem konwencyjnym dla zawodowych
marynarzy, w zegludze
jachtowej wystepuja inne zagrozenia zwiazane z pobytem
czlowieka w wodzie.
Przede wszystkim nie doceniany na ogol problem podjecia
rozbitka z wody
przez malo liczna, czy wrecz jednoosobowa zaloge. Zreszta
wogole
niedoceniany przez zeglarzy morskich problem wyjscia z wody
na poklad jachtu
chociazby po zwyklej kapieli (jezeli nie posiadamy drabinki,
to problem jest
powazniejszy niz sie wydaje, skutkujacy nawet ofiarami
smiertelnymi). Takze
zachowanie sie rozbitka w przyboju. Jachty sztandruja o
wiele czesciej i
zupelnie inaczej niz statki. Malo kto zdaje sobie sprawe, ze
najwiecej ofiar
smiertelnych po robiciu jachtu o brzeg nastepuje w czasie
proby przejscia z
lodki na lad. Gdyby Komisja Morska PZZtu chciala na powaznie
zadbac o
bezpieczenstwo zeglarzy, to po pierwsze powinna sprobowac
rozpoznac
rzeczywiste zagrozenia, po drugie wprowadzilaby te elementy
do programu
egzaminow na stopnie, ktore proponuje, zamiast wymyslac
fajerwerki w postaci
ITRu.
Mozna powiedziec, ze ratownictwo figuruje w programie
egzaminu bodaj na
j.st.m. Na podstawie wlasnych doswiadczen powiem, ze jest to
wiedza wysoce
teoretyczna zarowno po stronie egzaminowanych jak i
egzaminujacych. Problem
praktyczny - podanie holu w sztormie na dryfujacy jacht.
Otoz cwierc wieku
temu malo nie oblalem w Trzebiezy egzaminu z ratownictwa
bowiem nie chcialem
zgodzic sie z egzaminatorka co do tematu podawania,
zamocowania i dozoru
holu. Trzy dni wczesniej przecwiczylem to praktycznie przy
zastosowaniu
profesjonalnego holownika z jednej strony i tonacego jachtu
z drugiej. W tle
cholerny sztorm, zaloga zbiorowo recytujaca Pod Twoja
Obrone, hol grubosci
ramienia, nie do zaknagowania na czymkolwiek i jedna mysl -
nie dac sie
zabic.
Mysle,
ze bardziej praktyczne podejscie zamiast papierowych
dupochronow
byloby bardziej wskazane.
Pozdrowienia
– Jarek
----------------------------------------------------------------------------------------------------
On Tue, 25
Oct 2005 05:30:19 +0200, Piotr Serwadczak :
On
Wed, 19 Oct 2005, Jacek Kijewski wrote:
> > IMHO ITR jest calkiem
przydatnym kursem rowniez dla zeglarzy, choc jest to
> > wiedza z ktorej najlepiej
nigdy nie korzystac.
>
> Co na takim kursie się dowiem,
czego nie ma w programie na sternika
> jachtowego, a mogłoby się
przydać na jachcie?
Bylem
tylko na zajeciach basenowych i bardzo sobie je
chwale.
Gramolenie
sie do tratwy w warunkach basenu to moze malo
realistyczny
trening, ale juz skok "a'la zaba" (coby nie
przedziurawic poszycia tratwy
;) z nabrzeza na rozlozona tratwe pozwala sobie wyobrazic
jak sie czlowiek
moze czuc w warunkach zaistnilej koniecznosci opuszczenia
jachtu...
Trzeba
uwazac, jesli tratwa starszego typu i ma jakies
stelaze rurkowe, bo
sie mozna ojcowstwa pozbawic - ale to uwaga do tratw na
jednostkach konwencyjnych raczej - nie tratw jachtowych :)
W takich tratwach z rurakmi aluminiowymi pozostaje tylko
wejscie z wody...
Oborcenie
przewroconej tratwy - no bajka, w basenie
oczywiscie. Na fali i
w wietrze pewnie nie bedzie tak miodnie, trzeba by jakos sie
do wiatru
probowac ustawiac - ale zawsze juz czlowiek jakas wprawke
zaliczyl ;)
A
i pamietam, ze wykombinowalem sobie w trakcie cwiczenia
cos czego zaden
z instruktorow nie mowil: nie powinno sie pod zadnym pozorem
tracic
kontaktu z tratwa - tzn. trzeba ja przewrocic i nie
puszczac, bo kiedy
w warunkach duzego wiatru powierzchnia namiotu wystawiona na
wiatr zacznie
dzialac jak zagiel to mozna nie dac rady dogonic tratwy -
zwlaszcza jak
czlowiek w ubraniu, albo gorzej w ubraniu i w
kamizelce/pasie ratunkowym,
albo jeszcze gorzej - w kombinezonie ratowniczym :-/
Ubranie
kombinezonu termicznego i skok z wiezy - ile tam ona
moze miec
m? Moze ze 3 - no ciekawie, i jak na warunki jachtowe
pewnnie nawet za
wysoko, chyba ze porownamy wolna burte na zaglowcach. A na
takim statu,
kiedy by przyszlo skakac z kilkunastu czy moze nawet
przeszlo 20m pewnie
jest strasznie... Instrukor podpowiadal, ze wtedy na odwage
dobrze robi
pozar na pokladzie ;)
Utkwilo
mi w pamieci, ze wazne jest skoordynowanie wydechu
po tym jak sie
czlowiek wynurza ubrany w ta pianke - zwlaszcza kiedy jest
za duza i woda
dostaje sie pod kaptur "chelmofonu". Plywac w
sposob aktywny w takim
kombinezonie w zasadzie sie nie da - mozna co najwyzec lezec
na plecach.
No i samo ubieranie kombinezonu to przezycie jest - bez
pomocy drugiej
osoby moze byc trudno - zwlaszcza na jachcie, na malej
przestrzeni...
Poza
tym: ubieranie pasa ratunkowego na glebokiej wodzie i
symulowaniem
ciemnosci (zamkniete oczy) - calkiem przystajace do realiow
mornikowania
;) Jeszcze wyciaganie
w petli przez helikopter - w cieplej wodzie basenu
i na symulowana tylko wysokosc pewnie nie oddaje sytuacji,
kiedy czlowiek
przemoczony, zmarzniety, wycienczony i zestresowany
moze miec problem z
utrzymaniem ramion, zeby sie nie wysliznac z petli
artunkowej. Ale takie
cwiczenie zawsze daje wyobrazenie o mozliwych klopotach.
Bylem,
zobaczylem i uwazam ze cwiczenia pozyteczne, ale zeby
to powtarzac
i odswiezac waznosc certyfikatu to dla normalnie aktywnego
zeglarza
morskiego przesada.
Zasadniczo jestem optymista i mam nadzieje, ze nigdy wiedza
z tych cwiczen
mi sie nie przyda :-D
Pozdrawiam,
Piotrek
-----------------------------------------------------------------------
On Wed, 19 Oct 2005 21:43:57
+0200, Wojtek Bartoszyński:
Dnia 19 Oct 2005 21:33:14
+0200,
White Whale napisał(a):
> Przed laty, na kursie w
Trzebieży, ( ale to było naprawdę dawno ) na którym
> zaliczyłem morsa, było w
programie to wszystko, włącznie z odwracaniem tratwy (
> prawda - tylko w postaci
demonstracji ) i wystrzeliwaniem rzutki. EPIRBÓW
> wówczas jeszcze nie było, ale
o tym było na kursie radiowym. Ten pomysł
> rzeczywiście trochę
dyskusyjny. Dziękuję.
Wiem!
Przed laty (1987), na kursie w Trzebieży sam obracałem
tratwę (a
reszta patrzyła - więc dla nich to było w postaci
demonstracji :-)) W
dadatku wypchnęli mnie do wody w (nowość wówczas) ubranku
ratunkowym
(izolacja + pływalność). Nie powiem - wrażenie ciekawe - ale
żeby zaraz
osobny obowiązkowy kurs?
pozdrawiam
- Wojtek Bartoszyński
----------------------------------------------------------------------------------
On
Wed, 19 Oct 2005 22:49:46 +0200,
"Adam Busz":
Wojtek Bartoszyński wrote:
> Dnia 19 Oct 2005 21:33:14
+0200, White Whale napisał(a):>
>> Przed laty, na kursie w
Trzebieży, ( ale to było naprawdę dawno )
[...]
> Wiem! Przed laty (1987), na
kursie w Trzebieży
[...]
Ha!
Też wiem!
Był taki okres, w którym Trzebież organizowała tego typu
szkolenia,
nie zawaham się powiedzieć, z prawdziwego zdarzenia.
Organizowała je
wspólnie z Ośrodkiem Szkoleniowym Ratownictwa Morskiego w
Szczecinie. Mam przed nosem kartonik zaświadczający o
"przeszkoleniu
w zakresie technik ratunkowych dla żeglarzy oraz złożeniu
odpowiedniego egzaminu zgodnie z postanowieniami Rezolucji
19
Konwencji" (chodzi rzecz jasna o STCW). Czyli to, co
dzisiaj
nazywamy ITR.
A
dlaczego piszę, że te szkolenia były takie dobre i
przyjemne?
Po
pierwsze były to kursy dla żeglarzy. Kto chciał (bo rzecz
jasna
obowiązku nie było) - mógł przyjechać z drugiego końca
Polski i się
przez kilka dni poszkolić w zakresie ratownictwa w grupie
takich jak
on żeglarzy, w ośrodku żeglarskim tętniącym życiem, gdzie
równocześnie trwały kursy żeglarskie dla ponad setki
kursantów
różnych maści i poziomów (na morsa, na
jachtowego, na
żeglarza, na
instruktora), a na wodzie tylko do celów szkoleniowych
(czyli nie
licząc jachtów chodzących w rejsy) było 10 dezet, 3 vegi, ze
7
nefrytów, jakieś 4 mniejsze łódki no i stara
babcia India na
manewrówkę silnikową. Dzisiaj robiąc ITR jest się jako
żeglarz
rodzynkiem wśród marynarzy lub różnych innych
profesji
(ostatnio
siedziałem w ławce z fryzjerem, który strzyże na promach).
No i oni
wszyscy robią to, bo muszą, bo im jest to potrzebne do
wykonywania
pracy, a ty tam jesteś hobbystycznie, dla własnej
przyjemności (?),
co spotyka się ze średnim zrozumieniem ze strony
współuczestników.
Po
drugie, i ważniejsze, zakres tematyczny oraz ilość i
rodzaj
udostępnionych technik i środków dla szkolenia praktycznego
były na
naprawdę wysokim poziomie. Każdy miał okazję własnoręcznie
odpalić
kilka rakiet spadochronowych i pistoletowych oraz pochodnię.
W
tamtych latach była to duża rzadkość i mało kto miał poza
takim
kursem dostęp do tych środków. A tu po prostu ośrodek
przeznaczał
odpowiednią ilość tego towaru, żeby każdy mógł
spróbować.
Pewnie, że
to kosztowało, ale miało się poczucie, że kurs był wart
swojej ceny.
Niezapomniane
dla mnie były praktyczne ćwiczenia z aquatami
i
tratwami, ewakuacja itp. w warunkach nocnych. Którejś nocy
na jednym
z dużych jachtów (chyba to był Śmiały) wywieziono całą grupę
na
środek Zalewu, gdzieś pomiędzy drugą a trzecią bramę torową.
Na dany
sygnał zaczynała się akcja. Każdy ubierał ubranie ratunkowe,
następnie (w tych ubraniach) wodowaliśmy jedną z tratw
(chyba
dziesiątkę), po czym wszyscy wskakiwaliśmy do wody.
Elementem
szkolenia było dryfowanie w wodzie po uprzednim powiązaniu
się
linką. Ponieważ trochę to trwało, była okazja, żeby sobie
poleżeć na
wodzie w mroku nocy patrząc na rozgwieżdżone niebo, odsapnąć
po
wodowaniu i skoku (łatwo się człowiek męczy w tym
garniturze) i
nabrać sił przed dalszą akcją. Oczywiście należało następnie
odwrócić tratwę i się do niej całą grupą wpakować. Po pewnym
czasie
dryfowania w tratwie, podczas którego wykonywano
różne
czynności
typu strzelanie rakiet, palenie pochodni, wciąganie
"nieprzytomnego", akcja kończyła się przejściem na
motorówkę i
szybkim powrotem do ośrodka. Całość trwała chyba ze 3
godziny i
pamiętam, że wszyscy uczestnicy byli w stanie bliskim
euforii. To
naprawdę były dobre ćwiczenia.
A
co do tematu ogólnie: jeśli ktoś chce i może - zachęcam do
udziału
w takim zespolonym szkoleniu podstawowym wg Prawidła VI/1
STCW (ITR,
ochrona ppoż, podstawy pierwszej pomocy i ten czwarty o
bezpieczeństwie i odpowiedzialności). Ja się temu
dobrowolnie
poddałem i nie żałuję. To, co wcześniej wiedziałem lub
umiałem,
pomogło mi przyswoić to, czego się dowiedziałem lub
nauczyłem po raz
pierwszy. Nigdy przecież nie jest tak, że umiemy już
wszystko i
wszystko znamy. Nawet ten skok w aquacie z kilku metrów, czy
przejście zadymionego labiryntu w aparacie oddechowym, a
choćby i
popsikanie sobie z różnych rodzajów gaśnic -
jestem
zadowolony, że
miałem okazję. Polecam.
Pozdrawiam
Adam
Jak widac
są przeciwnicy i zwolennicy kursów ITR zaliczanych przez
żeglarzy. Jedno jest pewne, wiedzy na temat naszego bezpieczeństwa na
wodzie nigdy nie jest za dużo i każdy kurs w wyniku ktorego wzrośnie
nasze bezpieczeństwo warto przejść. Kurs ITR do takich należy.
|