ITR  -  Indywidualne Techniki Ratownicze.  

     Jesień 2005 to oczekiwanie żeglarzy na  zarządzenie ministra sportu  w sprawie nowych stopni. Pojawiają sie jak grzyby po deszczu  projekty nowych systemów stopni - nowych drabinek.  Czy  "lepsze" od tych z 1997 r. , trudno powiedzieć gdyż  "twórcy" tych projektów nie zamieszczają w nich wymagań egzaminacyjnych  pozostawiając najważniejszą sprawę pożniejszym uregulowaniom.  Jednym z takich projektów był projekt autorstwa  Komisji Morskiej PZŻ.  Wydawał sie najlepszy z przedstawionych  publicznie i w dyskusji na grupie prz zyskał najwięcej zwolenników.  W projekcie tym jednym z wymagań na stopień kapitana jachtowego było zaliczenie kursu ITR.  Na grupie rozpoczęła sie dyskusja na temat sensowności  takiego wymagania dla  żeglarzy. Z założenia kursy ITR przeznaczone są dla  zawodowych marynarzy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wątek na temat ITR został rozpoczęty przez Marka Popiela  poniższym postem:

On 19 Oct 2005 14:59:03 +0200, "White Whale"  

Czy ktoś wie o organizatorach kursów Indywidualnych technik Ratowniczych? 
Zanosi się na to, że trzeba będzie w taki kurs zainwestować. ( to a propos nowych pomysłów na wymianę patentów żeglarskich )

 Stopy wody pod kilem!  

Biały Wieloryb 
(Marek Popiel)  

Poniższe wątki są fragmentami obszernej dyskusji jaka wywiązała się po poście Marka.

--------------------------------------------------------------------------------------------------

On Wed, 19 Oct 2005 15:00:18 +0200, Jacek Kijewski:

White Whale wrote:
> Czy ktoś wie o organizatorach kursów Indywidualnych technik Ratowniczych? 
> Zanosi się na to, że trzeba będzie w taki kurs zainwestować. ( to a propos 
> nowych pomysłów na wymianę patentów żeglarskich ) 
 

Wszystkie poważniejsze firmy wysyłające marynarzy na wraki, a również 
Szkoła Morska, Akademia Morska, pewnie Fundacja Rozwoju WSM i dziesiątki 
innych. Każdy marynarz przed wybyciem na statek musi mieć taki kurs 
wpisany w książeczkę.  

Ale bym się wstrzymał: kurs ITR jest wymogiem IMO i związany ściśle z 
kwestiami zawodowymi. Żaden akt prawny (ani krajowy, ani międzynarodowy) 
nie wymaga tego od żeglarzy i miejmy nadzieję, że dla zeglarstwa 
amatorskiego ten wymóg się nie pojawi. 

Inaczej byłoby to curiozum jak kurs ADR jako wymóg do karty rowerowej... 

***********Jacek Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------  

On Wed, 19 Oct 2005 15:05:31 +0200, Wojtek Bartoszyński:

 Dnia 19 Oct 2005 14:59:03 +0200, White Whale napisał(a): 
> Czy ktoś wie o organizatorach kursów Indywidualnych technik Ratowniczych?  ....  

A propo's jednej z propozycji rozporządzenia wyprodukowanej przez ciało 
niezbliżone nawet do Ministra Sportu.  

Spokojnie! Jak takie będzie brzmienie rozporządzenia - pojawi się popyt a wtedy i podaż zareaguje :-))  

pozdrawiam - Wojtek Bartoszyński

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------  

On Wed, 19 Oct 2005 15:44:17 +0200, Marek Witbrot :  

Jacek Kijewski napisał(a): 
> Wszystkie poważniejsze firmy wysyłające marynarzy na wraki, a również 
> Szkoła Morska, Akademia Morska, pewnie Fundacja Rozwoju WSM i dziesiątki 
> innych. Każdy marynarz przed wybyciem na statek musi mieć taki kurs 

> wpisany w książeczkę.  

Uwielbiam, gdy takie bzdury piszesz :/ 
Czemu od razu na wraki? To na normalne statki nie trzeba miec ITR? 
Poza tym ITR nie jest wpisywany do Ksiazeczki Zeglarskiej- jest to 
osobny certyfikat wydawany przez Urzedy Morskie (moze rowniez wystapic 
na jednym kartoniku lacznie z trzema pozostalymi kursami podstawowymi).  

> Ale bym się wstrzymał: kurs ITR jest wymogiem IMO i związany ściśle z 
> kwestiami zawodowymi. Żaden akt prawny (ani krajowy, ani międzynarodowy) 
> nie wymaga tego od żeglarzy i miejmy nadzieję, że dla zeglarstwa 
> amatorskiego ten wymóg się nie pojawi. 

Certyfikat ITR jest wymagany Konwencja STCW. Dotyczy statkow konwencyjnych.
Kurs ITR mozna robic w Osrodku Szkolenia Ratowniczego w budynku Akademii 
Morskiej w Gdyni (dosc tanio), w Szkole Morskiej Naskreta (przy 
Dalmorze), w Akademii Marynarki Wojennej- tam jest mozliwosc odbycia 
krotszego i tnszego kursu przy aktualizacji swiadectwa. 

Marek Witbrot 
(Poza domem) 
www.gdynia.no1.pl/~mwit

---------------------------------------------------------------------------------------------------------  

On Wed, 19 Oct 2005 18:11:33 +0200, "K.Listewnik" :

Użytkownik "Jacek Kijewski" <jacek@sail-ho.pl> napisał 
>Co na takim kursie się dowiem, czego nie ma w programie na sternika 
>jachtowego, a mogłoby się przydać na jachcie?  
 

Staranniejsi organizatorzy kursów na sternika jachtowego (np Kotwica, Witek 
Gizler i pewnie inni) organizowali dla swoich kursantow rowniez zajecia na 
basenie. 
Nie byl to ITR w scislym slowa tego znaczeniu, raczej cos dla zeglarzy. 
Zajecia byly ciekawe, no i moim zdaniem pozyteczne. 

pozdrawiam 
----------Krystian Listewnik---------- 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 

On Wed, 19 Oct 2005 19:49:51 +0200, Jacek Kijewski :

 On Wed, 19 Oct 2005, K.Listewnik wrote: 
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <jacek@sail-ho.pl> napisał  
>> Co na takim kursie się dowiem, czego nie ma w programie ...

> Staranniejsi organizatorzy kursów na sternika ... 

No, odwracanie tratwy przerabiałem w sekcji pływackiem MZKSu (za co nam 
się z reguły po uszach obrywało, bo nie wolno było tratw WSMki tykać).

Ale na kursie ITR uczymy się zakładać kapok (co dla przeciętnego żeglarza
jest, jak wiadomo, rzeczą nie do przejścia na kursie innym, niż ITR) oraz
skakać do wody (co, jak wiadomo, przy bardzo wysokich burtach jachtów,
może grozić przerwaniem rdzenia kręgowego). 

Oprócz tego dowiemy się, jak wygląda radiopława (jest to rzecz, o której
przeciętny kapitan jachtowy oczywiście nie ma pojęcia) i jak ją włączyć
(bez spec-kursu żeglarz po programie PZŻtowym nie umie wcisnąć guziczka,
oj nie umie). Dowiemy się również, jak podkulić nogi w wodzie, żeby nie
zmarznąć. 

Jeżeli ktoś znajdzie kombinezon surwiwalowy, to nauczymy się go nakładać.
Iście rzecz, która przerasta możliwości żeglarzy. Nie mówiąc o tym, że
skoro tylko kapitan ma mieć ITR, to kombinezon tylko dla kapitana, reszta
załogi niech się topi w slipkach? 

A teraz na serio: kurs ITRa to takie coś, co ma zapewnić, że człowiek bez
wykształcenia, mówiący tylko po bułgarsku albo filipińsku, pod kapitanem
Grekiem, jak statek będzie tonął, to ma o siebie zadbać. Materiał z ITRa w
zakresie potrzebnym żeglarzom jest w programach PZŻtowskich. A jak czegoś
nie ma, to granda i wina Komisji Szkolenia. 

Kursu ITR wymaga się od najprostszego marynarza, który ma młotkiem rdzę
obstukiwać. Tj. wymaga się go od wszystkich, ale to jest podstawa na tym
poziomie. Nie widzę powodu, by wymagać kursu ITR, a tym bardziej wymagać
go dopiero na poziomie kapitana. Jeżeli by przyjąć wymagania konwencyjne,
to należy go wymagać od każdego załoganta wchodzącego na pokład, bo do
tego ów kurs służy. Bo jak to ma być, jacht tonie, kapitan stwierdza "ja
sobie przeszedłem ITR, zapinam kapok, odpalam epirba i znikam, a wy sobie
radźcie, papa!" - do tego ten kurs jest potrzebny akurat kapitanowi? 

Od kapitanów wymaga się umiejętności współpracy z SAR, śmigłowcem,
ewakuacji ludzi na inny statek/prom (heh...), a przede wszystkim
dopilnowania, że załoga i pasażerowie będą bezpieczni i ktoś o nich zadba.
Ale tego akurat na kursie ITR nie uczą - jak już, to odpowiedzialności
wspólnej i wiele, wiele specjalistycznych. Pierwszej pomocy, p-poż
(zwłaszcza na żaglowcach). 

Czy tego wymagać od żeglarzy? W sumie: nie mój cyrk, nie moje małpy, niech
sobie tam kapitanowie między sobą rozsądzają. Aczkolwiek dość już, że UM
pakuje wymagania konwencyjne na jachty pod kątem wyposażenia, jeżeli
jeszcze PZŻ będzie świętsze od papieża, to niedobrze.--

***********Jacek Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *

---------------------------------------------------------------------------------------------  

On 19 Oct 2005 18:38:32 +0200, "Janusz Zbierajewski" :

 > >> Ale bym się wstrzymał: kurs ITR jest wymogiem IMO i związany ściśle z
> >> kwestiami zawodowymi. Żaden akt prawny (ani krajowy, ani międzynarodowy)
> >> nie wymaga tego od żeglarzy i miejmy nadzieję, że dla zeglarstwa
> >> amatorskiego ten wymóg się nie pojawi.
> >
> > IMHO ITR jest calkiem przydatnym kursem rowniez dla zeglarzy, choc jest to
> > wiedza z ktorej najlepiej nigdy nie korzystac.
>
> Co na takim kursie się dowiem, czego nie ma w programie na sternika
> jachtowego, a mogłoby się przydać na jachcie?

Ciach!
Jestem przeciwnikiem wszelkich przymusów z zakresu kwitologii stosowanej, ale z
ITR-em jest inaczej. Radzę wszystkim szlajającym sie po morzu odbycie takiego
kursu. To naprawdę dużo daje i oczy się otwierają. Nie chodzi mi tu o dwa dni
teoretyzowania ile swetrów i w jakiej temperaturze wody przedłuża życie o ileś
tam minut, ale o te parę godzin zajęć z tratwą na basenie.
Czego się dowiesz, Jacku?
1. Tratwa się otworzyła, ale do góry dnem. Rysunki na kokonie tratwy nie
wystarczą. Trzeba to zrobić w praktyce, aby się przekonać, że to nie takie
łatwe. Zwłaszcza jeśli delikwent nie ma Twojej wagi i gabarytów.
2. Tratwa się otworzyła, ale masz pecha, bo znalazłeś się pod tratwą. Jeśli nie
pokażą Ci na basenie techniki wychodzenia spod tratwy - bądź pewien, że się
utopisz w kapoku pod tratwą ratunkową!
3. Tratwa otwarta, wokół pływa załoga. Jak wejść do tratwy? To znaczy - jak ma
wejść ten pierwszy, bo następnych on już wciągnie. Jeśli nie wiesz jak (trzeba
to przeżyć!) - nie wejdziesz. Jestem pełen podziwu dla jedynej ocalałej
z "Bieszczad" dziewczyny. Śmiem twierdzić, że zadziałała tu adrenalina. Na
kursie, który swego czasu zaliczałem, było m. in. dwóch matrosów z floty
handlowej o tzw. silnej budowie ciała. Mówiąc krótko - zażywnych jegomości z
lekkimi (bez przesady) brzuszkami i bardzo tęgimi udami.  Mimo wielu prób - nie
weszli. Nie dali rady. Na przeszkodzie stanęły właśnie te tęgie uda.
Co ma kształt ud do tratwy? Ma!
4. Sa jeszcze inne ciekawostki, choć może mniej potrzebne w żeglarstwie, np.
jak skakać do wody w kapoku z wysokości kilku czy kilkunastu metrów (pokład
statku), żeby tylny klocek kapoka nie rąbnął Cię w potylicę, ogłuszając albo
wręcz zabijając. 

Uwierz mi, namówiłem wielu kolegów (i koleżanki) na taki kurs. Wszyscy zgodnie
twierdzą, że jest to zdecydowanie najbardziej wartościowy kurs ze wszystkich
tzw. specjalistycznych.
Dalej zachęcam.
Dla własnego bezpieczeństwa.
BTW: Marek się pomylił. Fredek Naskręt nie robi takich kursów. 

Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------   

On Thu, 20 Oct 2005 00:33:02 +0200, "Jarek Czyszek":

 Użytkownik "Janusz Zbierajewski" napisał
> Ciach!
> Jestem przeciwnikiem wszelkich przymusów z zakresu kwitologii stosowanej, ale z
> ITR-em jest inaczej....
 

To jest jakis dziwny poglad szczegolnie popularny wsrod zeglarzy z pewnego
miasta, o ktorym mowia ze lezy w Centralnej Polsce, a tak naprawde to mocno
na wschodzie. Jak ktos chce sie popluskac w basenie, to nie ma sprawy, niech
sie pluska  (wartosc kursu ITR; na moich oczach przeszkolony marynarz
odpalil flare spadochronowa w ten sposob, ze lewa dlonia uchwycil zawleczke,
prawa korpus rakiety a nastepnie szerokim ruchem prawej reki uruchomil
ustrojstwo. Gwiazda pierdyknela w szot nadbudowki z efektem bardzo
widowiskowym...) Natomiast wprowadzenie tego wymogu dla kapitanow jachtowych
ma tyle wspolnego ze zdrowym rozsadkiem co np. obowiazek kursu kulinarnego,
ktory nb. mialby wiekszy sens bo przynajmniej pozwolilby temu kapitanowi
przezyc w miare zdrowo w warunkach kiedy reszte ekipazu zmogla choroba
morska czy tam inna morsko-jachtowa niedyspozycja.
Natomiast szansa przezycia w wodzie, wejscia do tratwy, zawiazania na sobie
liny w warunkach jakiegos tam ruchu holownika zalezy wprost od sprawnosci
fizycznej delikwenta, ergo od wieku. Sam bedac w wieku malo zaawansowanej
czterdziestki przezylem szok termiczny i psychiczny zreszta tez, kiedy na
jakims malowniczym postoju kotwicznym srodkiem lata w sztokholmskich
szkierach zgodzilem sie na kapiel orzezwiajaca zalogi. Skuszony upalem i
widokiem dwidziestolatek zgrabnym crawlem podazajacych na pobliskie skalki,
gdzie juz i reszta kolezanek tych crawlistek wylegiwala sie na rozgrzanych
kamieniach, postanowilem i ja sprobowac tej  przyjemnosci. Napisze tak -
dobrze, ze pod reka byl lancuch watersztagu, bo inaczej niechybnie bym sie
byl utopil w przerazajaco zimnej wodzie fiordu, przy wylazeniu na poklad, po
zaiprowizowanej siatce, tez nie pogardzilem zyczliwym ramieniem
wspierajacym. Po prostu w pewnym wieku niektore rzeczy sa juz dla
iektorych  - wiekszosci - malo dostepne. Robienie dla takich kursu z
surrivalu mija sie z celem. Jako gowniarz plywalem zawodniczo w WKS Flota -
1600 metrow rozgrzewki przed kazdym treningiem, trenowalem dwa razy dziennie
przez piec dni w tygodniu.

Kurs ITR jest wymaganiem konwencyjnym dla zawodowych marynarzy, w zegludze
jachtowej wystepuja inne zagrozenia zwiazane z pobytem czlowieka w wodzie.
Przede wszystkim nie doceniany na ogol problem podjecia rozbitka z wody
przez malo liczna, czy wrecz jednoosobowa zaloge. Zreszta wogole
niedoceniany przez zeglarzy morskich problem wyjscia z wody na poklad jachtu
chociazby po zwyklej kapieli (jezeli nie posiadamy drabinki, to problem jest
powazniejszy niz sie wydaje, skutkujacy nawet ofiarami smiertelnymi). Takze
zachowanie sie rozbitka w przyboju. Jachty sztandruja o wiele czesciej i
zupelnie inaczej niz statki. Malo kto zdaje sobie sprawe, ze najwiecej ofiar
smiertelnych po robiciu jachtu o brzeg nastepuje w czasie proby przejscia z
lodki na lad. Gdyby Komisja Morska PZZtu chciala na powaznie zadbac o
bezpieczenstwo zeglarzy, to po pierwsze powinna sprobowac rozpoznac
rzeczywiste zagrozenia, po drugie wprowadzilaby te elementy do programu
egzaminow na stopnie, ktore proponuje, zamiast wymyslac fajerwerki w postaci
ITRu.
Mozna powiedziec, ze ratownictwo figuruje w programie egzaminu bodaj na
j.st.m. Na podstawie wlasnych doswiadczen powiem, ze jest to wiedza wysoce
teoretyczna zarowno po stronie egzaminowanych jak i egzaminujacych. Problem
praktyczny - podanie holu w sztormie na dryfujacy jacht. Otoz cwierc wieku
temu malo nie oblalem w Trzebiezy egzaminu z ratownictwa bowiem nie chcialem
zgodzic sie z egzaminatorka co do tematu podawania, zamocowania i dozoru
holu. Trzy dni wczesniej przecwiczylem to praktycznie przy zastosowaniu
profesjonalnego holownika z jednej strony i tonacego jachtu z drugiej. W tle
cholerny sztorm, zaloga zbiorowo recytujaca Pod Twoja Obrone, hol grubosci
ramienia, nie do zaknagowania na czymkolwiek i jedna mysl - nie dac sie
zabic.

Mysle, ze bardziej praktyczne podejscie zamiast papierowych dupochronow
byloby bardziej wskazane. 

Pozdrowienia – Jarek

----------------------------------------------------------------------------------------------------    

On Tue, 25 Oct 2005 05:30:19 +0200, Piotr Serwadczak : 

On Wed, 19 Oct 2005, Jacek Kijewski wrote:
> > IMHO ITR jest calkiem przydatnym kursem rowniez dla zeglarzy, choc jest to
> > wiedza z ktorej najlepiej nigdy nie korzystac.
>
> Co na takim kursie się dowiem, czego nie ma w programie na sternika
> jachtowego, a mogłoby się przydać na jachcie?
 

Bylem tylko na zajeciach basenowych i bardzo sobie je chwale. 

Gramolenie sie do tratwy w warunkach basenu to moze malo realistyczny
trening, ale juz skok "a'la zaba" (coby nie przedziurawic poszycia tratwy
;) z nabrzeza na rozlozona tratwe pozwala sobie wyobrazic jak sie czlowiek
moze czuc w warunkach zaistnilej koniecznosci opuszczenia jachtu...

Trzeba uwazac, jesli tratwa starszego typu i ma jakies stelaze rurkowe, bo
sie mozna ojcowstwa pozbawic - ale to uwaga do tratw na
jednostkach konwencyjnych raczej - nie tratw jachtowych :)
W takich tratwach z rurakmi aluminiowymi pozostaje tylko wejscie z wody... 

Oborcenie przewroconej tratwy - no bajka, w basenie oczywiscie. Na fali i
w wietrze pewnie nie bedzie tak miodnie, trzeba by jakos sie do wiatru
probowac ustawiac - ale zawsze juz czlowiek jakas wprawke zaliczyl ;)

A i pamietam, ze wykombinowalem sobie w trakcie cwiczenia cos czego zaden
z instruktorow nie mowil: nie powinno sie pod zadnym pozorem tracic
kontaktu z tratwa - tzn. trzeba ja przewrocic i nie puszczac, bo kiedy
w warunkach duzego wiatru powierzchnia namiotu wystawiona na wiatr zacznie
dzialac jak zagiel to mozna nie dac rady dogonic tratwy - zwlaszcza jak
czlowiek w ubraniu, albo gorzej w ubraniu i w kamizelce/pasie ratunkowym,
albo jeszcze gorzej - w kombinezonie ratowniczym :-/ 

Ubranie kombinezonu termicznego i skok z wiezy - ile tam ona moze miec
m? Moze ze 3 - no ciekawie, i jak na warunki jachtowe pewnnie nawet za
wysoko, chyba ze porownamy wolna burte na zaglowcach. A na takim statu,
kiedy by przyszlo skakac z kilkunastu czy moze nawet przeszlo 20m pewnie
jest strasznie... Instrukor podpowiadal, ze wtedy na odwage dobrze robi
pozar na pokladzie ;) 

Utkwilo mi w pamieci, ze wazne jest skoordynowanie wydechu po tym jak sie
czlowiek wynurza ubrany w ta pianke - zwlaszcza kiedy jest za duza i woda
dostaje sie pod kaptur "chelmofonu". Plywac w sposob aktywny w takim
kombinezonie w zasadzie sie nie da - mozna co najwyzec lezec na plecach.
No i samo ubieranie kombinezonu to przezycie jest - bez pomocy drugiej
osoby moze byc trudno - zwlaszcza na jachcie, na malej przestrzeni... 

Poza tym: ubieranie pasa ratunkowego na glebokiej wodzie i symulowaniem
ciemnosci (zamkniete oczy) - calkiem przystajace do realiow mornikowania
;) Jeszcze  wyciaganie w petli przez helikopter - w cieplej wodzie basenu
i na symulowana tylko wysokosc pewnie nie oddaje sytuacji, kiedy czlowiek
przemoczony, zmarzniety, wycienczony i zestresowany  moze miec problem z
utrzymaniem ramion, zeby sie nie wysliznac z petli artunkowej. Ale takie
cwiczenie zawsze daje wyobrazenie o mozliwych klopotach. 

Bylem, zobaczylem i uwazam ze cwiczenia pozyteczne, ale zeby to powtarzac
i odswiezac waznosc certyfikatu to dla normalnie aktywnego zeglarza
morskiego przesada.
Zasadniczo jestem optymista i mam nadzieje, ze nigdy wiedza z tych cwiczen
mi sie nie przyda :-D 

Pozdrawiam,
Piotrek
-----------------------------------------------------------------------  

On Wed, 19 Oct 2005 21:43:57 +0200, Wojtek Bartoszyński:

Dnia 19 Oct 2005 21:33:14 +0200, White Whale napisał(a):
> Przed laty, na kursie w Trzebieży, ( ale to było naprawdę dawno ) na którym
> zaliczyłem morsa, było w programie to wszystko, włącznie z odwracaniem tratwy (
> prawda - tylko w postaci demonstracji ) i wystrzeliwaniem rzutki. EPIRBÓW
> wówczas jeszcze nie było, ale o tym było na kursie radiowym. Ten pomysł
> rzeczywiście trochę dyskusyjny. Dziękuję.
 

Wiem! Przed laty (1987), na kursie w Trzebieży sam obracałem tratwę (a
reszta patrzyła - więc dla nich to było w postaci demonstracji :-)) W
dadatku wypchnęli mnie do wody w (nowość wówczas) ubranku ratunkowym
(izolacja + pływalność). Nie powiem - wrażenie ciekawe - ale żeby zaraz
osobny obowiązkowy kurs? 

pozdrawiam - Wojtek Bartoszyński

----------------------------------------------------------------------------------  

On Wed, 19 Oct 2005 22:49:46 +0200, "Adam Busz":

 Wojtek Bartoszyński wrote:
> Dnia 19 Oct 2005 21:33:14 +0200, White Whale napisał(a):>
>> Przed laty, na kursie w Trzebieży, ( ale to było naprawdę dawno )
[...]
> Wiem! Przed laty (1987), na kursie w Trzebieży
[...]
 

Ha! Też wiem!
Był taki okres, w którym Trzebież organizowała tego typu szkolenia,
nie zawaham się powiedzieć, z prawdziwego zdarzenia. Organizowała je
wspólnie z Ośrodkiem Szkoleniowym Ratownictwa Morskiego w
Szczecinie. Mam przed nosem kartonik zaświadczający o "przeszkoleniu
w zakresie technik ratunkowych dla żeglarzy oraz złożeniu
odpowiedniego egzaminu zgodnie z postanowieniami Rezolucji 19
Konwencji" (chodzi rzecz jasna o STCW). Czyli to, co dzisiaj
nazywamy ITR. 

A dlaczego piszę, że te szkolenia były takie dobre i przyjemne? 

Po pierwsze były to kursy dla żeglarzy. Kto chciał (bo rzecz jasna
obowiązku nie było) - mógł przyjechać z drugiego końca Polski i się
przez kilka dni poszkolić w zakresie ratownictwa w grupie takich jak
on żeglarzy, w ośrodku żeglarskim tętniącym życiem, gdzie
równocześnie trwały kursy żeglarskie dla ponad setki kursantów
różnych maści i poziomów (na morsa, na jachtowego, na żeglarza, na
instruktora), a na wodzie tylko do celów szkoleniowych (czyli nie
licząc jachtów chodzących w rejsy) było 10 dezet, 3 vegi, ze 7
nefrytów, jakieś 4 mniejsze łódki no i stara babcia India na
manewrówkę silnikową. Dzisiaj robiąc ITR jest się jako żeglarz
rodzynkiem wśród marynarzy lub różnych innych profesji (ostatnio
siedziałem w ławce z fryzjerem, który strzyże na promach). No i oni
wszyscy robią to, bo muszą, bo im jest to potrzebne do wykonywania
pracy, a ty tam jesteś hobbystycznie, dla własnej przyjemności (?),
co spotyka się ze średnim zrozumieniem ze strony współuczestników. 

Po drugie, i ważniejsze, zakres tematyczny oraz ilość i rodzaj
udostępnionych technik i środków dla szkolenia praktycznego były na
naprawdę wysokim poziomie. Każdy miał okazję własnoręcznie odpalić
kilka rakiet spadochronowych i pistoletowych oraz pochodnię. W
tamtych latach była to duża rzadkość i mało kto miał poza takim
kursem dostęp do tych środków. A tu po prostu ośrodek przeznaczał
odpowiednią ilość tego towaru, żeby każdy mógł spróbować. Pewnie, że
to kosztowało, ale miało się poczucie, że kurs był wart swojej ceny. 

Niezapomniane dla mnie były praktyczne ćwiczenia z aquatami i
tratwami, ewakuacja itp. w warunkach nocnych. Którejś nocy na jednym
z dużych jachtów (chyba to był Śmiały) wywieziono całą grupę na
środek Zalewu, gdzieś pomiędzy drugą a trzecią bramę torową. Na dany
sygnał zaczynała się akcja. Każdy ubierał ubranie ratunkowe,
następnie (w tych ubraniach) wodowaliśmy jedną z tratw (chyba
dziesiątkę), po czym wszyscy wskakiwaliśmy do wody. Elementem
szkolenia było dryfowanie w wodzie po uprzednim powiązaniu się
linką. Ponieważ trochę to trwało, była okazja, żeby sobie poleżeć na
wodzie w mroku nocy patrząc na rozgwieżdżone niebo, odsapnąć po
wodowaniu i skoku (łatwo się człowiek męczy w tym garniturze) i
nabrać sił przed dalszą akcją. Oczywiście należało następnie
odwrócić tratwę i się do niej całą grupą wpakować. Po pewnym czasie
dryfowania w tratwie, podczas którego wykonywano różne czynności
typu strzelanie rakiet, palenie pochodni, wciąganie
"nieprzytomnego", akcja kończyła się przejściem na motorówkę i
szybkim powrotem do ośrodka. Całość trwała chyba ze 3 godziny i
pamiętam, że wszyscy uczestnicy byli w stanie bliskim euforii. To
naprawdę były dobre ćwiczenia. 

A co do tematu ogólnie: jeśli ktoś chce i może - zachęcam do udziału
w takim zespolonym szkoleniu podstawowym wg Prawidła VI/1 STCW (ITR,
ochrona ppoż, podstawy pierwszej pomocy i ten czwarty o
bezpieczeństwie i odpowiedzialności). Ja się temu dobrowolnie
poddałem i nie żałuję. To, co wcześniej wiedziałem lub umiałem,
pomogło mi przyswoić to, czego się dowiedziałem lub nauczyłem po raz
pierwszy. Nigdy przecież nie jest tak, że umiemy już wszystko i
wszystko znamy. Nawet ten skok w aquacie z kilku metrów, czy
przejście zadymionego labiryntu w aparacie oddechowym, a choćby i
popsikanie sobie z różnych rodzajów gaśnic - jestem zadowolony, że
miałem okazję. Polecam. 

Pozdrawiam

Adam


Jak widac są przeciwnicy i zwolennicy kursów ITR zaliczanych przez żeglarzy. Jedno jest pewne, wiedzy na temat naszego bezpieczeństwa na wodzie nigdy nie jest za dużo i każdy kurs w wyniku ktorego wzrośnie nasze bezpieczeństwo warto przejść. Kurs ITR do takich należy.