-
Dziecko na jachcie - Ogólne zasady postępowania
.
-
Niemowle na jachcie - dyskusja na
grupie z kwietnia 2002 r.
-
Pielęgnacja malucha.
-
Szelki. Jestem za a nawet przeciw.
-
Przestrogi i ostrożność.
-
Program i trasa.
-
Galeria naszych milusińskich.
- 10-cio miesięczne bliźniaki w rejsie morskim.
Dziecko na jachcie - Ogólne zasady postępowania .
Na początek obszerny post pt "Dzieciaki
na jachcie FAQ ;-) " napisany przez Radosława Saniewskiego
i ujmujący wiele problemów:
>Sprawy oczywiste, ale: Jeśli to sródlądzie, proponuje
zmianę toku myślenia normalnego człowieka: PŁYWAĆ, PŁYWAĆ, PŁYWAĆ ! I niestety
dostosować się do sposobu spędzania wolnego czasu przez dziecko. Czyli:
-
Pływanie - w zależności od wytrzymałości dzieci. W moim przypadku
optimum wynosiło ok. 3 godzin dziennie. Przy dłuższym pływaniu, dzieci
zaczynają się nudzić, grymasić i wszyscy mogą popsuć sobie humor
-
Miejsca do noclegów - koniecznie piaszczyste i z kąpieliskiem,
istotnie, doskonale jest południe Mazur, zwłaszcza Nidzkie
-
Szukaj innych ludzi z dziećmi. Młodziaki, które chcą się
nagolić i wywrzeszczeć, raczej unikają dzieci, "bo płaczą" ;-)
-
Trasę dzielić na krótkie odcinki i urozmaicać ja tym, na
co Ty nie zawsze masz ochotę, ale za to maja dzieci: lody, karuzele, jagody,
spacer, kredki i inne takie
-
Miejsca do noclegów wybieraj na kilka dni. Dzieci przyzwyczajają
się do miejsc i innych dzieci
-
Zdecydowanie od samego początku przyzwyczaić dzieci do pływania
w kapokach i nie ulegać ich grymasom i sugestiom. Analogicznie jak z fotelikami
samochodzie - mam znajomych, którzy nie wytrzymali płaczu półrocznego dziecka,
które w czasie jazdy chciało do mamy. Teraz dzieciak ma półtora roku, do
fotelika nie daje się wsadzić, bo przyzwyczaił się do jazdy na rękach mamy,
a znajomi tylko się rozglądają za policja, aby nie zapłacić mandatu. O
bezpieczeństwie, a raczej jego braku, już nie wspomnę.
-
Manewry SĄ dla dzieci najbardziej niebezpieczne, bo dużo
się dzieje. Ale z tego samego powodu SĄ dla dzieci _NAJCIEKAWSZE_. Postaraj
się jednak przyzwyczaić je do spędzania tych paru minut pod pokładem, tak
jednak, aby miały zajęcie i czuły, ze jest to bardzo ważna i odpowiedzialna
czynność manewrowa.
-
Uważaj na pomostach: z brzegu pomostu wg dzieci zawsze "lepiej
widać", poza tym często zdarzają się obluzowane dechy, a przy pomostach
pływających, łatwo zmiażdżyć paluchy wkładając je miedzy panele. Przy czterolatku
rozważ stosowanie uprzeży/szelek i trzymanie dziecka na "smyczy". Wygląda
niepoważnie, ale działa.
-
Koniecznie, ale to koniecznie, opracuj z żona metodę, co
robicie w razie wypadnięcia dziecka za burtę. Kto skacze, kto robi podejście
itd. Wytłumaczcie wcześniej dzieciom, jak się maja w takiej sytuacji
zachować. Wiadomo, ze wszyscy wiemy, co mamy robić w takich sytuacjach,
ale emocje często nas co najmniej "dekoncentrują". Tymczasem macie przecież
(a zwłaszcza żona) reagować "szybko, skutecznie i bezpiecznie"
-
Przetestuj, zachowanie dziecięcych butów na pokładzie (także
mokrym) pod względem śliskości. Może się okazać, ze jakieś buty, na
konkretnym pokładzie zachowują się jak skórka od banana.
-
Uczul dzieci, aby nie stawały na rożnego rodzaju krawędziach,
przedmiotach, linach i chodziły w miarę możliwości tylko po antypoślizgach.
I nie na bosaka.
-
Dbaj o zabawy "pokładowe" - tak, aby dzieci również czuły
się uczestnikami załogi, i to bardzo ważnymi ;-)
-
Wszystkie te zakazy, przekaz im może w formie trochę weselszej
niż ja Tobie ;-))) W końcu taki np. kapok to przywilej i nie każdy w nim
pływa, czyż nie? ;-)
-
Jak widzisz, nic pewnie nowego nie napisałem i SĄ to sprawy,
o których wie każdy, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku. Mam jednak nadzieje,
ze powyższe się przyda. Ty masz zresztą łatwiznę (?), bo dzieci jest dwójka
i mogą się ze sobą bawić.
Zresztą, co tu dużo gadać, jak powiedziała moja żona:
Kapok,
sznurek i oczy dookoła głowy ;-)
Irek Grabowski dorzucił:
-
Weź dużo zabawek (oczywiście klocki, jeśli dzieciaki lubią),
zeszytów, gier ..... Będą się bawić w trakcie płynięcia, a jak siadzie
pogoda to jedyna deska ratunku.
-
Załóż im kapoki w których będą pływać (zawsze i bez względu
na warunki) i w miły ciepły dzień wrzuć je do wody. Kapoki powinny odwracać
dzieciaka i dobrze, ale jeśli dzieciak jest nie umie pływać i nie wie ze
można spokojnie na plecach, to dziecko obraca się na brzuch a kapok na
plecy ... no i jest wtedy trochę szarpaniny. Przetestowałem to na mojej
malej (co prawda była dużo młodsza 1r 3m-ce i lżejsza) i jej pierwszy raz
w wodzie w kapoku był dla niej szokiem. Ona w jedna a kapok w druga stronę.
-
A tak w ogóle to już tyle dzieciaków pływa, ze na postojach
na pewno nie będą się nudzić.
Radoslaw Switkiewicz własnych dzieci jeszcze
nie posiada ale dowiadczenie z pływań z dziećmi duże:
>Nie mam na razie swoich dzieci, ale
mogę Ci przekazać doświadczenia z trzech lat pływania z małym dzieckiem
- córka moich przyjaciół. Generalnie to jest tak jak w starym powiedzeniu
- Małe dziecko - mały kłopot, duże dziecko - duży kłopot. Ala po raz pierwszy
znalazła się na wodzie w wieku 3 miesięcy i to na początku maja. Jedyny
problem (nie mały) jaki miała z nią jej matka to było umycie dziecka. Ale
dawała sobie rade za pomocą podgrzanej na kuchence wody i zamkniętej kabiny.
Było tak pierońsko zimno, ze zaziębieni wróciliśmy wszyscy... z wyjątkiem
Ali.
Później Ala pływała już tylko po morzu,
tyle ze ciepłym - Adriatyk a w tym roku Egejskie. Na morzu znalazła się
po raz pierwszy kiedy miała 1,5 roku. Problemów nie było żadnych. W kokpicie
znajdywała się tylko za nasza pomocą, na ogół na kolanach mamy, wiec nawet
nie było potrzeby stosowania szelek. Poza tym przebywała w kabinie gdzie
miała swoje królestwo zabawek. Zero kłopotów z chora morska. W zeszłym
roku było podobnie (tez Adriatyk) z tymże Ala sama wychodziła już z kabiny
ale nie była w stanie wyjść poza kokpit wiec szelek nie używaliśmy. Na
manewry mama zabierała ja do kabiny. Problemów również nie było. Jej mama
miała zdarte gardło od czytania Kubusia Puchatka i Plastusiowego pamiętnika.
Myśmy dostawali szalu na dźwięk słowa "Prosiaczek" :-).
W tym roku (Egejskie) zaczęły się
problemy, aczkolwiek nie wielkie. Ala swobodnie już kursowała z kabiny
do kokpitu i z powrotem wiec niezbędne okazały się szelki. Ala ma zresztą
świetne zdjęcie w tych szelkach. Nosiła je bez sprzeciwów. Bardzo szybko
nauczyła się, ze w trakcie manewrów musi schodzić do kabiny i robiła to
bez sprzeciwów. Z choroba morska nie było problemów (aczkolwiek przejściowo
pojawiła się - jeden paw i koniec), natomiast 12-to metrowy jacht musieliśmy
często zamieniać w statek piratów. Bowiem problemem był brak interesującego
zajęcia. W wieku trzech lat dzieci zaczynają się interesować otoczeniem,
a na pełnym morzu otoczenie dla małego dziecka jest żadne. Stad tez ważne
było, żebyśmy rano i wieczorem jak najwięcej czasu poświęcali na kąpiele,
które zresztą Ala uwielbia.
W podsumowaniu dwie uwagi.
Po pierwsze jeżeli jest małe dziecko na jachcie musisz założyć,
ze jego opiekunka lub opiekun jest faktycznie wyłączony ze służby.
Po drugie od pewnego wieku, na moje oko dwa lata, dziecku
zaczyna być potrzebne towarzystwo innych dzieci.
Poza tym Ala bardzo polubiła żeglarstwo.
Łukasz Izbaner z własnego dowiadczenia:
>Pierwszy rejs moja córeczka zaliczyła
w wieku 6-ciu tygodni. Robiliśmy test na Zalewie Koronowskim 4 dni zanim
odważyliśmy się puścić z nią na dłużej. Spisała się rewelacyjnie, więc
dwa tygodnie później bujaliśmy się już po Mazurach. Następny sezon to już
14-to miesięczna Marysia i jej 2.5 letnia koleżanka (też Zalew i Mazury).
Zasadnicze wspomnienia:
Tak małe dziecko nie jest problemem na pokładzie, bo nie
może się tam znaleźć bez bezpośredniej opieki. Jeśli Marysia pojawiała
się w kokpicie to albo na rękach któregoś z nas, albo na postoju, gdy cały
kokpit wykładaliśmy kocami i śpiworami, żeby mogła pobawić się na świeżym
powietrzu.
O ile w pierwszym rejsie Marysia prawie cały czas spała na
wodzie albo bawiła się sama (miś przypięty na sznurku do klamry forluku
zabawiał ją dostatecznie), to nieocenioną sprawą w drugim rejsie był "pokój
dziecinny na jachcie". Połączone koje dziobowe oddzieliliśmy od reszty
jachtu specjalnie przygotowaną siatką i było to królestwo dzieci. Mnóstwo
zabawek i rówieśnica załatwiały sprawę dzieci na ponad pół dnia. Mieliśmy
pewność, że nic się im nie stanie - żadnych kantów, latających garnków
itp., a kontakt wzrokowy mieliśmy non stop przez zejściówkę.
Część dnia trzeba oddać dzieciom. Należy im się trochę
spaceru, biegania po lesie itp. Staraliśmy się popołudniu robić wspólne
wypady by poznać trochę Mazur nie od strony wody. Naprawdę warto. Polecam
nawet tym których nie obligują do spacerów dzieci.
Zdając się na to, że dzieciaki będą się same bawić
trzeba uważać, czy nie zaczyna im się nudzić. W przeciwnym wypadku fascynacja
wodą może faktycznie przerodzić się w awersję (znam taki przypadek).
Piotr Jóźwiak: Mogę dodać trzy grosze bo sporo pływam
z dziećmi. Pływam zresztą głównie wiosną.
-
Problem sprowadza się do postojów bo czasie jazdy 8 miesięczny
maluch będzie spał. Odradzam trzymanie go w kokpicie. Jak mocniej wieje
i nie powinno się trzymać ludzi w kabinie to lepiej zaniechać lub tak się
porefowac lub pozrzucać, żeby było bezpiecznie. Na postoju wszystko co
pełza i ledwo łazi jest narażone na poobijanie i wypadnięcie dlatego:
-
Zawsze w kapoczku! Pod żadnym pozorem nie toleruje wyłażenia
z kabiny bez kapoka.
-
Nie ma włażenia i złażenia z okrętu innego niż na pozwolenie
i pod opieką.
-
To samo z łażenie po kei. Z moich obserwacji wynika, że większość
"wpadek" następuje wlanie tam.
-
Zorganizuj ciekawe zajęcia na "miejscówkach". Przyjmij założenie,
że każda taka zabawa to suszenie ubrania. Buty, rękawy+ rosa. Ja ma 5-6
kompletnych zmian.
-
Gdy kambuz jest w użyciu obowiązuje bezwzględny zakaz wyłażenia
z forpiku.
-
Na dziobie wolno tylko wystawać z luku( w kapoku) Nie wolno
wyłazić, siadać na zrębie ani bawić się jakimkolwiek przedmiotem.
Lech Lep: Moja córka pływa ze mną od czasu, gdy skończyła 3 tygodnie (sic!). Teraz ma 6 lat.
(pisanena grupie p.r.z i dodane do strony 2 maja 2006 r).
- Dla 3,5-latka: uwaga, uwaga, uwaga. Aha - i oczy
wokół głowy. Koniecznie szelki ze smyczą (ważniejsze od
kamizelki), na razie wystarczą wózkowe, od 5 lat - już normalne.
- Dziecko nie podziela waszej pasji, nudzi się - wiele
czasu spędza w kabinie, a więc dużo zabawek. W kabinie wieczny
bałagan - wyciągnie wszystko, a np. mapy i dokumenty to dla niego
wspaniała zabawa, więc wszystko co ważne (lub ostre) nalezy
dobrze ukrywać. Warto też mieć dziecięcy pontonik - na postojach
wspaniała zabawa dla dziecka.
- Co do lekarstw - nie znam się, ale napewno coś, co
skutecznie łagodzi skutki komarów. To ważne - nie lekceważ
tego, dzieci rozdrapują ukąszenia.
- Coś na ochronę przed nadmiarem słońca (kapelusik?).
- Ja mam założoną siatkę na relingu, ale to rozwiązanie rzadko spotykane (choć b. pomocne).
- Poza tym od najmłodszych lat przyzwyczaj go do
kamizelki. Jest niewygodna, dzieci jej nie lubią, ale w
przyszłości będzie niezbędna, więc nie daj mu poznać, że może pływać bez niej, bo potem nie da ci załozyć.
A tak naprawdę to pływanie z dzieckiem to wspaniałe przeżycie!
Powodzenia
LL
Waldek Frankiewicz:
........... ja do tego wszystkiego z własnego doświadczenia (ha rok
temu tez się zastanawiałem) dodam.
-
Przydatny bywa fotelik samochodowy typu kołyska, pozwala
na chwilowe i bezpieczne unieruchomienie dziecka
-
łódkę musisz dobrze przygotować tzn. jeśli będziecie tylko
we trójkę to musisz sobie z łódka poradzić sam w każdej sytuacji, żona
nie poda Ci niczego z kabiny, nie pomoże przy manewrach itp. bo pilnuje
dziecka!
-
niezbędny jest sprawny silnik i telefon o sprawdzonym zasięgu
(oby nie był nigdy naprawdę potrzebny). Luksus to zaprzyjaźniona motorówka
(tez obyś nigdy nie musiał się posiłkować tego rodzaju pomocą) i zdalna
pomoc lekarska.
-
słoiczki z jedzonkiem najlepiej podgrzewa się w garnku z
wrzątkiem.
-
wózek jest mało przydatny cumując "na dziko" wręcz zbędny
przydaje się jedynie w portach, my woziliśmy ze sobą wózek typu parasolka
uwiązany do stojaka na maszt.
-
pływanie z niemowlakiem (nasz był pierwszy raz na Mazurach
w maju gdy miął 5.5 miesiąca a ostatni na początku października 10,5 mies.)
to zupełnie nowe doświadczenie żeglarskie :) zupełnie inaczej żeglujesz
dużo ostrożniej.
-
przed sezonem obejrzyj łódkę na której będziesz pływał z
poziomu niemowlaka pod katem jego bezpieczeństwa zwłaszcza kabinę to tam
głownie będzie przebywało Twoje dziecko.
-
kamizelka ja akurat mam dwie jedna ratunkowa
"Sportis" (wybaczcie reklamę) najmniejsza tj. chyba do 20kg wymaga drobnej
przeróbki trzeba doszyć pasek przy kołnierzu tak by można było dziecko
wygodnie wyciągnąć z wody jeśli byłaby taka konieczność (oby nie) tego
rodzaju kamizelka przy normalnej żegludze powinna sobie gdzieś leżeć. Przynajmniej
dla naszego niemowlaka przebywanie w niej było istna tortura.
-
Druga kamizelka to asekuracyjna z kołnierzem "Delfin"
chyba już nie produkowana ta jest doskonała choć nie tak pewna jak ratunkowa,
za to syn chętnie ja nosił tzn. nie marudził jak go w nią ubraliśmy. Przed
rejsem spróbuj oswoić dziecko z kamizelka w wanience.
-
komary no tego problemu nie udało nam się rozwiązać środki
chemiczne odpadają pozostaje łapanie.
-
przed wyjazdem koniecznie porozmawiaj z pediatra, weź zalecane
przez niego środki.
-
pieluszki no chyba tylko jednorazowe i to te z "klimatyzacja"
+ chusteczki +oliwka bo trudno jest przewinąć i umyć wodą w czasie żeglugi.
-
ubranka nic nadzwyczajnego jak na każdy wyjazd ale nie zapomnij
o cieplej czapeczce z zakrytymi uszami :)
-
trasa, ja nie opuszczam Nidzkiego od roku :)) wiec co do
innych tras się nie wypowiem na Nidzkim najlepszy port to "Pod Dębem" fajne
miejsca
-
dla niemowlaka (spacery na rękach u rodziców) to wyspy i
Małe Zamordeje pod koniec na cyplu oraz przed Krzyżami.
Waldek Frankiewicz
po sezonie 2003 pisał na naszej grupie (31.08.2003)
Witajcie:)
Właśnie wróciłem z dwutygodniowego rejsu rodzinnego po
Nidzkim. Z miłych rzeczy to serdeczne pozdrowienia dla Marka z s/y Norf.
Nie
było komarów i kleszczy pogoda dopisała i załoga tez
:)
A teraz kilka uwag i przemyśleń dla tych, którzy zdecydują
się na rejs z niemowlakiem (6 tygodni) i małym dzieckiem (3,5 roku)
1. Ręczniczki nawilżane Huggies (przepraszam za reklamę)
sprawdzają się dużo bardziej niz. zwykle chusteczki przy codziennej pielęgnacji
niemowlaka.
2. Nie zdecydowalismy się na mycie niemowlęcia w zaburciance
korzystaliśmy z wody wodociagowej (wozilismy ze sobą w pojemnikach)
Wychodziło ok 5 litrów na jedna kąpiel, i to absolutne
minimum.
3. żeglowania z tak małymi dziećmi, było niewiele okazało
się ze praktycznie łódkę musze obsługiwać sam bo żona akurat karmi albo
przewija
albo cos no i jeszcze musze uważać na starszego, który
akurat chce trochę posterować jachtem albo wyregacic cokolwiek:)
4. Dobrą zabawką jest łódeczka ciągnięta za rufa, mojego
starszego syna tak fascynowało �ratowanie� wywracającego się stateczku
ze od
Kiedy to odkryłem mogliśmy pływać nawet powyżej 3 godzin,
linka do holowanej zabawki powinna być możliwie krotka przy dłuższej niz?
1,5m zabaweczki maja tendencje do tonięcia i wywoływało
to prawdziwe przerażenie u dziecka łącznie z histerycznym krzykiem i żądaniem
natychmiastowej akcji podnoszenia zabaweczki.
5. ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu okazało się ze starszy
potomek zaczął się panicznie bać wody a dokładnie zanurzenia głowy w zeszłym
roku sie nie bal. Przeszlo mu, co prawda po kilku kapielach, ale co sie
nawzeszczal to tylko ja wiem nie przypuszczałem ze dwumiesięczna przerwa
w chodzeniu na basen może wywołać takie reakcje.
6. no i uwaga ogólna przy dwójce brzdąców w takim wieku
pomoc małżonki to trochę mało żeby pożeglować wiec raczej nastawcie
się od razu na hotel nie żeglarstwo zwłaszcza jeśli powieje trochę mocniej
niż słabo.
Stopy wody
Waldek
s/y Enklawa
Pielęgnacja malucha.
Marek Pianko przedstawił swoje
doświadczenia w pielęgnacji niemowlaka podczas rejsu:
>W cieplutkie dni (czytaj gorące) z kąpaniem nie mieliśmy
kłopotów odbywało się w kokpicie, w chłodniejsze wewnątrz i podgrzewaliśmy
trochę wody. Miałem taką "specjalną" kwadratową miskę 30 x 30 cm z wysokimi
"burtami". Oczywiście przed myciem wewnątrz musiałem zabezpieczać materace
bo Monika lubiła chlapać. Co do kąpieli słonecznych obowiązkowo nakrycie
głowy no i odpowiednie dozowanie trochę w cieniu trochę wsłońcu wszyscy
wiemy że gdy wieje wiaterek to "moc" słońca nie jest tak odczuwalna. W
gorące i mało "wietrzne" dni do wspomnianej miski nabieraliśmy wody, stawialiśmy
w kokpicie i to był osobisty basen Moniki, należało tylko od czasu
do czasu kontrolować czy nie pojawiły się tam jakieś "niespodzianki".
Generalnie to moim zdaniem pogoda ma tu ogromne znaczenie jak świeci słonko
problemów jakby mniej, zużycie pampersów minimalne (zakładaliśmy tylko
na noc).
Zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt
zagadnienia małych dzieci na łódce a "mianowicie" woda do picia, gotowania
kaszek, zupek itp. Warto mieć na cały rejs jeden rodzaj wody nie gazowanej
dla maluszka. Moja Monika bardzo źle zniosła zmianę wody i gdybyśmy wcześnie
na to nie wpadli, że problemy z "bardzo częstą zmianą pampersów" to kwestia
wody pierwszy rejs skończyłby się po dwóch dniach od startu.
Szelki. Jestem za a nawet przeciw.
Paweł Jarzembowski: Nie
mam doświadczenia z tak małymi dziećmi ale jeśli chodzi o takie które już
same poruszają się po jachcie to zdecydowanie polecam szelki i to jako
standard od momentu odbicia do przypłynięcia do brzegu. Na poparcie moich
słów niech będzie przykład z mojego pływania. Pływałem z żona i córka 2
lata oraz szwagrem i jego synem 3 lata. Moi dorośli załoganci trochę się
zżymali na fakt ze w sposób kategoryczny poleciłem zakładać szelki maluchom.
Nawet się trochę przemówiliśmy. Wpływałem z Darginu na Łabędzi Szlak. Wiatr
równy i dość rześki. Przysłonił mnie cypel i szedłem szybko tylko na inercji.
Akurat w tym momencie bratanek wychylony przez burtę wypuścił nóź i chcąc
go schwycić wyleciał z jachtu. Natychmiastowa reakcja szwagra, chwycenie
za linę i wyjecie gnoja z wody. Nawet się nie zdążył napić. Teraz wyobraźcie
sobie sytuacje bez szelek. Szwagier oczywiście skacze do wody, ja szamoce
się z kołem i je im rzucam, w tym czasie trące inercje i manewry mogę wykonywać
tylko na pagajach. Pewnie bym ich wybrał ale ile by to było nerkówki. Po
tym fakcie dyskusji na jachcie nad szelkami nie było. Dobrze ze nauka odbyła
się tanim kosztem.
Irek Grabowski: Z pierwszym
dzieciakiem nie używałem szelek, ale jedna osoba zawsze pilnowała córeczki-
tyle ze miała rok i 3 me. Synowi w tym samym wieku już musiałem zakładać
szelki ale raczej do tego żeby można go było w każdej chwili złapać, ściągnąć,
itp. . Nigdy nie przypinałem dzieciaka do niczego, zwłaszcza do masztu
- łódki na sródlądziu nie maja za dużo miejsca do biegania poza kokpitem.
Mirek Wąsowicz Jak miąłem
3 miesiące rodzice wkładali mnie do dużego wiklinowego kosza, a kosz do
kokpitu - nie byłem zbyt ruchowy, wiec kłopotów zbyt dużych nie było...
potem tak jak u innych szelki i do masztu...
Lesław Ródź Do tej pory odbyłem ze swoim
szkrabem trzy dłuższe rejsy. Pierwszy jak miął 1 rok po Zalewie Szczecińskim,
oraz dwa rejsy morskie jak miał 2 i 3 lata. Za każdym razem stosowałem
takie same zabezpieczenia: w czasie żeglugi sztorm relingi z założona siatka
+ szelki z bloczkiem + linka przez cala długość jachtu. Dodatkowo zawsze
jedna osoba miała szkodnika na oku. W trakcie manewrów portowych na Carinie
zostawialiśmy go w środku i zastawialiśmy wejście dolna decha, a na Carterze
sadzaliśmy go w kole ratunkowym na nadbudówce. Kapok stosowaliśmy tylko
do kąpieli. Do normalnego chodzenia zwykle było za ciepło. Generalnie
trzeba mięć oczy wokół głowy i uważać gdzie wkłada ręce.
Przestrogi i ostrożność.
Marek Pokulniewicz. Poczytałem
posty na ten temat i dodać cos od siebie.
Tez syna miąłem "na smyczy" tyle ze zrobiłem specjalne
okucie w kokpicie. To załatwia cześć problemu - nie wypadnie a jeśli nawet
to można wciągnąć. Mój wypadał co pewien czas. Innym problemem jest to,
ze łódka to nie jest szczyt stabilności i przy przechyłach dziecko się
może potłuc. Tak ze lepiej jeśli jest w środku. Ale z kolei tam może dostać
choroby morskiej. Pływać się da z małym dzieckiem. Ale prawda jest taka,
ze nie jest to największa radość dla dziecka (poza ogniskami wieczorem)
i dla rodziców. Trzeba krócej pływać żeby nie zamęczać "młodej" czy "młodego".
No i jak już przybijesz to tez watro zwrócić uwagę żeby nie wlazło do wody;
żeby się w lesie nie zgubiło.... Dodaj jeszcze choroby wieku dziecięcego
to będziesz miął komplet. Mój syn na przykład miął ospę wietrzna. Trzeba
pomyśleć, czy taki rejs nie spowoduje niechęci dziecka do pływania. Znam
takie przypadki. Myślę, ze warto pomyśleć czy nie zrobić sobie wycieczki
za rok.
Program i trasa.
boniek: Cóż... relingi
obowiązkowe. family, pegaz itp (raczej rufa zamknięta, no nie?). Chcesz
pływać na WJM? jeśli tak, to generalnie myślę, że południe będzie dla nich
ciekawsze niż północ. Jak byłem mniejszy to pamiętam ze zrobiłem fajna
trasę na Beziku4. Tylko musze sobie przypomnieć...
Startowałem z Ogonek, ale możesz z Giżycka. no to tak:
most obowiązkowo, dzieciaki to lubią, na Kuli można zanocować, chociaż
ja wole przy główkach kanału szymoneckiego. Potem oczywiście Mikołajki
(dobre gofry z bita śmietaną przy drugim moście, tym wąskim). W Kamieniu
(PTTK) często harcerzyki nocują pod namiotami, można się przysiąść do ogniska.
Potem Guzianka i Druciane (ewentualnie prysznic, ale drogo). Można zanocować
naprzeciwko Nidy (przy Kopance) na wysokim brzegu. Generalnie warto popływać
na Nidzkim. bardzo fajnie się nocuje naprzeciwko Strugi (świetne brzegi).
I tydzień z głowy.
p.s. po drodze rezerwat koników. hej!
Jarek: Mam małego który w lecie
będzie miał dwa lata. Nie wiem jak to będzie ale też uważam że będzie lepiej
na WJM popłynąć na południe bo tam jest dla maluchów ciekawiej. Uwaga dodatkowa.
Są tam duże lasy, a bąki małe nie zawsze wracają. Uważać na postojach.
Oscar Meżyk: ........W
zeszłym roku pływaliśmy rodzinką po Jagodnym. Mam trójkę młodszego rodzeństwa
( 5, 6, 7.5 roku).Codziennie rano była rozmowa typu: "Czy popłyniemy na
Kulę?", "A po co?", "A bo..bo..bo..tam są takie fajne lody-dynamity za
złoty pięćdziesiąt..." . Jeżeli chodzi o długie pływanie to wszystko zależało
od pogody. Chyba mam szczęście, bo moje rodzeństwo nie marudziło, lubiło
przechyły (umiarkowane), pchało się do lin, steru, a jak nie było
roboty( no w sumie na łódce było nas 6 osób) to lazły na dziób.
Jeżeli chodzi o zabezpieczenia, to
stosowaliśmy zasadę, żeby dzieciaki siedziały w takim miejscu, żeby zawsze
można było łatwo za gacie złapać.
Galeria naszych milusińskich.
Iza Saniewska z tatą Radkiem |
Lesław Ródź ...w czasie żeglugi sztorm relingi z założona
siatka .... |
Lesław Ródź ...na Carinie zostawialiśmy go w środku i
zastawialiśmy wejście dolna decha |
Andrzejek Frankiewicz 7,5 m-ca, jeszcze nie umiał
uciec z łódki.
Tata Waldek: Zdjęcie zrobiłem stojąc przy burcie
w czasie postoju dlatego muluch jest bez szelek. |
|