| Dziecko, niemowlę
na jachcie to temat niezwykle interesujący dla wielu osób. Świadczy
o tym fakt powracania tego tematu na łamy grupy dyskusyjnej praktycznie
co roku. W tym roku tj. 2002 dyskusję rozpoczął Michał Paszkowski
następującym postem:
>Mam
synka wczoraj skończył 2 miesiące. Chciałbym bardzo zabrać jego i żonę
na Mazury na 8-10 dni. Niestety nie wiem jak to zrobić jak się >przygotować,
jak to wygląda z higiena takiego małego dziecka (ok. 8 miesięczny) na jachcie.
Jaromir Rowiński
Wiesz - 8 miesięcy to Twój
syn będzie miał 20 września.. . Jeżeli uznasz że naprawdę musisz, to polecał
bym raczej lato - tyle że dziecko mieć będzie pół roczku zaledwie... .
Na Twoim miejscu zastanowił
bym się więc wpierw czy... ..warto. Nic nie ujmując niemowlakom, milusińscy
przed ukończeniem pierwszego roku życia są raczej mało, hmm kontaktowi...
. Wam - rodzicom nic do wyprawy (poza zmartwieniami i obowiązkami) niemowlak
nie wniesie, samo dziecko w tym wieku żadnych pozytywnych doświadczeń nie
złapie, po prostu nic nie będzie po tygodniu pamiętać.... . Zauważ jak
łatwo rolą Twojej żony stanie się stała
opieka nad berbeciem i pomyśl czy ze swych ról wszyscy będziecie zadowoleni.........
. Mam nadzieję że Twoja żona wcześniej żeglowała :-)))
Choć z drugiej strony, może
rację mają ci którzy piszą:
małe dziecko - mały kłopot
?????
Polecam FAQ pod: http://www.zeglarstwo.3miasto.pl/dziecko/dziecko.html
Rozważ upał, przed którym
się nie schowasz, zimno o poranku, konieczność posiadania niezawodnego
silnika, ograniczenia w samym żeglowaniu (przechyły, pora dnia, postoje,
itd.) zabezpieczenie szybkiego powrotu do domu. Pomyśl o hałaśliwych imprezach
w miejscach cywilizowanego postoju, weź też raczej własną wanienkę do hundki,
niż sprawdzaj żoną i dzieckiem stan
higieny mazurskich pryszniców. O komarach myślałeś...... ?. Będziesz musiał
uszczelnić przeciwkomarowo łódkę - chemia przy tym wieku dziecka odpada.
Ochrona przed słońcem też się przyda - jakiś tent czy parasol, no i humor
- dużo i dobrego weź :-))).
PS. Sami zaczźliśmy pływć
z Softem gdy miał 1.5 roku. Od ľ dni, z domem o pół godziny jazdy samochodem,
ale bez gerberów, pampersów, kremów z filtrem, Offa, komórki i innych
udogodnień. Było to po prostu 12 lat temu... Nie namawiamy więc Ciebie
do zrewidowania planów, na podstawie
doświadczeń, a jedynie gdybamy i radzimy - - rozważ dobrze czy jest po
co płynąć, czy już warto .... ? Ahoj!
Waldemar Frankiewicz
Z własnych doświadczeń:
pierwszy raz wziąłem mojego syna na łódkę w maju (długi weekend) miął wtedy
5.5 miesiąca, co prawda tylko na kilka dni. Zapewniam wszystkich przyszłych
i obecnych ojców WARTO. Niemowlak to mały kłopot i tak przeważnie śpi,
higiena?- miska , sprawna kuchenki po problemie. Do tego zapas dobrej wody,
sprawny silnik, trochę rozsądku. Do
tego wszystkiego dochodzą niezapomniane przeżycia, możesz dziecku (nosząc
je na rękach) pokazać mnóstwo świata, nie wiem czy zapamięta ale mój (teraz
2 lata i 4 miesiące) na pytanie gdzie jest łódka (drzewko, jezioro, woda
PTI) bezbłędnie od roku pokazuje na
zdjęciach.
Marek Pianko
> Chciałem się wybrać pod
koniec sierpnia a 8 miesięcy Jasio zacznie 20 sierpnia.
W końcu sierpnia to już
krótki dzionek i chłodniejsze wieczory ...rozważ wcześniejszy
termin dla malucha to żadna różnica...
Lebert Dorota
Swego czasu widziałam na
Wierzbie - polu namiotowym, niedaleko Mikołajek małżeństwo z 3 miesięcznym
maluchem. Byli sami na Maku 606 i pływanie ograniczali do wypadów do Mikołajek,
łódkę traktując bardziej jako domek niż jacht. Z zewnątrz wszystko wyglądało
na sielankę - dziecko prawie cały czas spało, rodzice się opalali.
Myślę, że jeżeli rzeczywiście
chcecie popływać, to niezbędna będzie pomoc osoby trzeciej - żona będzie
głównie zajmować się maluchem i to raczej nie zmieni się szybko (na 3-4
latka też trzeba uważać). My zrezygnowaliśmy z pływania z dwójką 2 i 4
lata w zapłakane lato na małej kabinowej łupince. Następnego roku wyczarterowaliśmy
już dużo solidniejszą łódkę, no i pogoda dopisała, ale mimo wszystko nie
było łatwo - przy wszystkich manewrach
wymagających dwóch osób zawsze były nerwy, mimo iż dzieci były pochowane
w kabinie. Przy czarterze zwróć uwagę na wielkość łódki - gdzieś musicie
schować wózek (choćby mały typu parasolka), miednicę do mycia, pampersy,
zgrzewki wody do picia oraz wiele innych
w normalnej żegludze niepotrzebnych rzeczy.
Marecki Marcin
Pływałem ze swoim jak miał
2 lata. Nie lubił przechyłów. Pamiętam, ze jak silnie wiało to chciał wysiadać
z łódki, raz prawie mu się udało. Pływaliśmy jak spal, wtedy przechyły
mu nie przeszkadzały. Największy problem jaki widzę to z przygotowaniem
jedzenia dla małego. Pływaliśmy mocno szuwarowo-bagiennie. Bardzo milo
wspominam czas spędzony na Wdzydzach.. Myślę, ze warto.
Bartosz Milewski
Moje niemowlę było na jachcie
w wieku 5 miesięcy. Nie była to przyjemność dla nikogo mimo, ze jedynie
popływaliśmy jeden dzionek. Dziecko podczas żeglugi w ogóle nie wychodzi
do kokpitu przez co siedzi w dusznej kabinie. Właściwie będąc na zewnątrz
musi być trzymane na rękach - dlatego
jest w kokpicie tyle ile odpowiedzialny za dziecko załogant wytrzyma. Leżeć
sobie może tylko wewnątrz. Ty i mamusia może i spędzicie czas milo - dziecko
na pewno lepiej by się czuło gdyby spacerowało lulając w wózku na świeżym
powietrzu i słoneczku niż w kabinie
jachtu. Oczywiście mozna ograniczyc żeglowanie do 3 -4 godzin dziennie
i poza tym wsadzić dzidziusia do wózka żeby spokojnie pospał. Zastanów
się czy nie lepiej np. wynająć domek czy pokój nad jeziorem i w miarę chęci
wypożyczać łódkę na godzinkę - dwie
czy trzy?
Grzegorz Bakuła
Płynąłem w zeszłym roku
z 1.2 roczna córeczką + żona i szwagier. Jacht Sportina 682.
Do tego, co napisali koledzy
dodałbym:
w kwestii bezpieczeństwa
koniecznie kapok odpowiedni do wagi + linka przywiązana do jachtu. W kabinie
może być bez. Koja dziobowa to dobre miejsce zabaw. Większym problemem
mogą się postoje . Ja na kejach prawie zawsze przenosiłem dziecko na rękach.
Jeżeli żona jeszcze karmi, to nie będziesz miął problemów z jedzeniem.
Jako dodatek słoiczki: Gerber, Hipp, Ovita... Na komary dobra jest moskitiera
zakładana na noclegach na zejściówkę i for luk, zapewnia przepływ powietrza.
Roman Rumpel
Pływam z dzieciakami na
żaglach po polskich jeziorach już od 8 lat, jedno z moich dzieci niemalże
rodziło się na solinie - żona była w 8 miesiącu. Nie ma szczególnych problemów
z dziećmi, a im mniejsze, tym łatwiej. Najgorszy wiek to 1.5 do 3 lat -
już wylezie z kokpitu, a jeszcze nie przetłumaczysz niczego. co do moich
doświadczeń z maluchami kilkumiesięcznymi:
1. Bardzo się przydaje no
sidełko samochodowe. Nie fotelik, tylko takie specjalne, z rączką jak u
koszyka. Dziecko spokojnie leży, można wygodnie wynosić i wnosić na pokład.
2. Filtry przeciwsłoneczne
- to oczywiste. Na postojach wynosić maluszka spod pokładu na brzeg do
cienia- będzie spało spokojnie.
3. co do higieny - pampersy
są oczywiście niezastąpione, ale koniecznie weźcie dużą ilość nawilżonych
chusteczek dla niemowląt, obmywasz tym malucha jak się cos przydarzy i
już.
4. Plastikowe worki na śmieci
na zużyte materiały z pkt3. - wyrzucasz w najbliższym porcie, a szczelnie
zawiązane nie pachną póki co pod pokładem
5. picie - jeśli żona karmi,
to i tak weźcie butelkę z piciem bo wiatr i słonce mogą powodować pragnienie
6. dziecko można spokojnie
trzymać pod pokładem, a przy słabszych wiatrach osłonięte od słońca w kokpicie,
takie małe nie chodzi, a raczkować może bezpiecznie, kokpit powinien być
tylko zabudowany od rufy, a nie najmodniejszy otwarty - to weź pod uwagę
przy czarterze.
7. polecam jednostki stabilniejsze,
cięższe i nie najmodniejsze ostatnio (z powodów jak wyżej) weź pod uwagę,
ze na szkwale będziesz musiał radzić sobie sam. Patent do kładzenia masztu
w tej sytuacji ułatwi ci życie To tyle na razie, jeśli będziesz miał jeszcze
jakieś pytania napisz - odpowiem A tak poza tym płyń można
i warto dzieci kwitną na powietrzu
Dariusz Tuszyński
Ja pływałem z żoną i 8 miesięczną
córką na maku 666. Z dzieckiem był mniejszy kłopot niż w rejsach kiedy
miała 4 latka i wszędzie właziła. Co do higieny zabraliśmy wanienkę do
kąpieli i wieczorkiem była kąpiel w wanience (wodę grzało się na kuchence).
W kabinie zainstalowałem fotelik samochodowy i na czas manewrów portowych,
kładzenia masztu zapinałem córkę w foteliku. Jeżeli chodzi o pływanie to
więcej było biwakowania niż pływania bo taki berbeć
szybko się nudzi, poza tym musi częściej jeść niż przeciętny żeglarz, gotowanie
zupek itp. Zabierz w rejs gotowe jedzonko dla maluchów w słoiczkach (Gerber
albo coś w tym stylu) to znacznie ograniczy czas przyrządzania posiłków,
poza tym dużo dmuchanych kółek, łabędzi
zapas pampersów itp. Ja zabrałem też składany wózek tzw. parasolkę więc
można się było wybrać na dłuższy spacer po leśnych duktach. Jeżeli idzie
o bezpieczeństwo to kup odpowiednią kamizelkę i koniecznie wypróbuj czy
utrzymuje dziecko na wodzie w odpowiedniej
pozycji. Z czarterowych łódek poleciłbym Sasankę 660 dobrze pływa i dużo
miejsca w stosunku do gabarytów. Pozdrawiam i życzę dobrej pogody.
Marek Jurczyński
Nie mam większych doświadczeń
z żeglowaniem z maluchem po śródlądziu, ale mój Staś ma teraz 2,5 roku
i po morzu wypływał już 800 godzin. Najlepszy okres do 1 roku - dzieciak
nie buszuje po jachcie, głównie śpi. Najlepszy jest zwykły fotelik samochodowy.
Niemowlak nie ma choroby morskiej, nic go nie obchodzi poza papu. Półtora
roku to nie jest jeszcze zły wiek,
bo nie wylezie z zamkniętej kabiny. Najlepiej pływać nocą, kiedy ta cholera
śpi - i tak mu wszystko jedno. Ale potem zaczynają się problemy - teraz
pyta, gdzie jest auto. - A po co ci Auto? - A bo tam jest łódka... Chodzi
mu o logo firmy na drzwiach....
Dzieciakowi, który zaczyna
chodzić, trzeba jeszcze zapewnić trochę ruchu - zwykła plaża załatwia sprawę.
Maciej Morgen
Pływam z Maluchem. Pierwszy
raz kiedy miał 1 rok ( sezon 2000 - jeden tydzień) i w tym sezonie
dwa razy - czyli dwulatek.
Poczynione przygotowania to :
Załoga. Żona została
się opiekunka dziecka. Do spraw żeglarskich konieczna jest jedna osoba
np. młodszy / starszy brat ( twój lub żony), kuzyn z wami zżyty, kolega
etc etc. Dzieciak w chwilach niepewnych np. przy manewrach staje się niespokojny
( nagle się jakiś ruch podnosi, cos mu lata po dachu, cos uderza w dach
itp.) Wówczas mama przytuli, poczekają razem w kabinie, sprawdzą co jest
w jaskółkach i już.
Środki bezpieczeństwa.
Tu rozsadek i umiar jest wskazany.
8miesiecznika nie wepniesz
w pas ratunkowy (?!), chociaż wszyscy cię o to upominają. Na pas ratunkowy
przyjdzie czas za rok. Teraz troskliwe oko mamy i załoganta ( Wujka) jest
najlepszym środkiem. On zaś sam bez pomocy z kabiny nie wylezie. W kabinie
zaś duża dziobowa koja - to będzie przez jakiś czas cały duży świat. Tam
jest schowków co niemiara, a na koi leża wszak ulubione grzechotki. Pływamy
bez przechyłów ale i bez ceregieli. Dużo czapeczek i filtr p. słoneczny.
Może się zdarzyć ze mimo wszystko będziesz jedyny zarefowały gość na jeziorze.
Ale radość ze kogoś objedziesz ( on Ge + Gr , ty F + Gr1ref) jest wówczas
jeszcze większa .
Higiena. Tu sprawa
jest prosta - kąpiel wieczorna może się odbywać na stojąco w misce z woda.
Czyli przy kolacji grzejesz ( gotuje) wodę i potem mieszasz. Kąpiel szybka
- chłodne wieczory, w kabinie. Dobrze by było bez chlapania wody - ale
jakieś straty musza być. Prysznice mazurskie milo widziane dla dziecka
i żony, ja osobiście nie korzystam.
Picie ...
( dla dziecka kochasiu) . Bardzo ważne jest aby dzieciak miał co sobie
popić - soczki, herbatki w proszku . Ja wożę na jachcie termos z wrzątkiem.
Im większy tym lepiej.( 2 l ). To jest i trudność trzeba uważać dzieciak
+ wrzątek) ale latem dzieciak zawsze
chce popić. Właśnie obecność wrzątku na pokładzie również dopinguje aby
łódka pływała bez przechyłów. .Dużo wody w kanistrach. 10 l lub więcej.
Parkowanie. Do parkowania
najlepiej nadaja sie ciche przystanie gdzie parkują spokojni ludzie np
z pieskiem. Maluchowi na parkingu należy się spory wybieg, po maleńkiej
łódce. Raczej nie samotne, romantyczne półwyspy . Silnik jest fantastycznym
wynalazkiem. Patrz nocowanie.
Tryb życia. Z dzieciakiem
możliwe jest spędzenie 6 -8 godzin na wodzie. Ale na dwa razy. Rano dzieciak
musi się wyszaleć gdzieś na przystani ( kocyk te sprawy) . Na pól godziny
przed spaniem - odjazd na wodę. Dzieciak na koi jest ululany. Śpi lepiej
niż w domu - fale go kołyszą, łódka trochę skręca, ale ogólnie jest OK
. Jak się obudzi to jeszcze jakiś czas
wytrzyma na lodzi, ale po godzinie trzeba parkować - głód i chęć wybiegu
przeważają. Obiad. Po obiedzie spacer np. zakupy w Mikołajkach. Intensywne
przebywanie na świeżym powietrzu - nasz dyktator znów dojrzewa do snu -
czyli na łódkę i na wodę. Refren :
łódka kołysze, cicho chlupocze, cień i chłód koi - ulu. No ale mucha siadzie,
ktoś będzie chciał cos przegryść, albo Połowa powie siusiu i koniec pływania
. Właśnie minęła 18 i koniec na dzisiaj. Ale nie było źle.
Nocowanie. Ty i Twoja połowa
rozumieją ze dzieciak ma prawo w nocy dwie godziny ćwiczyć gadanie i musztrę
na rodzicach. Twój zastępca ds żeglarskich - nie bardzo. Ja swojemu bratu
zacząłem wozić namiot. Już w druga noc zaczął go używać i tak zostało.
To była dodatkowa atrakcja - pójść
do Wujka do namiotu. Dzięki temu Wujek spal do godz. 8 rano podczas kiedy
Ty i Twoja połowa mieliście już czuwanie od 6 rano.
UWAGA : POGODA -
kochany uzgodnij z najwyższymi władzami pogodę.
Koniecznie. Do tego najlepiej
nadają się Babcie i Prababcie. Już teraz im powiedz kiedy pływasz. Jest
szansa ze ich modlitwy będą wysłuchane. Pogoda = oby nie lalo. Lampa włączona
na cały dzień nie jest dobrym rozwiązaniem. Ja mam ze sobą tent 9 namiocik
na kokpit). Niestety, z dzieckiem nie pływałem po Śniardwach
ani Mamrach ale po Jeziorku, i Bełdanach, Nidzkim. W sezonie 2001 jeszcze
jakieś wichury łamały gałęzie, zabijały ludzi. Szczęśliwie nas to ominęło.
Pozostałe sprawy. Ty
znasz Twoje pociechę i wiesz o jej charakterystycznych wymaganiach ( np
alergie, specjalne jedzenie, specjalne medykamenty itp). W zasadzie to
żeglowanie jest dla zdrowych dzieci, tzn. ja z innymi nie żeglowałem. Na
łódce dobrze jest mieć telefon komórkowy - naładowany i parkować w cywilizowanych
miejscach, tak aby było możliwe dotarcie z
lądu jakiegoś ( tfu tfu tfu ) lekarza. .
Dobry humor żony.
Ty będziesz kapitanem, ona tylko opiekunka. Liczy się tez jej sprawność
i utrzymanie jej formy. Do końca.
Pływanie z dzieciakiem ,
chociaż jest u..dliwe, daje jednak tak silne wrażenia, ze już bez problemu
popłyniesz potem drugi raz. Tym nie mniej , istnieje taka prawidłowość
ze przy pływaniu we dwoje + dziecko, jest duża jednoczesność przydatności
Twojej Polowy jako Matki i Załogantki. Wówczas manewry musisz przygotowywać
tak jak byś był sam na jachcie , a
nawet jeszcze więcej bo za czasu trzeba o nich uprzedzać Małego Księcia.
I nie myślę tu o jakiś awaryjnych sytuacjach. Zamieszaniem jest np. zrzucenie
grota do kokpitu i zejściówki, wyjmowanie pagaja z kabiny, latanie po pokładzie
w poszukiwaniu cumy dziobowej.
Dzieciak jakoś będzie pamiętał
to pływanie. Za rok na pytanie Popływasz łódka? on powie Tiaa.
Zapomniałem jeszcze
o :
Mazurskie komary.
Te sprawę możesz z czystym sumieniem powierzyć Twojej Połowie. Pewnie Jej
w takich akcjach jeszcze nie widziałeś. Ja osobiście nie mam nic przeciw
byciu pogryzionym ( bez przesady) ale Moja Własna w środku nocy, gdy Ty
nic nie widzisz, zaczyna namierzać na słuch komary. Złociutki - rewelacja.
Teatr chiński wysiada. Ale i finezja - po moim polowaniu pół nocy
usypialiśmy Malucha jak mu komara z czoła zdjąłem. Od tego czasu - stwierdzam
ze komary dzieciom nie przeszkadzają - Ich Mamom tak. Od kilku ukąśnieć
Twojemu bobasowi nic nie będzie. On się nie podrapie, a zagoi mu się do
południa.
Co Maluch zapamiętał
? Gdzie jest niebo ? a gdzie woda ? a gdzie łódki ? a żagielki? a jak
kapie deszczyk na buzie ? a jak łabędzie (ptaszki) machają skrzydłami ?
Co Twoja Polowa ?
tu gorzej tzn. rożnie. . Ale moja nie widziała mnie tak radosnego. Ona
nie jest wielka żeglarka - to przy okazji poznania mnie wsiadła na łódkę.
Ale teraz zaakceptowała ze MUSIMY mieć swoja łódeczkę.
Marek Pianko
Chociaż podpisuję się pod
wszystkim o czym napisał Maciek... Monika moja 8 letnia teraz córka zaczęła
przygodę z Mazurami mając niecałe 6 miesięcy na łódce FOKA 2 ..całą część
dziobową urządziliśmy w charakterze kojca który podczas spokojnego żeglowania
(2,3 godziny jednorazowo tak jak to pisał Maciek) był królestwem Moniki
....Do pomocy miałem starszego brata Moniki który wtedy miał troszkę
ponad 7 lat i albo pomagał mi przy prostych manewrach lub w sytuacji bardziej
skomplikowanej to on przejmował opiekę nad siostrą:)) Para dodatkowych
rąk jest niemal konieczna...
Ze swojej strony dodam że
w naszym wypadku jedynym problemem okazała się woda pitna ....Po prostu
Monika była zbyt wrażliwa na częste zmiany ..problem rozwiązaliśmy kupując
nie gazowaną wodę jednego gatunku i z tej wody przygotowywane były wszystkie
posiłki dla małej żeglarki.
Co do prowiantu ...zrobiłem
zaopatrzenie w hurtowni z różnego rodzaju zupkami, kleikami, soczkami itp.
Pieluch jednorazowych miałem
Ok. 80 szt. na 3 tygodniowy rejs ...ze względu na cudowną pogodę nie używaliśmy
ich prawie ..jedynie w trakcie żeglowania gdy córa była w środku...
Kokpit Foki znakomicie sprawdzał
się w charakterze basenu ..tego lata temperatura wody w jeziorze była 26
stopni.
Trasa jaką zrobiliśmy to
Jez. Nidzkie -Bełdany, Mikołajskie Tałty i Ryńskie...i
maluteńkie kółeczko na Śniardwach:)) po to żeby zobaczyć Żubronia
w Popielnie:))
Andrzej Bogacki
Stary, chciałem Ci napisać
kilka uwag z moich osobistych doświadczeń z pływania z małolatami (najmłodszy
miął 1,5 miesiąca!) ale po tym co napisał Maciek Morgan nie mam nic do
dodania. Przeczytaj, zapamiętaj, zastosuj a problemu nie będzie. Gorzej
z pogoda. My mieliśmy prywatny samochód i prywatny jacht wiec na złą pogodę
dalibyśmy dyla do domu. Na szczęście zawsze pogoda była dobra.
Nie kombinuj tylko płyń.
Wiesz jakie gościu (Twój syn oczywiście) będzie miał papiery? Jak się pochwali
panienkom, ze ma 15 lat i za sobą 16 rejsów to wszystkie będą jego.
Mariusz Kuliński
Bardzo podobało mi się to,
co
napisał Maciej Morgen. Doskonale oddaje to moje doświadczenia z rejsu z
8 miesięczna córka. Był to TESS 660. Załogę stanowiło tylko moje maleństwo
i ładniejsza polowa. Było momentami dosyć trudno, zwłaszcza podczas manewrów
w porcie (wysoka burta) połączonych z nagłym alarmem w kabinie. Tym bardziej,
ze w tym wieku dziecko ma prawo do alarmowania bez oglądania się na
manewry rodziców. Zdecydowanie brakowało
dodatkowej osoby do obsługi jachtu lub opieki nad dzieckiem. No chyba,
ze ktoś zupełnie swobodnie samemu wszystko z łódka zrobi.
Tak wiec po tym pierwszym
rejsie pływamy już tylko w większym gronie. Małej pływanie bardzo się spodobało.
Na następny rok sam widok jachtów bardzo ja zachwycił i na łódce czuła
się jak w samochodzie (czyt. jak w domu). O swój trzeci rejs już sama się
upominała oglądając swoje zdjęcia z poprzednich rejsów. A właśnie 10 minut
temu przyszła do mnie (ma już piec lat)
i stwierdziła, ze jak już jest ciepło i ona wyzdrowiała to koniecznie trzeba
już załatwić jakiś czarter bo obiecała koleżance, ze i tym razem ja
weźmie na łódkę. Bez komentarza.
Uważam, ze bardzo się przyda
wyposażenie jachtu w sprawna i wydajna kuchenkę gazowa. Nam bardzo się
zawsze przydawała instalacja z bieżąca woda i, nawet mały, zlewozmywak.
Sprawdziła się osobna, duża miednica plastikowa do kąpieli malej oraz duży
termos do przegotowanej wody. Robienie kaszki było w ten sposób znacznie
ułatwione. W pierwszym i drugim rejsie
nie odczuwaliśmy przymusu korzystania z marin w związku z dzieckiem na
pokładzie. Jej kąpiele i tak odbywały się w kabinie. Poza tym w dużych
marinach gwar nocny jednak malej nie odpowiadał. Tak wiec szlajaliśmy się
na obrzeżach cywilizacji.
Również i ja uważam, ze
dla poczucia bezpieczeństwa ważny jest sprawny i z zapasem baterii telefon
komórkowy. Najlepiej, jeśli będzie tego więcej. Tak na wszelki.......
Poza tym dołączam się do
apelu do ad mina strony grupowej o dołączenie postu Macieja Morena do wątku
poświeconego dziecku na jachcie
(wk - post Macieja Morgena
jest zamieszczony trochę wyzej) |