Niemowlę na jachcie

Dziecko,  niemowlę na jachcie to temat niezwykle interesujący dla wielu osób.  Świadczy o tym fakt powracania tego tematu na łamy grupy dyskusyjnej praktycznie co roku. W tym roku tj. 2002 dyskusję rozpoczął Michał Paszkowski następującym postem:

>Mam synka wczoraj skończył 2 miesiące. Chciałbym bardzo zabrać jego i żonę na Mazury na 8-10 dni. Niestety nie wiem jak to zrobić jak się >przygotować, jak to wygląda z higiena takiego małego dziecka (ok. 8 miesięczny) na jachcie.
 

Jaromir Rowiński
Wiesz - 8 miesięcy to Twój syn będzie miał 20 września.. . Jeżeli uznasz że naprawdę musisz, to polecał bym raczej lato - tyle że dziecko mieć będzie pół roczku zaledwie... .

Na Twoim miejscu zastanowił bym się więc wpierw czy... ..warto. Nic nie ujmując niemowlakom, milusińscy przed ukończeniem pierwszego roku życia są raczej mało, hmm “kontaktowi”... . Wam - rodzicom nic do wyprawy (poza zmartwieniami i obowiązkami) niemowlak nie wniesie, samo dziecko w tym wieku żadnych pozytywnych doświadczeń nie złapie, po prostu nic nie będzie po tygodniu pamiętać.... . Zauważ jak łatwo rolą Twojej żony stanie się stała opieka nad berbeciem i pomyśl czy ze swych ról wszyscy będziecie zadowoleni......... . Mam nadzieję że Twoja żona wcześniej żeglowała :-)))
Choć z drugiej strony, może rację mają ci którzy piszą:
“małe dziecko - mały kłopot” ?????
Polecam FAQ pod:  http://www.zeglarstwo.3miasto.pl/dziecko/dziecko.html

Rozważ upał, przed którym się nie schowasz, zimno o poranku, konieczność posiadania niezawodnego silnika, ograniczenia w samym żeglowaniu (przechyły, pora dnia, postoje, itd.) zabezpieczenie szybkiego powrotu do domu. Pomyśl o hałaśliwych imprezach w miejscach cywilizowanego postoju, weź też raczej własną wanienkę do hundki, niż sprawdzaj żoną i dzieckiem stan higieny mazurskich pryszniców. O komarach myślałeś...... ?. Będziesz musiał uszczelnić przeciwkomarowo łódkę - chemia przy tym wieku dziecka odpada. Ochrona przed słońcem też się przyda - jakiś tent czy parasol, no i humor - dużo i dobrego weź :-))).

PS. Sami zaczźliśmy pływć z Softem gdy miał 1.5 roku. Od ľ dni, z domem o pół godziny jazdy samochodem, ale bez “gerberów”, pampersów, kremów z filtrem, “Offa”, komórki i innych udogodnień. Było to po prostu 12 lat temu... Nie namawiamy więc Ciebie do zrewidowania planów, na podstawie doświadczeń, a jedynie gdybamy i radzimy - - rozważ dobrze “czy jest po co płynąć, czy już warto” .... ? Ahoj!
 

Waldemar Frankiewicz
Z własnych doświadczeń: pierwszy raz wziąłem mojego syna na łódkę w maju (długi weekend) miął wtedy 5.5 miesiąca, co prawda tylko na kilka dni. Zapewniam wszystkich przyszłych i obecnych ojców WARTO. Niemowlak to mały kłopot i tak przeważnie śpi, higiena?- miska , sprawna kuchenki po problemie. Do tego zapas dobrej wody, sprawny silnik, trochę rozsądku. Do tego wszystkiego dochodzą niezapomniane przeżycia, możesz dziecku (nosząc je na rękach) pokazać mnóstwo świata, nie wiem czy zapamięta ale mój (teraz 2 lata i 4 miesiące) na pytanie gdzie jest łódka (drzewko, jezioro, woda PTI) bezbłędnie od roku pokazuje na zdjęciach.
 

Marek Pianko
> Chciałem się wybrać pod koniec sierpnia a 8 miesięcy Jasio zacznie 20 sierpnia.
W końcu sierpnia to już krótki dzionek i chłodniejsze wieczory ...rozważ wcześniejszy termin dla malucha to żadna różnica...
 

Lebert Dorota
Swego czasu widziałam na Wierzbie - polu namiotowym, niedaleko Mikołajek małżeństwo z 3 miesięcznym maluchem. Byli sami na Maku 606 i pływanie ograniczali do wypadów do Mikołajek, łódkę traktując bardziej jako domek niż jacht. Z zewnątrz wszystko wyglądało na sielankę - dziecko prawie cały czas spało, rodzice się opalali.
Myślę, że jeżeli rzeczywiście chcecie popływać, to niezbędna będzie pomoc osoby trzeciej - żona będzie głównie zajmować się maluchem i to raczej nie zmieni się szybko (na 3-4 latka też trzeba uważać). My zrezygnowaliśmy z pływania z dwójką 2 i 4 lata w “zapłakane” lato na małej kabinowej łupince. Następnego roku wyczarterowaliśmy już dużo solidniejszą łódkę, no i pogoda dopisała, ale mimo wszystko nie było łatwo - przy wszystkich manewrach wymagających dwóch osób zawsze były nerwy, mimo iż dzieci były “pochowane” w kabinie. Przy czarterze zwróć uwagę na wielkość łódki - gdzieś musicie schować wózek (choćby mały typu parasolka), miednicę do mycia, pampersy, zgrzewki wody do picia oraz wiele innych w normalnej żegludze “niepotrzebnych” rzeczy.
 

Marecki Marcin
Pływałem ze swoim jak miał 2 lata. Nie lubił przechyłów. Pamiętam, ze jak silnie wiało to chciał wysiadać z łódki, raz prawie mu się udało. Pływaliśmy jak spal, wtedy przechyły mu nie przeszkadzały. Największy problem jaki widzę to z przygotowaniem jedzenia dla małego. Pływaliśmy mocno szuwarowo-bagiennie. Bardzo milo wspominam czas spędzony na Wdzydzach.. Myślę, ze warto.
 

Bartosz Milewski
Moje niemowlę było na jachcie w wieku 5 miesięcy. Nie była to przyjemność dla nikogo mimo, ze jedynie popływaliśmy jeden dzionek. Dziecko podczas żeglugi w ogóle nie wychodzi do kokpitu przez co siedzi w dusznej kabinie. Właściwie będąc na zewnątrz musi być trzymane na rękach - dlatego jest w kokpicie tyle ile odpowiedzialny za dziecko załogant wytrzyma. Leżeć sobie może tylko wewnątrz. Ty i mamusia może i spędzicie czas milo - dziecko na pewno lepiej by się czuło gdyby spacerowało lulając w wózku na świeżym powietrzu i słoneczku niż w kabinie jachtu. Oczywiście mozna ograniczyc żeglowanie do 3 -4 godzin dziennie i poza tym wsadzić dzidziusia do wózka żeby spokojnie pospał. Zastanów się czy nie lepiej np. wynająć domek czy pokój nad jeziorem i w miarę chęci wypożyczać łódkę na godzinkę - dwie czy trzy?
 

Grzegorz Bakuła
Płynąłem w zeszłym roku z 1.2 roczna córeczką + żona i szwagier. Jacht Sportina 682.
Do tego, co napisali koledzy dodałbym:
w kwestii bezpieczeństwa koniecznie kapok odpowiedni do wagi + linka przywiązana do jachtu. W kabinie może być bez. Koja dziobowa to dobre miejsce zabaw. Większym problemem mogą się postoje . Ja na kejach prawie zawsze przenosiłem dziecko na rękach. Jeżeli żona jeszcze karmi, to nie będziesz miął problemów z jedzeniem. Jako dodatek słoiczki: Gerber, Hipp, Ovita... Na komary dobra jest moskitiera zakładana na noclegach na zejściówkę i for luk, zapewnia przepływ powietrza.
 

Roman Rumpel
Pływam z dzieciakami na żaglach po polskich jeziorach już od 8 lat, jedno z moich dzieci niemalże rodziło się na solinie - żona była w 8 miesiącu. Nie ma szczególnych problemów z dziećmi, a im mniejsze, tym łatwiej. Najgorszy wiek to 1.5 do 3 lat - już wylezie z kokpitu, a jeszcze nie przetłumaczysz niczego. co do moich doświadczeń z maluchami kilkumiesięcznymi:
1. Bardzo się przydaje no sidełko samochodowe. Nie fotelik, tylko takie specjalne, z rączką jak u koszyka. Dziecko spokojnie leży, można wygodnie wynosić i wnosić na pokład.
2. Filtry przeciwsłoneczne - to oczywiste. Na postojach wynosić maluszka spod pokładu na brzeg do cienia- będzie spało spokojnie.
3. co do higieny - pampersy są oczywiście niezastąpione, ale koniecznie weźcie dużą ilość nawilżonych chusteczek dla niemowląt, obmywasz tym malucha jak się cos przydarzy i już.
4. Plastikowe worki na śmieci na zużyte “materiały z pkt3. - wyrzucasz w najbliższym porcie, a szczelnie zawiązane nie pachną póki co pod pokładem
5. picie - jeśli żona karmi, to i tak weźcie butelkę z piciem bo wiatr i słonce mogą powodować pragnienie
6. dziecko można spokojnie trzymać pod pokładem, a przy słabszych wiatrach osłonięte od słońca w kokpicie, takie małe nie chodzi, a raczkować może bezpiecznie, kokpit powinien być tylko zabudowany od rufy, a nie najmodniejszy otwarty - to weź pod uwagę przy czarterze.
7. polecam jednostki stabilniejsze, cięższe i nie najmodniejsze ostatnio (z powodów jak wyżej) weź pod uwagę, ze na szkwale będziesz musiał radzić sobie sam. Patent do kładzenia masztu w tej sytuacji ułatwi ci życie To tyle na razie, jeśli będziesz miał jeszcze jakieś pytania napisz - odpowiem A tak poza tym płyń można i warto dzieci kwitną na powietrzu
 

Dariusz Tuszyński
Ja pływałem z żoną i 8 miesięczną córką na maku 666. Z dzieckiem był mniejszy kłopot niż w rejsach kiedy miała 4 latka i wszędzie właziła. Co do higieny zabraliśmy wanienkę do kąpieli i wieczorkiem była kąpiel w wanience (wodę grzało się na kuchence). W kabinie zainstalowałem fotelik samochodowy i na czas manewrów portowych, kładzenia masztu zapinałem córkę w foteliku. Jeżeli chodzi o pływanie to więcej było biwakowania niż pływania bo taki berbeć szybko się nudzi, poza tym musi częściej jeść niż przeciętny żeglarz, gotowanie zupek itp. Zabierz w rejs gotowe jedzonko dla maluchów w słoiczkach (Gerber albo coś w tym stylu) to znacznie ograniczy czas przyrządzania posiłków, poza tym dużo dmuchanych kółek, łabędzi zapas pampersów itp. Ja zabrałem też składany wózek tzw. parasolkę więc można się było wybrać na dłuższy spacer po leśnych duktach. Jeżeli idzie o bezpieczeństwo to kup odpowiednią kamizelkę i koniecznie wypróbuj czy utrzymuje dziecko na wodzie w odpowiedniej pozycji. Z czarterowych łódek poleciłbym Sasankę 660 dobrze pływa i dużo miejsca w stosunku do gabarytów. Pozdrawiam i życzę dobrej pogody.
 

Marek Jurczyński
Nie mam większych doświadczeń z żeglowaniem z maluchem po śródlądziu, ale mój Staś ma teraz 2,5 roku i po morzu wypływał już 800 godzin. Najlepszy okres do 1 roku - dzieciak nie buszuje po jachcie, głównie śpi. Najlepszy jest zwykły fotelik samochodowy. Niemowlak nie ma choroby morskiej, nic go nie obchodzi poza papu. Półtora roku to nie jest jeszcze zły wiek, bo nie wylezie z zamkniętej kabiny. Najlepiej pływać nocą, kiedy ta cholera śpi - i tak mu wszystko jedno. Ale potem zaczynają się problemy - teraz pyta, gdzie jest auto. - A po co ci Auto? - A bo tam jest łódka... Chodzi mu o logo firmy na drzwiach....
Dzieciakowi, który zaczyna chodzić, trzeba jeszcze zapewnić trochę ruchu - zwykła plaża załatwia sprawę.
 

Maciej Morgen
Pływam z Maluchem. Pierwszy raz kiedy miał 1 rok ( sezon 2000 - jeden tydzień) i w tym sezonie dwa razy - czyli dwulatek.
Poczynione przygotowania to :
Załoga. Żona została się opiekunka dziecka. Do spraw żeglarskich konieczna jest jedna osoba np. młodszy / starszy brat ( twój lub żony), kuzyn z wami zżyty, kolega etc etc. Dzieciak w chwilach niepewnych np. przy manewrach staje się niespokojny ( nagle się jakiś ruch podnosi, cos mu lata po dachu, cos uderza w dach itp.) Wówczas mama przytuli, poczekają razem w kabinie, sprawdzą co jest w jaskółkach i już.
Środki bezpieczeństwa. Tu rozsadek i umiar jest wskazany.
8miesiecznika nie wepniesz w pas ratunkowy (?!), chociaż wszyscy cię o to upominają. Na pas ratunkowy przyjdzie czas za rok. Teraz troskliwe oko mamy i załoganta ( Wujka) jest najlepszym środkiem. On zaś sam bez pomocy z kabiny nie wylezie. W kabinie zaś duża dziobowa koja - to będzie przez jakiś czas cały duży świat. Tam jest schowków co niemiara, a na koi leża wszak ulubione grzechotki. Pływamy bez przechyłów ale i bez ceregieli. Dużo czapeczek i filtr p. słoneczny. Może się zdarzyć ze mimo wszystko będziesz jedyny zarefowały gość na jeziorze. Ale radość ze kogoś objedziesz ( on Ge + Gr , ty F + Gr1ref) jest wówczas jeszcze większa .
Higiena. Tu sprawa jest prosta - kąpiel wieczorna może się odbywać na stojąco w misce z woda. Czyli przy kolacji grzejesz ( gotuje) wodę i potem mieszasz. Kąpiel szybka - chłodne wieczory, w kabinie. Dobrze by było bez chlapania wody - ale jakieś straty musza być. Prysznice mazurskie milo widziane dla dziecka i żony, ja osobiście nie korzystam.
Picie ... ( dla dziecka kochasiu) . Bardzo ważne jest aby dzieciak miał co sobie popić - soczki, herbatki w proszku . Ja wożę na jachcie termos z wrzątkiem. Im większy tym lepiej.( 2 l ). To jest i trudność trzeba uważać dzieciak + wrzątek) ale latem dzieciak zawsze chce popić. Właśnie obecność wrzątku na pokładzie również dopinguje aby łódka pływała bez przechyłów. .Dużo wody w kanistrach. 10 l lub więcej.
Parkowanie. Do parkowania najlepiej nadaja sie ciche przystanie gdzie parkują spokojni ludzie np z pieskiem. Maluchowi na parkingu należy się spory wybieg, po maleńkiej łódce. Raczej nie samotne, romantyczne półwyspy . Silnik jest fantastycznym wynalazkiem. Patrz nocowanie.
Tryb życia. Z dzieciakiem możliwe jest spędzenie 6 -8 godzin na wodzie. Ale na dwa razy. Rano dzieciak musi się wyszaleć gdzieś na przystani ( kocyk te sprawy) . Na pól godziny przed spaniem - odjazd na wodę. Dzieciak na koi jest ululany. Śpi lepiej niż w domu - fale go kołyszą, łódka trochę skręca, ale ogólnie jest OK . Jak się obudzi to jeszcze jakiś czas wytrzyma na lodzi, ale po godzinie trzeba parkować - głód i chęć wybiegu przeważają. Obiad. Po obiedzie spacer np. zakupy w Mikołajkach. Intensywne przebywanie na świeżym powietrzu - nasz dyktator znów dojrzewa do snu - czyli na łódkę i na wodę. Refren : łódka kołysze, cicho chlupocze, cień i chłód koi - ulu. No ale mucha siadzie, ktoś będzie chciał cos przegryść, albo Połowa powie siusiu i koniec pływania . Właśnie minęła 18 i koniec na dzisiaj. Ale nie było źle.
Nocowanie. Ty i Twoja połowa rozumieją ze dzieciak ma prawo w nocy dwie godziny ćwiczyć gadanie i musztrę na rodzicach. Twój zastępca ds żeglarskich - nie bardzo. Ja swojemu bratu zacząłem wozić namiot. Już w druga noc zaczął go używać i tak zostało. To była dodatkowa atrakcja - pójść do Wujka do namiotu. Dzięki temu Wujek spal do godz. 8 rano podczas kiedy Ty i Twoja połowa mieliście już czuwanie od 6 rano.
UWAGA : POGODA - kochany uzgodnij z najwyższymi władzami pogodę.
Koniecznie. Do tego najlepiej nadają się Babcie i Prababcie. Już teraz im powiedz kiedy pływasz. Jest szansa ze ich modlitwy będą wysłuchane. Pogoda = oby nie lalo. Lampa włączona na cały dzień nie jest dobrym rozwiązaniem. Ja mam ze sobą tent 9 namiocik na kokpit). Niestety, z dzieckiem nie pływałem po Śniardwach ani Mamrach ale po Jeziorku, i Bełdanach, Nidzkim. W sezonie 2001 jeszcze jakieś wichury łamały gałęzie, zabijały ludzi. Szczęśliwie nas to ominęło.
Pozostałe sprawy. Ty znasz Twoje pociechę i wiesz o jej charakterystycznych wymaganiach ( np alergie, specjalne jedzenie, specjalne medykamenty itp). W zasadzie to żeglowanie jest dla zdrowych dzieci, tzn. ja z innymi nie żeglowałem. Na łódce dobrze jest mieć telefon komórkowy - naładowany i parkować w cywilizowanych miejscach, tak aby było możliwe dotarcie z lądu jakiegoś ( tfu tfu tfu ) lekarza. .
Dobry humor żony. Ty będziesz kapitanem, ona tylko opiekunka. Liczy się tez jej sprawność i utrzymanie jej formy. Do końca.

Pływanie z dzieciakiem , chociaż jest u..dliwe, daje jednak tak silne wrażenia, ze już bez problemu popłyniesz potem drugi raz. Tym nie mniej , istnieje taka prawidłowość ze przy pływaniu we dwoje + dziecko, jest duża jednoczesność przydatności Twojej Polowy jako Matki i Załogantki. Wówczas manewry musisz przygotowywać tak jak byś był sam na jachcie , a nawet jeszcze więcej bo za czasu trzeba o nich uprzedzać Małego Księcia. I nie myślę tu o jakiś awaryjnych sytuacjach. Zamieszaniem jest np. zrzucenie grota do kokpitu i zejściówki, wyjmowanie pagaja z kabiny, latanie po pokładzie w poszukiwaniu cumy dziobowej.

Dzieciak jakoś będzie pamiętał to pływanie. Za rok na pytanie “Popływasz łódka?” on powie Tiaa.

 Zapomniałem jeszcze o :
Mazurskie komary. Te sprawę możesz z czystym sumieniem powierzyć Twojej Połowie. Pewnie Jej w takich akcjach jeszcze nie widziałeś. Ja osobiście nie mam nic przeciw byciu pogryzionym ( bez przesady) ale Moja Własna w środku nocy, gdy Ty nic nie widzisz, zaczyna namierzać na słuch komary. Złociutki - rewelacja. Teatr chiński wysiada. Ale i finezja - po moim polowaniu pół nocy usypialiśmy Malucha jak mu komara z czoła zdjąłem. Od tego czasu - stwierdzam ze komary dzieciom nie przeszkadzają - Ich Mamom tak. Od kilku ukąśnieć Twojemu bobasowi nic nie będzie. On się nie podrapie, a zagoi mu się do południa.
Co Maluch zapamiętał ? Gdzie jest niebo ? a gdzie woda ? a gdzie łódki ? a żagielki? a jak kapie deszczyk na buzie ? a jak łabędzie (ptaszki) machają skrzydłami ?
Co Twoja Polowa ? tu gorzej tzn. rożnie. . Ale moja nie widziała mnie tak radosnego. Ona nie jest wielka żeglarka - to przy okazji poznania mnie wsiadła na łódkę. Ale teraz zaakceptowała ze MUSIMY mieć swoja łódeczkę.
 

Marek Pianko
Chociaż podpisuję się pod wszystkim o czym napisał Maciek... Monika moja 8 letnia teraz córka zaczęła przygodę z Mazurami mając niecałe 6 miesięcy na łódce FOKA 2 ..całą część dziobową urządziliśmy w charakterze kojca który podczas spokojnego żeglowania (2,3 godziny jednorazowo tak jak to pisał Maciek) był królestwem Moniki ....Do pomocy miałem starszego brata Moniki który wtedy miał troszkę ponad 7 lat i albo pomagał mi przy prostych manewrach lub w sytuacji bardziej skomplikowanej to on przejmował opiekę nad siostrą:)) Para dodatkowych rąk jest niemal konieczna...
Ze swojej strony dodam że w naszym wypadku jedynym problemem okazała się woda pitna ....Po prostu Monika była zbyt wrażliwa na częste zmiany ..problem rozwiązaliśmy kupując nie gazowaną wodę jednego gatunku i z tej wody przygotowywane były wszystkie posiłki dla małej żeglarki.
Co do prowiantu ...zrobiłem zaopatrzenie w hurtowni z różnego rodzaju zupkami, kleikami, soczkami itp.
Pieluch jednorazowych miałem Ok. 80 szt. na 3 tygodniowy rejs ...ze względu na cudowną pogodę nie używaliśmy ich prawie ..jedynie w trakcie żeglowania gdy córa była w środku...
Kokpit Foki znakomicie sprawdzał się w charakterze basenu ..tego lata temperatura wody w jeziorze była 26 stopni.
Trasa jaką zrobiliśmy to Jez. Nidzkie -Bełdany, Mikołajskie Tałty i Ryńskie...i maluteńkie kółeczko na Śniardwach:)) po to żeby zobaczyć Żubronia w Popielnie:))
 

Andrzej Bogacki
Stary, chciałem Ci napisać kilka uwag z moich osobistych doświadczeń z pływania z małolatami (najmłodszy miął 1,5 miesiąca!) ale po tym co napisał Maciek Morgan nie mam nic do dodania. Przeczytaj, zapamiętaj, zastosuj a problemu nie będzie. Gorzej z pogoda. My mieliśmy prywatny samochód i prywatny jacht wiec na złą pogodę dalibyśmy dyla do domu. Na szczęście zawsze pogoda była dobra.
Nie kombinuj tylko płyń. Wiesz jakie gościu (Twój syn oczywiście) będzie miał papiery? Jak się pochwali panienkom, ze ma 15 lat i za sobą 16 rejsów to wszystkie będą jego.
 

Mariusz Kuliński
Bardzo podobało mi się to, co napisał Maciej Morgen. Doskonale oddaje to moje doświadczenia z rejsu z 8 miesięczna córka. Był to TESS 660. Załogę stanowiło tylko moje maleństwo i ładniejsza polowa. Było momentami dosyć trudno, zwłaszcza podczas manewrów w porcie (wysoka burta) połączonych z nagłym “alarmem” w kabinie. Tym bardziej, ze w tym wieku dziecko ma prawo do “alarmowania “ bez oglądania się na manewry rodziców. Zdecydowanie brakowało dodatkowej osoby do obsługi jachtu lub opieki nad dzieckiem. No chyba, ze ktoś zupełnie swobodnie samemu wszystko z łódka zrobi.
Tak wiec po tym pierwszym rejsie pływamy już tylko w większym gronie. Małej pływanie bardzo się spodobało. Na następny rok sam widok jachtów bardzo ja zachwycił i na łódce czuła się jak w samochodzie (czyt. jak w domu). O swój trzeci rejs już sama się upominała oglądając swoje zdjęcia z poprzednich rejsów. A właśnie 10 minut temu przyszła do mnie (ma już piec lat) i stwierdziła, ze jak już jest ciepło i ona wyzdrowiała to koniecznie trzeba już “załatwić jakiś czarter” bo “obiecała koleżance, ze i tym razem ja weźmie na łódkę”. Bez komentarza.
Uważam, ze bardzo się przyda wyposażenie jachtu w sprawna i wydajna kuchenkę gazowa. Nam bardzo się zawsze przydawała instalacja z bieżąca woda i, nawet mały, zlewozmywak. Sprawdziła się osobna, duża miednica plastikowa do kąpieli malej oraz duży termos do przegotowanej wody. Robienie kaszki było w ten sposób znacznie ułatwione. W pierwszym i drugim rejsie nie odczuwaliśmy przymusu korzystania z marin w związku z dzieckiem na pokładzie. Jej kąpiele i tak odbywały się w kabinie. Poza tym w dużych marinach gwar nocny jednak malej nie odpowiadał. Tak wiec szlajaliśmy się na obrzeżach cywilizacji.
Również i ja uważam, ze dla poczucia bezpieczeństwa ważny jest sprawny i z zapasem baterii telefon komórkowy. Najlepiej, jeśli będzie tego więcej. Tak na wszelki.......
Poza tym dołączam się do apelu do ad mina strony grupowej o dołączenie postu Macieja Morena do wątku poświeconego dziecku na jachcie

(wk - post Macieja Morgena jest zamieszczony trochę wyzej)