|
Często dyskusje na grupie obracają sie wokół tzw. "dupy maryni". O tytułowej dupie można też inaczej :-)) ------------------------------------------------------
Ostateczne poprawki do umowy spółki nie zajęły
wiele czasu i
Marynia wysłała dokument do obu wspólników.
Rozejrzała się, w kancelarii już
prawie nikogo nie było. Ją czekał dzisiaj jeszcze jeden telefon. Firma
konsultingowa popadła w kłopoty z urzędem skarbowym i pilnie
potrzebowała
porady. Wyjechali wczesnym
rankiem, drogi były jeszcze całkiem
puste. Jakaś muzyka przydałaby się - zaproponował Tolek. W Giżycku byli po
dziewiątej. Wypożyczyli omegę i wrzucili
na nią bagaże. Marynia usiadła za sterem i spojrzała na liście drzew
koło
przystani. Stawiamy żagle - zakomenderowała - Łukasz, zostań
na razie
na brzegu i trzymaj cumę. Tolek wciągnął foka kilkoma szybkimi
ruchami. Dominice grot
zacinał się w likszparze. Tolek pomógł go nakierowywać, a
ona sama
skoncentrowała się na ciągnięciu za fał. Marynia wsunęła pod bluzkę górną część opalacza i zawiązała wstążki, po czym owinęła się ręcznikiem. Po chwili wyjęła spod niego spodenki i powędrowała tam dolna część kostiumu. Dominika patrzyła jak Łukasz nie może się skoncentrować na sklarowaniu fału grota. Te wysiłki przypominały jej trochę robienie na drutach. Spojrzała gdzie kieruje się jego wzrok i zrozumiała dlaczego. W tym momencie Marynia jednym ruchem rąk zdjęła bluzkę, a uwolniony ręcznik opadł na ziemię. Sięgnęła do tyłu i przesunęła palec pod wąskim paskiem opalacza, aby poprawić jego ułożenie. Łukaszowi, który zmagając się ciągle z klarowaniem obserwował to wszystko ukradkiem, fał całkiem wypadł z rąk. Dominika rzuciła okiem do tyłu, żeby sprawdzić reakcję Tolka. Kilwater ci się tak jakoś skrzywił - powiedziała nieco podejrzliwie. Ster prawo! - krzyknęła Marynia, która właśnie spojrzała na wydęte żagle. - Bo zaraz zrobimy rufę znienacka! Ja mogę burłaczyć,
bo chcę się poruszać i opalić -
zaoferowała Marynia przy wejściu do kanału. Zeskoczyła na brzeg,
założyła linę
cumową na ramię i ruszyła nieśpiesznie wzdłuż kanału. Dominika
kontrowała nieco
sterem, a Łukasz z Tolkiem delektowali się widokiem burłaczki i pracą
jej
mięśni. Sterniczka spojrzała w lewo i przekonała się, że
widzów jest więcej. Z
naprzeciwka płynęła kabinówka na silniku. Z Kisajna skierowali się na Łabap. Postanowili wejść do Sztynortu, żeby kupić coś na obiad w spożywczym i uzupełnić braki w osprzęcie, które zauważyli. Poproszę dwie szekle, kilogram kaszy gryczanej, kostkę masła i butelkę Chardonnay - do sklepu została oddelegowana Dominika. Mam dwa roczniki z Francji i jeden kalifornijski - powiedziała sprzedawczyni, podając pozostałe produkty. Niech będzie kalifornijskie. Wyszli ze Sztynorckiego i biwak zrobili sobie cumując przy Fuledzkim Rogu. A skąd weźmiemy wodę na kaszę - zapytał Łukasz. Hmmm... mamy dwie możliwości, albo woda czerpana z dziobu, albo woda czerpana z rufy. Po obiedzie
ruszyli na Dargin. Wzrok Łukasza
utkwił w jednym punkcie, a rumpel wysunął się
powoli ze spoconej dłoni. Jacht rozpędził się przechodząc do
półwiatru. Odsuń się! - krzyknęła Marynia do Tolka, po czym usiadła na wyrwie, zapierając się nogami o skrzynkę mieczową. Marynia! - Tolek westchnął z podziwu - Ty to masz głowę! “Armadillo” Data: 6 sierpnia 2002 20:08:37 Jeżeli
uważasz że strona może być polecona innym, kliknij na poniższy baner.
|