Dupa Maryni.

Często  dyskusje na grupie obracają sie wokół tzw. "dupy maryni".  O tytułowej dupie można też inaczej :-)) 

------------------------------------------------------

      Ostateczne poprawki do umowy spółki nie zajęły wiele czasu i Marynia wysłała dokument do obu wspólników. Rozejrzała się, w kancelarii już prawie nikogo nie było. Ją czekał dzisiaj jeszcze jeden telefon. Firma konsultingowa popadła w kłopoty z urzędem skarbowym i pilnie potrzebowała porady.
To jak to się stało, że pan nie płacił podatków przez te pięć lat od założenia firmy?

Nie wiedziałem, że trzeba - odezwał się głos w słuchawce.
Marynia usłyszała brzęczenie komórki w torebce. Nie przerywając rozmowy sprawdziła SMS-a.
„W-end?” - zapytywała Dominika. „Zagle?” - odpisała. Upał panował już od kilku tygodni. Trzeba wykorzystać, postanowiła. Dominika wysłała jeszcze dwa SMS-y.

Wyjechali wczesnym rankiem, drogi były jeszcze całkiem puste.  Jakaś muzyka przydałaby się - zaproponował Tolek.
Mam kasetę - Marynia włączyła odtwarzacz i zaczęła śpiewać razem z Human League - “I was working as a waitress in a cocktail bar  That much is true  But even then I knew I’d find a much better place  Either with or without you”  
Rany, ale starocie wytrzasnęłaś - Dominika pokiwała głową znad kierownicy.  Lubię „oldies” - wyjaśniła Marynia.  

W Giżycku byli po dziewiątej. Wypożyczyli omegę i wrzucili na nią bagaże. Marynia usiadła za sterem i spojrzała na liście drzew koło przystani.  Stawiamy żagle - zakomenderowała - Łukasz, zostań na razie na brzegu i trzymaj cumę. Tolek wciągnął foka kilkoma szybkimi ruchami. Dominice grot zacinał się w likszparze. Tolek pomógł go nakierowywać, a ona sama skoncentrowała się na ciągnięciu za fał. 
Oddaj cumę, fok prawo na wiatr. 
Jak to oddać, a ja? - Łukasz poczuł się niepewnie.
Wskakuj przecież, i grota też ustaw na wiatr. 
Oba żagle wklęsły się i odepchnęły jacht od brzegu.
Żagle luz, lewy foka szot wybierz - łódka odpadła od wiatru do baksztagu. - Tolek, weź ster, ja się przebiorę. Odejdziemy trochę od brzegu i wejdziemy bajdewindem do kanału.  

Marynia wsunęła pod bluzkę górną część opalacza i zawiązała wstążki, po czym owinęła się ręcznikiem. Po chwili wyjęła spod niego spodenki i powędrowała tam dolna część kostiumu.  Dominika patrzyła jak Łukasz nie może się skoncentrować na sklarowaniu fału grota. Te wysiłki przypominały jej trochę robienie na drutach. Spojrzała gdzie kieruje się jego wzrok i zrozumiała dlaczego. W tym momencie Marynia jednym ruchem rąk zdjęła bluzkę, a uwolniony ręcznik opadł na ziemię. Sięgnęła do tyłu i przesunęła palec pod wąskim paskiem opalacza, aby poprawić jego ułożenie. Łukaszowi, który zmagając się ciągle z klarowaniem obserwował to wszystko ukradkiem, fał całkiem wypadł z rąk. Dominika rzuciła okiem do tyłu, żeby sprawdzić reakcję Tolka.

Kilwater ci się tak jakoś skrzywił - powiedziała nieco podejrzliwie. 

Ster prawo! - krzyknęła Marynia, która właśnie spojrzała na wydęte żagle. - Bo zaraz zrobimy rufę znienacka!

Ja mogę burłaczyć, bo chcę się poruszać i opalić - zaoferowała Marynia przy wejściu do kanału. Zeskoczyła na brzeg, założyła linę cumową na ramię i ruszyła nieśpiesznie wzdłuż kanału. Dominika kontrowała nieco sterem, a Łukasz z Tolkiem delektowali się widokiem burłaczki i pracą jej mięśni. Sterniczka spojrzała w lewo i przekonała się, że widzów jest więcej. Z naprzeciwka płynęła kabinówka na silniku. 
Hej, patrz, gdzie płyniesz! - krzyknęła, widząc, że ich kursy zaraz się przetną. Łukasz, wyrzuć odbijacze, szybko. 
O, przepraszam - zreflektował się sternik kabinówki, kiedy łódki łupnęły o siebie.

 Z Kisajna skierowali się na Łabap. Postanowili wejść do Sztynortu, żeby kupić coś na obiad w spożywczym i uzupełnić braki w osprzęcie, które zauważyli. Poproszę dwie szekle, kilogram kaszy gryczanej, kostkę masła i butelkę Chardonnay - do sklepu została oddelegowana Dominika.  Mam dwa roczniki z Francji i jeden kalifornijski - powiedziała sprzedawczyni, podając pozostałe produkty. Niech będzie kalifornijskie.

Wyszli ze Sztynorckiego i biwak zrobili sobie cumując przy Fuledzkim Rogu. A skąd weźmiemy wodę na kaszę - zapytał Łukasz.  Hmmm... mamy dwie możliwości, albo woda czerpana z dziobu, albo woda czerpana z rufy. 

Po obiedzie ruszyli na Dargin. 
Idź blisko brzegu, bo dalej są Głazy Sztynorckie - Marynia pouczyła Łukasza, który miał usiąść teraz za sterem, a sama postanowiła opalić sobie plecy. Ułożyła się na fordeku, a smaczny obiad i kubek wina zaczęły swoje działanie. Marynia zdrzemnęła się, a na falach jej noga zaczęła zsuwać się nieco po pokładzie, odsłaniając sternikowi zupełnie nowe horyzonty.  

Wzrok Łukasza utkwił w jednym punkcie, a rumpel wysunął się powoli ze spoconej dłoni. Jacht rozpędził się przechodząc do półwiatru. 
Nagle, całą załogę wyrwał z letargu gwałtowny wstrząs. Prawa burta zaryła na kamieniach, a Marynia omal nie spadła z fordeku.  W ostatniej chwili chwyciła się za sztag. Do zęzy zaczęła wdzierać się woda. Tolek próbował rozpaczliwie zatkać dłońmi dziurę w burcie o średnicy dwudziestu centymetrów.  Wszyscy tu potoniemy - jęknął Łukasz - już po nas!

Odsuń się! - krzyknęła Marynia do Tolka, po czym usiadła na wyrwie, zapierając się nogami o skrzynkę mieczową.

Marynia! - Tolek westchnął z podziwu - Ty to masz głowę! 

Armadillo  Data: 6 sierpnia 2002   20:08:37


Jeżeli uważasz że strona może być polecona innym, kliknij na poniższy baner.

Dziękuję.