Wspomnienia szkolne
Zamieścił  na grupie p.r.z  18 grudnia 2007 08:35:39 +0000 (UTC)Andrzej Cieslak <asc4.WYTNIJ@gazeta.pl>
w wątku pt. "książki żeglarskie

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------  

     ... Narzekasz na  mgr Filipiak? Moj drogi kolego, przyczytaj ponizsza historie, a dopiero wowczas zobaczysz, jakie krzywdy moga spotkac biednych uczniow za niewinnosc ze strony okrutnego i podstepnego belfra.  

A bylo to tak:

Kiedy zjawila sie w naszym liceum [nomen omen nr IV ] nowa germanica, okazalo sie, ze dobre czasy na lekcjach j. niemieckeigo definitywnie sie skonczyly.  Byla ostra i wymagajaca, dwoje sypaly sie geseto i jarzmo jakie na nas nalozyla,  wydawaolo sie nam wprost nie do zniesienia. Niekonczace sie pasmo krzywd i udrek  nszych zostalo widocznie zauwaznone w niebiesiech, bo oto nadeszla pociecha. Jeden z kolegow, ktory zeglowal u harcerzy [rzecz sie dziala w Gdyni w pierwszej polowie lat 60tych, czyli w epoce tzw Czerwonych Zagli - jachtow przerobionych z szalup z Batorego] wyjawil nam w wielkiej tajemnicy, ze owa germanica jest ...zeglarka i wlasnie u harcerzy i prowadzi zajecia na kursie zeglarskim.

Dopuszczeni do sekretu odbylismy krotka, aczkolwiek burzliwa narade, w wyniku ktorej  zdecydowalismy, ze najlepsza metoda na unikniecie represji [potrafila postawic czetery dwoje za jedneym zamachem: za zeszyt, za zle czytanie, za gramtyke i za slowka] bedzie zapisanie sie na ten kurs zeglarski. Zobaczycie, bedzie dobrze - uspakajal nas Jacek [dzisiaj znany w Gdyni kapitan zeglugi wielkiej] - jak nas na tym kursie zobaczy, to zacznie nas lepiej traktowac i odpusci.

Jecek podal nam godzine i meijsce, gdzie mamy przyjsc. Przychodzimy, a pani profesor na nasz widok cala w skowronkach. Usmeicha sie, jest mila, serdeczna toskliwie pyta, czy wszystko rozumiemy [bylo akurat o deklinacji magnetycznej, jak sie ja oblicza na podstawie kola deklinacyjnego z mapy].  Jednym slowem nie ta sama kobieta. Mozna rzec, aniol.  Oj, oplacilo sie na ten kurs zapisac - mowimy idac do domu. Teraz to bedziemy miec na niemieckim jak w niebie. Koniec represjii, a i innym profesorom tez pewnie powie, zeby nas lagodniej traktowali...Nooo.. przytaknelismy zgodnie i dalej wychwalac Jacka, ze na taki genialny pomysl wpadl.  Rzeczywiscie, na drugi dzien na niemieckim sytuacja zmieniona nie do pozna-nia.  Inni truchleja, bledna i co nie tylko, a my nic. Wesole miny, pewnosc siebie, zero poczucia niebezpieczenstwa. Germanica usmiecha sie do nas mile, nikogo z nas nie pyta i nieczego sie nie czepia. Sielanka, wczasy, zyc nie umierac!

Idylla niestety, nie trwala dlugo. Byl to dzien, ktory pozostanie w mojej pameici do konca zycia.  W szkole gruchnela wiesc, ze ma nastapic reforma zajec praktycznych [wtedy taki przedmiot byl], bo dla chlopakow ma zostac otwarrty warsztat szkolny, a  dziewczyny maja uczyc sie gotowania we wlasnie uknczonej szkolnej kuchni. Nieswiadomi zagrozenia cieszylismy sie z tej nowosci.  Podobno w tym warsztacie miala byc prawdziwa tokarka i inne maszyny, ktore nas 16 letnich chlopakow [komputerow wowczas jeszcze nie bylo] bardzo ciekawily. Jak dzis pamietam moment apelu, keidy dyrekotr szkoly w pewnym momencie odeszwal sie tymi slowy:

W zwizku z otwarciem szkolnej kuchni i warsztau nastapi teraz podzial, kto  i gdzie bedzie mial zajecia z zajec praktycznych. Oj, cos tu nie tak - mysle, sobie, po co ten podzial, przeciez wiadomo, ze chlopaki do kuchni nie pojda.  Musi sie tu kryc jakas niespodzianka. I rzeczywiscie. Dyrektor powiedzial, ze dziewczyny pojda do kuchni, chopaki do warsztatu, ale...Cieslak, Nowak, Zielinski i Kowalski [nazwiksa trzech ostatnich zmienione] dolacza do dziewczyn i beda uczyc sie ....gotowania.

Gdyby w tamtej chwili w szkole uderzyl piorun kulisty i jednoczesnie zatrzesla sie pod nia ziemia, nie wywarloby to na nas takiego wrazenia, jak ta wiadomosc. Co najgorsze, cala szkola, slyszac, ze mamy isc do gotowania, ryknela smeichem! Jakze to, za co? - pytlaismy siebie, wydajac z zaschneitych gardel jek rozpoaczy i patrzac jeden na drugiego blednym wzrokiem, niczego nie rozumiejac. Za co ta kara, co mysmy zlego zrobiliiiiii???!!!!! Zeby w nas tak, w sam srodek meskiego honuru i dumy!  W chwile pozniej przyszla straszliwa refleksja, wyjasnienie zagadki, bo skojarzylismy, ze wyczytana nasza czworka to nikt inny jak my, ktorzy zapisalismy sie na kurs zeglarski! Stalo sie teraz jasne, ze to  za sprawa germanicy podstepnej cala nasza czworka, czyli ci sami, ktorzy zapisali sie na kurs zeglarski, zamiast do prawdziwie meskich zajec przy tokarce i innych maszynach,  powedrowala do garow na babskie zaejcia z gotowania.

Ale wpadlismy, kurde.... [tu mozna wstawic sobie rozne niecenzuralne slowa, jakie posypaly sie pod adresem germanicy] mamy teraz za swoje. Ze tez, cholera jasna, tego  nie przewidizielismy! Trzeba sie bezdie jakos z tego wyplatac - odezwal sie po namysle Jacek - proponuje, panowie, nie dac sie - bedziemy walczyc o nasz honor. Nie moze byc, zebysmy razem z  babami w kuchni przy garach. Co innego morze, sztormy, zagle , a co innego mieszac chochla w garach, no  i ten wstyd przed chlopakami  - nigdy!

I co, zadowoleni?  - zaczepila nas germanica, pokazujac w usmiechu rzad bialych zebow, ktore wydaly nam sie jak uzebienie rekina, czy jakijs innej straszliwej bestii gotowej nas pozrec,   keidy jak skazancy schodzilismy do pwinicy do kuchni na pierwsze zajecia, - pamietajcie, ze gotowanie na jachcie to bardzo wazna sprawa; jezeli chcecie zeglowac, to koniecznie musicie sie tego gotowania nauczyc. Poprosilam pania.. zeby miala na was oko i przypilno-wala, zebyscie z tych zajec duzo skorzystali.

Na pierwszych zajeciach [i jak sie mialo szybko okazac -  ostatnich] bylo o tym, jak ugotowac domowy zurek. Wszystko szlo w jako takim porzadku [jezeli nie liczyc chichotow dziewczyn], az do momentu kiedy Bartek zainteresowal sie blizej jedna z kolezanek. Jak pozniej wyjasnil, bez szkolnych mundurkow [ na codzien nosily paskudne fartuchy z marynaskim kolnierzem i wyglady w tym jak pokraki] dziwczyny wydaly mu sie zupelnie inne, a szcegolnie ponetna wydala mu sie  jedna z nich, ktora korzystajac z okazji, ze mozna zdajac szkolny fartuch zademostrowala sie w pelnej krasie z glebokim dekoltem w roli glownej.  Pod wplywem kchennego ciepla i gotujacej sie strawy odeazwaly sie drzemiace w Bartku instynkty  jaskiniowego samca i mowiac delikatnie, przystapil do intensywnego adorowania dziewczecia, nie zaniedbujac przy tym wysilkow maja-cych na celu  dokladniejsze rozpoznanie zawartosci onego glebokiego dekoltu.  Skutkiem tych zalotow [calkowicie wybaczalne, bo Bartek z powodu mlodego wieku nie mial jeszcze dostatecznej eksperiencji, a i dziewczyna nie wiedziala jeszcze co naprawde przyjemne w tym zyciu]  musialo  dojsc w pewnym momencie do jakiegos nieporozumienia towarzyskiego. Zajety krojeniem cebuli uslyszzlem tylko: Ty swinio!, nastepnie rozlegl sie odglos uderzenia w policzek, swiad czacy o tym, ze Bartek dostal po prostu w pysk, a po nim rzolegl sie straszliwy  huk spadajacego na podloge gara z zurkiem.  Co sie dalej dzialo, wypowiedziec trudno. Czesc gotyjacego sie zurku wylala sie na rozgrzany piec wzbijajac  wielkie kleby pary, w kuchni i generujac odór jak po ataku z uzyciem broni chemicznej,  nagle wszedzie zrobilo sie pelno zupy, dziewczyny podniosly straszliwy krzyk i rzucily sie do panicznej ucieczki, a pani od gotowania  wywijajac jakas szmata i wydajac przy tym dzikie okrzyki usilowala zlapac toczacy sie  garnek, z ktorego co raz chlustala siejaca strasazliwe zniszczenia nowa porcja zurku domowego.   Co prawda nikomu nic sie nie stalo, ale dzielo wyrafinowej sztuki  kulinarnej, w ktore nauczycielka gotowania wlozyla caly swoj autorytet i doswiadczenie, diabli wzieli i zamist gotowania bylo dalej juz tylko wielkie sprzatanie. Opanowawszy sytuacje, zdenerwowana nauczycielka  pobiegla  czym predzej do dyrektora, oznajmiajac roztrzesionym glosem, ze albo - albo, czyli albo tych czterech natychmiast zotanie zabranych z jej zajec, albo ona sie zwalnia z pracy. Slyszac takie ulitmatum, dyrektor szybko nas do siebie wezwal, zeby zademonstrowac nam caly zestaw roznych okreslen pochodzacych ze zbioru tzw wyrqazow obcych, z ktorych to slow jednak niewiele zrozumeilismy, albowiem jeszcze tego wowczzs nie przerabialismy. Na zakoniecznie dlugiej przemowy dowiedzielismy sie jednak najwazniejsazego. Otoz mielismy natychmiast udac sie do skzolengo warsztatu i pod zadnym pozorem nie zblizac sie do kuchni. Bylismy zachwyceni takim obrotem sprawy. Zagrozenie obnizenia stopnia ze sprawowania wydalwao nam sie wrecz nagroda w porownaniu z tym jakie ponizenie musielibysmy znosic, gdyby na te zajeciea z gotowania przyszlo nam  uczeszczac do konca roku szkolnego.  Wrocilismy wiec do prawdziewie meskich zajec. Zlosc na germanice, za te kuchnie jednak pozostala, a wraz z nia upadly w nas serca do deklinacji magne tycznej i przestalismy chodzic na kurs zeglraski. Wwolalo to z jej strony caly szereg powaznych  dzialan odwetowych. Bylismy znow jednymi z wielu i zycie potoczylo sie normalnie, czyli cztery dwoje za jednym zamachem.  A do zeglarstwa wrocilem, tylko ze nie u harcerzy i bylo to w rok pozniej. Jacek poszedl do szkoly morskiej.  Ale to juz inna historia.  PS. Tytylem uzupelnienia. Pozniejsze zeglarskie doswiadczenia potwierdzily slusznosc pomyslu germanicy.  Bo rzeczywiscie, zeglarz jest jak niemowle.  Procz tego, ze ma miec sucho, cieplo i zeby go kolysac, musi byc najedzony.

Pozdrawiam Andrzej C.