|
w wątku pt. "książki żeglarskie" --------------------------------------------------------------------------------------------------------------
... Narzekasz na
mgr
Filipiak? Moj drogi kolego, przyczytaj ponizsza historie, a dopiero
wowczas
zobaczysz, jakie krzywdy moga spotkac biednych uczniow za niewinnosc ze
strony
okrutnego i podstepnego belfra.
A bylo to tak: Kiedy zjawila
sie w naszym liceum [nomen omen nr IV ] nowa
germanica, okazalo sie, ze dobre czasy na lekcjach j. niemieckeigo
definitywnie
sie skonczyly. Byla
ostra i wymagajaca,
dwoje sypaly sie geseto i jarzmo jakie na nas nalozyla,
wydawaolo sie nam wprost nie do zniesienia.
Niekonczace sie pasmo krzywd i udrek
nszych zostalo widocznie zauwaznone w niebiesiech,
bo oto nadeszla
pociecha. Jeden z kolegow, ktory zeglowal u harcerzy [rzecz sie dziala
w Gdyni
w pierwszej polowie lat 60tych, czyli w epoce tzw Czerwonych Zagli -
jachtow
przerobionych z szalup z Batorego] wyjawil nam w wielkiej tajemnicy, ze
owa
germanica jest ...zeglarka i wlasnie u harcerzy i prowadzi zajecia na
kursie
zeglarskim. Dopuszczeni do
sekretu odbylismy krotka, aczkolwiek
burzliwa narade, w wyniku ktorej
zdecydowalismy, ze najlepsza metoda na unikniecie
represji [potrafila postawic
czetery dwoje za jedneym zamachem: za zeszyt, za zle czytanie, za
gramtyke i za
slowka] bedzie zapisanie sie na ten kurs zeglarski. Zobaczycie, bedzie
dobrze -
uspakajal nas Jacek [dzisiaj znany w Gdyni kapitan zeglugi wielkiej] -
jak nas
na tym kursie zobaczy, to zacznie nas lepiej traktowac i odpusci. Jecek podal nam
godzine i meijsce, gdzie mamy przyjsc.
Przychodzimy, a pani profesor na nasz widok cala w skowronkach.
Usmeicha sie,
jest mila, serdeczna toskliwie pyta, czy wszystko rozumiemy [bylo
akurat o
deklinacji magnetycznej, jak sie ja oblicza na podstawie kola
deklinacyjnego z
mapy]. Jednym
slowem nie ta sama
kobieta. Mozna rzec, aniol. Oj,
oplacilo
sie na ten kurs zapisac - mowimy idac do domu. Teraz to bedziemy miec
na
niemieckim jak w niebie. Koniec represjii, a i innym profesorom tez
pewnie
powie, zeby nas lagodniej traktowali...Nooo.. przytaknelismy zgodnie i
dalej
wychwalac Jacka, ze na taki genialny pomysl wpadl. Rzeczywiscie,
na drugi dzien na niemieckim sytuacja zmieniona nie
do pozna-nia. Inni
truchleja, bledna i
co nie tylko, a my nic. Wesole miny, pewnosc siebie, zero poczucia
niebezpieczenstwa. Germanica usmiecha sie do nas mile, nikogo z nas nie
pyta i
nieczego sie nie czepia. Sielanka, wczasy, zyc nie umierac! Idylla niestety,
nie trwala dlugo. Byl to dzien, ktory
pozostanie w mojej pameici do konca zycia.
W szkole gruchnela wiesc, ze ma nastapic reforma
zajec praktycznych
[wtedy taki przedmiot byl], bo dla chlopakow ma zostac otwarrty
warsztat
szkolny, a dziewczyny
maja uczyc sie
gotowania we wlasnie uknczonej szkolnej kuchni. Nieswiadomi zagrozenia
cieszylismy
sie z tej nowosci. Podobno
w tym
warsztacie miala byc prawdziwa tokarka i inne maszyny, ktore nas 16
letnich
chlopakow [komputerow wowczas jeszcze nie bylo] bardzo ciekawily. Jak
dzis
pamietam moment apelu, keidy dyrekotr szkoly w pewnym momencie odeszwal
sie
tymi slowy: W zwizku z
otwarciem szkolnej kuchni i warsztau nastapi
teraz podzial, kto i
gdzie bedzie mial
zajecia z zajec praktycznych. Oj, cos tu nie tak - mysle, sobie, po co
ten
podzial, przeciez wiadomo, ze chlopaki do kuchni nie pojda. Musi sie tu kryc jakas
niespodzianka. I
rzeczywiscie. Dyrektor powiedzial, ze dziewczyny pojda do kuchni,
chopaki do
warsztatu, ale...Cieslak, Nowak, Zielinski i Kowalski [nazwiksa trzech
ostatnich zmienione] dolacza do dziewczyn i beda uczyc sie
....gotowania. Gdyby w tamtej
chwili w szkole uderzyl piorun kulisty i
jednoczesnie zatrzesla sie pod nia ziemia, nie wywarloby to na nas
takiego
wrazenia, jak ta wiadomosc. Co najgorsze, cala szkola, slyszac, ze mamy
isc do
gotowania, ryknela smeichem! Jakze to, za co? - pytlaismy siebie,
wydajac z
zaschneitych gardel jek rozpoaczy i patrzac jeden na drugiego blednym
wzrokiem,
niczego nie rozumiejac. Za co ta kara, co mysmy zlego
zrobiliiiiii???!!!!! Zeby
w nas tak, w sam srodek meskiego honuru i dumy!
W chwile pozniej przyszla straszliwa refleksja,
wyjasnienie
zagadki, bo skojarzylismy, ze wyczytana nasza czworka to nikt inny jak
my,
ktorzy zapisalismy sie na kurs zeglarski! Stalo sie teraz jasne, ze to za sprawa germanicy
podstepnej cala nasza
czworka, czyli ci sami, ktorzy zapisali sie na kurs zeglarski, zamiast
do
prawdziwie meskich zajec przy tokarce i innych maszynach, powedrowala do garow na
babskie zaejcia z
gotowania. Ale wpadlismy,
kurde.... [tu mozna wstawic sobie rozne
niecenzuralne slowa, jakie posypaly sie pod adresem germanicy] mamy
teraz za
swoje. Ze tez, cholera jasna, tego
nie
przewidizielismy! Trzeba sie bezdie jakos z tego wyplatac - odezwal sie
po
namysle Jacek - proponuje, panowie, nie dac sie - bedziemy walczyc o
nasz
honor. Nie moze byc, zebysmy razem z
babami w kuchni przy garach. Co innego morze,
sztormy, zagle , a co
innego mieszac chochla w garach, no
i
ten wstyd przed chlopakami -
nigdy! I co, zadowoleni?
- zaczepila nas germanica, pokazujac w usmiechu rzad
bialych zebow,
ktore wydaly nam sie jak uzebienie rekina, czy jakijs innej straszliwej
bestii
gotowej nas pozrec, keidy
jak skazancy
schodzilismy do pwinicy do kuchni na pierwsze zajecia, - pamietajcie,
ze
gotowanie na jachcie to bardzo wazna sprawa; jezeli chcecie zeglowac,
to
koniecznie musicie sie tego gotowania nauczyc. Poprosilam pania.. zeby
miala na
was oko i przypilno-wala, zebyscie z tych zajec duzo skorzystali. Na pierwszych
zajeciach [i jak sie mialo szybko okazac
- ostatnich] bylo o
tym, jak ugotowac
domowy zurek. Wszystko szlo w jako takim porzadku [jezeli nie liczyc
chichotow
dziewczyn], az do momentu kiedy Bartek zainteresowal sie blizej jedna z
kolezanek. Jak pozniej wyjasnil, bez szkolnych mundurkow [ na codzien
nosily
paskudne fartuchy z marynaskim kolnierzem i wyglady w tym jak pokraki]
dziwczyny wydaly mu sie zupelnie inne, a szcegolnie ponetna wydala mu
sie jedna z nich,
ktora korzystajac z okazji, ze
mozna zdajac szkolny fartuch zademostrowala sie w pelnej krasie z
glebokim
dekoltem w roli glownej. Pod
wplywem
kchennego ciepla i gotujacej sie strawy odeazwaly sie drzemiace w
Bartku
instynkty jaskiniowego
samca i mowiac
delikatnie, przystapil do intensywnego adorowania dziewczecia, nie
zaniedbujac
przy tym wysilkow maja-cych na celu
dokladniejsze rozpoznanie zawartosci onego
glebokiego dekoltu. Skutkiem
tych zalotow [calkowicie wybaczalne,
bo Bartek z powodu mlodego wieku nie mial jeszcze dostatecznej
eksperiencji, a
i dziewczyna nie wiedziala jeszcze co naprawde przyjemne w tym zyciu] musialo
dojsc w pewnym momencie do jakiegos nieporozumienia
towarzyskiego.
Zajety krojeniem cebuli uslyszzlem tylko: Ty swinio!, nastepnie rozlegl
sie
odglos uderzenia w policzek, swiad czacy o tym, ze Bartek dostal po
prostu w
pysk, a po nim rzolegl sie straszliwy
huk spadajacego na podloge gara z zurkiem. Co sie dalej dzialo,
wypowiedziec trudno. Czesc gotyjacego sie
zurku wylala sie na rozgrzany piec wzbijajac
wielkie kleby pary, w kuchni i generujac odór jak po
ataku z uzyciem
broni chemicznej, nagle
wszedzie
zrobilo sie pelno zupy, dziewczyny podniosly straszliwy krzyk i rzucily
sie do
panicznej ucieczki, a pani od gotowania
wywijajac jakas szmata i wydajac przy tym dzikie
okrzyki usilowala zlapac
toczacy sie garnek,
z ktorego co raz
chlustala siejaca strasazliwe zniszczenia nowa porcja zurku domowego. Co prawda nikomu
nic sie nie stalo, ale
dzielo wyrafinowej sztuki kulinarnej,
w
ktore nauczycielka gotowania wlozyla caly swoj autorytet i
doswiadczenie,
diabli wzieli i zamist gotowania bylo dalej juz tylko wielkie
sprzatanie.
Opanowawszy sytuacje, zdenerwowana nauczycielka
pobiegla czym
predzej do
dyrektora, oznajmiajac roztrzesionym glosem, ze albo - albo, czyli albo
tych
czterech natychmiast zotanie zabranych z jej zajec, albo ona sie
zwalnia z
pracy. Slyszac takie ulitmatum, dyrektor szybko nas do siebie wezwal,
zeby
zademonstrowac nam caly zestaw roznych okreslen pochodzacych ze zbioru
tzw
wyrqazow obcych, z ktorych to slow jednak niewiele zrozumeilismy,
albowiem
jeszcze tego wowczzs nie przerabialismy. Na zakoniecznie dlugiej
przemowy
dowiedzielismy sie jednak najwazniejsazego. Otoz mielismy natychmiast
udac sie
do skzolengo warsztatu i pod zadnym pozorem nie zblizac sie do kuchni.
Bylismy
zachwyceni takim obrotem sprawy. Zagrozenie obnizenia stopnia ze
sprawowania
wydalwao nam sie wrecz nagroda w porownaniu z tym jakie ponizenie
musielibysmy
znosic, gdyby na te zajeciea z gotowania przyszlo nam
uczeszczac do konca roku szkolnego. Wrocilismy wiec do
prawdziewie meskich zajec. Zlosc na germanice,
za te kuchnie jednak pozostala, a wraz z nia upadly w nas serca do
deklinacji
magne tycznej i przestalismy chodzic na kurs zeglraski. Wwolalo to z
jej strony
caly szereg powaznych dzialan
odwetowych. Bylismy znow jednymi z wielu i zycie potoczylo sie
normalnie, czyli
cztery dwoje za jednym zamachem. A
do zeglarstwa
wrocilem, tylko ze nie u harcerzy i bylo to w rok pozniej. Jacek
poszedl do szkoly
morskiej. Ale to
juz inna historia. PS.
Tytylem uzupelnienia. Pozniejsze
zeglarskie doswiadczenia potwierdzily slusznosc pomyslu germanicy. Bo rzeczywiscie, zeglarz
jest jak niemowle. Procz
tego, ze ma miec sucho, cieplo i zeby
go kolysac, musi byc najedzony. |