|
---------------------------------------------------------------------------------
Witam! Wczoraj wróciłem z tygodniowej podróży do przyjaciół w Szkocji i na Orkadach. Działy się tam rzeczy bardzo różne, jedną z nich było zaproszenie do jednej ze stacji RNLI (Royal National Lifeboat Institution) na Orkadach. Kilka (no, więcej niż kilka) słów wprowadzenia, co to naprawdę jest RNLI. To organizacja działająca na Wyspach Brytyjskich, pełniąca 24-godzinną służbę ratowniczą, jej strefa odpowiedzialności to 50nm od wybrzeży UK i Irlandii, w wakacje pełni także służbę na kilkudziesięciu plażach w SW Anglii. Potencjał RNLI jest porażający wielkością. 233 stacje RNLI, 332 duże i 112 małe łodzie ratownicze. I doskonale wyszkolona załoga.
A teraz najważniejsze: RNLI utrzymuje się wyłącznie
z wolnych datków. Nie dostaje ani funta od rządów
UK i Irlandii. Co więcej - rząd UK planuje położyć łapę na przychodach RNLI
nakładając na nich podatek od darowizny (do tej pory RNLI było od tego
zwolnione). Komentarze chłopaków z stacji lifeboatowej były bardzo bogate,
aczkolwiek żaden z nich nie nadaje się do dalszej publikacji. A teraz o sprzęcie. Istnieje kilka klas lifeboatów: ATLANTIC 75/85 (dawniej B class)
- przybrzeżna półsztywna łódź ratownicza, wyposażona m.in. w radar. D CLASS - plastikowa przybrzeżna
łódź z przyczepnym silnikiem, mniejsza od B class,
MERSEY - średniej wielkości,
kadłub częściowo aluminiowy, częściowo z jakiś kompozytów. TYNE - planowo wycofywana klasa
(na jej miejsce przewidziane są lifeboaty klasy Severn). Stalowy kadłub (reszta
dużych ma z tworzyw sztucznych, kompozytów lub aluminium). RNLI chwali się, że
to pierwsze ich duże lifeboaty z możliwością przechowywania na lądzie (slipie)
i bardzo szybkiego wodowania w przypadku akcji. SERVERN - największe lifeboaty.
RNLI posiada aż 29 (!!!) takich łodzi „na stanie”. Z ciekawych cech - posiada
na pokładzie własny półsztywny ponton (i dźwig do wodowania tegoż) oraz
zdolność do sztrandowania, osiadania na brzegu bez uszkodzeń pędnika. TRENT - tak naprawdę to nieco
mniejsza wersja Severn :) TAMAR - najnowszy nabytek RNLI.
Będzie wprowadzany na miejsce łodzi typu Tyne (z takąż samą możliwością
szybkiego wodowania), pierwsza ma zacząć służyć w 2006, w Tenby (Walia).
Wyposażona m.in. w system SIMS (Systems and Information Management System) - do
zdalnego sterowania prawie wszystkimi funkcjami lifeboata z siedzeń spod
pokładu, bez zbędnego wyłażenia załogi w ciężkich warunkach. Także ma własny
półsztywny ponton. ARUN - pierwsze „duże” lifeboaty.
Wycofywane już ze służby i zastępowane przez łodzie typu Trent i Severn. Już
tylko trzy „na stanie”, w tym jeden w Thurso. PODUSZKOWCE - do operowania na
płytkich wybrzeżach, osuchach, nad błotem i piasekiem, do przeszukiwania
wybrzeży. Dwa stacjonują w Morecambre (Lancashire), dwa w Southend-on-Sea. Mieliśmy wielką przyjemność (i
ogromny zaszczyt) być zaproszonymi na pokład lifeboata klasy Severn.
Niezupełnie było to legalne, niemniej jednak miało miejsce. Drużyna lifeboatowa
pozwalała nam włazić wszędzie i dotknąć prawie wszystkiego. Wyposażenie łodzi
oraz wiedza i kompetencja ratowików były wręcz onieśmielające. Odbyliśmy
ponadgodzinną przejażdżkę lifeboatem do Ratwick Bay. Po odejściu od nabrzeża
portowego zaproszono nas na górę do steru i pozwolono łódź prowadzić
praktycznie przez cały czas. Jazda 23kn przez Hoy Mouth oraz niezwykła zdolność
manewrowa lifeboata była niesamowita. Takoż i świadomość, że pod ręką na
manetce ma się silniki 2x1200KM. Na dodatek zapanowało na czas płynięcia lato w
sensie szkockim - słońce, lekki wiatr i bezchmurnie... Ciekawostka - na Orkadach, mimo że strefa odpowiedzialności obejmuje Pentland Firth (wespół z północnoszkockimi „mainlandowymi” stacjami w Wick i Thurso), dużo akcji nie dotyczy ratowania statków i pływadeł, a ściągania ludzi ze skał... Orkady mają bardzo atrakcyjne dla wspinaczy ściany, klify, skały... Problem w tym, że bardzo trudne do „zdobycia”. I regularnie ktoś zawisa, spada lub robi jeszcze co innego dziwnego a niebezpiecznego. Część z skał (włącznie ze najbardziej spektakularnym Old Man of Hoy) jest dostępna wyłącznie ze strony wody. Jedno z miejsc, przepiękne zresztą (koło Yesnaby) nazywane jest „miejscem samobójców”, co również dodaje pracy chłopakom z RNLI. Są wzywani także, gdy jest potrzeba szybkiego przewiezienia chorego z którejś z wysp na mainland okrnejski do lekarza. Robi wrażenie mapa Orkad z zaznaczonymi ich akcjami ratowniczymi. Z innej beczki - o naszym demonicznym miejscu, o Pentland Firth, miejscu gdzie mieszkają smoki, przejście graniczy z cudem itp. lifeboatowcy wyrażają się dość lekko. „Trudne? Przecież tam jest tak szeroko...”. I faktycznie, należy im przyznać rację: w pólnocnej Szkocji i na Orkadach jest wiele, wiele miejsc dużo trudniejszych niż „nasz” mityczny Pentland. Na zakończenie spotkania dostaliśmy banderkę RNLI. To jest rzecz, której nie można kupić. Można kupić w sklepikach RNLI koszulki, kubki, pamiątki i inne duperelki lifeboatowe, ale banderki nie. Nie i nigdzie. Jako że banderka jest jedna, a nas było tam troje mogliśmy: a) wylosować jedno, a reszta nie będzie się do niego odzywała do końca życia, b) pociąć na trzy równe części, c) przeprowadzić towarzyską grę kontaktową, podczas z której z trojga przeżywa jedno i zwycięzca bierze wszystko. Wybraliśmy jednak dodatkowy wariant d) i przekazaliśmy banderkę do Starego Portu w Krakowie, gdzie będzie po wsze czasy wisiała se. Przy okazji - w stacji, na honorowym miejscu wisiał (i wisi nadal) proporczyk SP... No i tyle. Wyszło jak zwykle za długie, ale już mi się nie chce przycinać :) Jak będziecie kiedyś w Szkocji, Anglii, Walii, Irlandii, Isle of Man, Orkadach, Szetlandach, gdziekolwiek bądź, pamiętajcie o chłopakach z RNLI. W sklepach, w pubach można spotkać skarbonki RNLI. Odmówcie sobie piwa (albo czego innego) i wrzućcie im funta albo i dwa... Pozdrawiam, |