RNLI - Royal National Lifeboat Institution 

Zamieszczone na grupie  p.r.z  9-12-2005 przez  Bartłomieja Tajchmana w mailu rozpoczynającym wątek pt.:   "RNLI [długie][naprawdę bardzo długie wyszło]"
---------------------------------------------------------------------------------

Witam!

Wczoraj wróciłem z tygodniowej podróży do przyjaciół w Szkocji i na Orkadach. Działy się tam rzeczy bardzo różne, jedną z nich było zaproszenie do jednej ze stacji RNLI (Royal National Lifeboat Institution) na Orkadach.

Kilka (no, więcej niż kilka) słów wprowadzenia, co to naprawdę jest RNLI. To organizacja działająca na Wyspach Brytyjskich, pełniąca 24-godzinną służbę ratowniczą, jej strefa odpowiedzialności to 50nm od wybrzeży UK i Irlandii, w wakacje pełni także służbę na kilkudziesięciu plażach w SW Anglii.  Potencjał RNLI jest porażający wielkością. 233 stacje RNLI, 332 duże i 112 małe łodzie ratownicze. I doskonale wyszkolona załoga.

Lifeboat "Violet, Dorothy and Kathleen" klasy  Severn.  na wodach  Pentland Firth
zdjęcie pochodzi z:
http://www.bart.merigold.krakow.pl/

A teraz najważniejsze:

     RNLI utrzymuje się wyłącznie z wolnych datków. Nie dostaje ani funta od rządów UK i Irlandii. Co więcej - rząd UK planuje położyć łapę na przychodach RNLI nakładając na nich podatek od darowizny (do tej pory RNLI było od tego zwolnione). Komentarze chłopaków z stacji lifeboatowej były bardzo bogate, aczkolwiek żaden z nich nie nadaje się do dalszej publikacji.
     Załogi RNLI składają się prawie w całości z ochotników, będących przez cały czas w gotowości do akcji. Bywa, że zatrudniany na etacie jest mechanik. Pytałem, czy nie ma problemów z pracodawcami (dawanie ratownikom wolnego w pracy z roboty, w przypadku wezwania), niemniej jednak usłyszałem, że w historii tej konkretnej stacji, od 1867 roku, nie było nigdy z tym żadnych problemów. 
     Budżet RNLI jest potężny, dla przykładu, jeden lifeboat klasy Severn kosztuje (bagatela) ponad 1,3 miliona funtów.  RNLI to nie tylko załogi lifeboatów, ale także zaplecze - obsługa brzegowa, infrastruktura, wydawnictwa itp. Ponoć z ochotnikami już nie jest tak wspaniale jak kiedyś, ale wciąż nie ma problemu z „naborem”. “Take part, have fun and help save lives at sea”.
     W ciągu swojej blisko 200-letniej historii RNLI uratowało blisko 140.000 żyć. W samym 2004 RNLI uratowała 7507 ludzi na morzu, natomiast RNLI Beach Lifeguards 9041.

A teraz o sprzęcie.

Istnieje kilka klas lifeboatów:

ATLANTIC 75/85 (dawniej B class) - przybrzeżna półsztywna łódź ratownicza, wyposażona m.in. w radar.
Możliwość operowania: w dzień do 6/7B, w nocy do 5/6B.
Rok wprowadzenia do służby: 1972
Długość: 8.5m
Zasięg: 3h przy prędkości maks.
Szybkość: 35kn
Ciężar: 1.8t
Załoga: ¾

D CLASS - plastikowa przybrzeżna łódź z przyczepnym silnikiem, mniejsza od B class, 
w służbie od 40 lat, chociaż ostatnie modernizacje są z 2003.
Możliwość operowania: przybrzeżnie, do 4/5B
Rok wprowadzenia do służby: 1963
Długość: 5m
Zasięg: 3h przy prędkości max.
Szybkość: 25kn
Ciężar: 436kg
Załoga: 2/3


E CLASS - najszybsza łódź RNLI, używana na Tamizie. Otwarty pokład, kadłub częściowo alumionowy, częściowo z tworzyw.
Rok wprowadzenia do służby: 2002
Długość: 9m
Zasięg: 4h przy prędkości maks.
Szybkość: 40kn
Ciężar: 3,5t
Załoga: 3

MERSEY - średniej wielkości, kadłub częściowo aluminiowy, częściowo z jakiś kompozytów. 
Coś pośredniego pomiędzy otwartymi łodziami przybrzeżnymi a „poważnymi” największymi łodziami.
Rok wprowadzenia do służby: 1988
Długość: 12m
Zasięg: 140nm
Szybkość: 17kn
Ciężar: 13t
Załoga: 6

TYNE - planowo wycofywana klasa (na jej miejsce przewidziane są lifeboaty klasy Severn). Stalowy kadłub (reszta dużych ma z tworzyw sztucznych, kompozytów lub aluminium). RNLI chwali się, że to pierwsze ich duże lifeboaty z możliwością przechowywania na lądzie (slipie) i bardzo szybkiego wodowania w przypadku akcji.
Możliwość operowania: w każdych warunkach
Rok wprowadzenia do służby: 1982 (ostatni zbudowany w 1990)
Długość: 14m
Zasięg: 240nm
Szybkość: 17kn
Ciężar: 25t
Załoga: 6

SERVERN - największe lifeboaty. RNLI posiada aż 29 (!!!) takich łodzi „na stanie”. Z ciekawych cech - posiada na pokładzie własny półsztywny ponton (i dźwig do wodowania tegoż) oraz zdolność do sztrandowania, osiadania na brzegu bez uszkodzeń pędnika.
Możliwość operowania: w każdych warunkach
Rok wprowadzenia do służby: 1995
Długość: 17m
Zasięg: 250nm
Szybkość: 25kn
Ciężar: 41t
Załoga: 6

TRENT - tak naprawdę to nieco mniejsza wersja Severn :)
Możliwość operowania: w każdych warunkach
Rok wprowadzenia do służby: 1994
Długość: 14m
Zasięg: 250nm
Szybkość: 25kn
Ciężar: 27,5t
Załoga: 6

TAMAR - najnowszy nabytek RNLI. Będzie wprowadzany na miejsce łodzi typu Tyne (z takąż samą możliwością szybkiego wodowania), pierwsza ma zacząć służyć w 2006, w Tenby (Walia). Wyposażona m.in. w system SIMS (Systems and Information Management System) - do zdalnego sterowania prawie wszystkimi funkcjami lifeboata z siedzeń spod pokładu, bez zbędnego wyłażenia załogi w ciężkich warunkach. Także ma własny półsztywny ponton.
Możliwość operowania: w każdych warunkach
Długość: 16m
Zasięg: 250nm
Szybkość: 25kn
Ciężar: 30
Załoga: 6

ARUN - pierwsze „duże” lifeboaty. Wycofywane już ze służby i zastępowane przez łodzie typu Trent i Severn. Już tylko trzy „na stanie”, w tym jeden w Thurso.
Możliwość operowania: w każdych warunkach
Rok wprowadzenia do służby: 1971
Długość: 16,5m
Zasięg: 230nm
Szybkość: 185kn
Ciężar: 31,5t
Załoga: 6

PODUSZKOWCE - do operowania na płytkich wybrzeżach, osuchach, nad błotem i piasekiem, do przeszukiwania wybrzeży. Dwa stacjonują w Morecambre (Lancashire), dwa w Southend-on-Sea.
Długość: 8m
Zasięg: 3h przy prędkości max.
Szybkość: 30kn
Ciężar: 2,4
Załoga: 2-4

     Mieliśmy wielką przyjemność (i ogromny zaszczyt) być zaproszonymi na pokład lifeboata klasy Severn. Niezupełnie było to legalne, niemniej jednak miało miejsce. Drużyna lifeboatowa pozwalała nam włazić wszędzie i dotknąć prawie wszystkiego. Wyposażenie łodzi oraz wiedza i kompetencja ratowików były wręcz onieśmielające. Odbyliśmy ponadgodzinną przejażdżkę lifeboatem do Ratwick Bay. Po odejściu od nabrzeża portowego zaproszono nas na górę do steru i pozwolono łódź prowadzić praktycznie przez cały czas. Jazda 23kn przez Hoy Mouth oraz niezwykła zdolność manewrowa lifeboata była niesamowita. Takoż i świadomość, że pod ręką na manetce ma się silniki 2x1200KM. Na dodatek zapanowało na czas płynięcia lato w sensie szkockim - słońce, lekki wiatr i bezchmurnie...

     Ciekawostka - na Orkadach, mimo że strefa odpowiedzialności obejmuje Pentland Firth (wespół z północnoszkockimi „mainlandowymi” stacjami w Wick i Thurso), dużo akcji nie dotyczy ratowania statków i pływadeł, a ściągania ludzi ze skał... Orkady mają bardzo atrakcyjne dla wspinaczy ściany, klify, skały... Problem w tym, że bardzo trudne do „zdobycia”. I regularnie ktoś zawisa, spada lub robi jeszcze co innego dziwnego a niebezpiecznego. Część z skał (włącznie ze najbardziej spektakularnym Old Man of Hoy) jest dostępna wyłącznie ze strony wody. Jedno z miejsc, przepiękne zresztą (koło Yesnaby) nazywane jest „miejscem samobójców”, co również dodaje pracy chłopakom z RNLI. Są wzywani także, gdy jest potrzeba szybkiego przewiezienia chorego z którejś z wysp na mainland okrnejski do lekarza.  Robi wrażenie mapa Orkad z zaznaczonymi ich akcjami ratowniczymi.

     Z innej beczki - o naszym demonicznym miejscu, o Pentland Firth, miejscu gdzie mieszkają smoki, przejście graniczy z cudem itp. lifeboatowcy wyrażają się dość lekko. „Trudne? Przecież tam jest tak szeroko...”. I faktycznie, należy im przyznać rację: w pólnocnej Szkocji i na Orkadach jest wiele, wiele miejsc dużo trudniejszych niż „nasz” mityczny Pentland.

      Na zakończenie spotkania dostaliśmy banderkę RNLI. To jest rzecz, której nie można kupić. Można kupić w sklepikach RNLI koszulki, kubki, pamiątki i inne duperelki lifeboatowe, ale banderki nie. Nie i nigdzie. Jako że banderka jest jedna, a nas było tam troje mogliśmy: a) wylosować jedno, a reszta nie będzie się do niego odzywała do końca życia, b) pociąć na trzy równe części, c) przeprowadzić towarzyską grę kontaktową, podczas z której z trojga przeżywa jedno i zwycięzca bierze wszystko. Wybraliśmy jednak dodatkowy wariant d) i przekazaliśmy banderkę do Starego Portu w Krakowie, gdzie będzie po wsze czasy wisiała se. Przy okazji - w stacji, na honorowym miejscu wisiał (i wisi nadal) proporczyk SP...

     No i tyle. Wyszło jak zwykle za długie, ale już mi się nie chce przycinać :) Jak będziecie kiedyś w Szkocji, Anglii, Walii, Irlandii, Isle of Man, Orkadach, Szetlandach, gdziekolwiek bądź, pamiętajcie o chłopakach z RNLI.  W sklepach, w pubach można spotkać skarbonki RNLI. Odmówcie sobie piwa (albo czego innego) i wrzućcie im funta albo i dwa...

Pozdrawiam,
Wuj Bart27