Grecja -Cyklady - Majówka 2008 - Relacja z rejsu
Zamieścił  na grupie p.r.z  12 maja 2008 05:41:35 -0700 (PDT) Tomasz Michalak tomek66 <tomasz_michalak@op.pl>
w wątku pt. "Grecja -Cyklady - Majówka 2008 - Relacja z rejsu"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------  

Jacht Bavaria 50 Cruiser drugi sezon na wodzie, agent w Polsce - nieoceniony Wojti  Podściański z Corba.pl, 10 osób, połowa załogi z
doświadczeniem śródziemnomorskiej żeglugi, wszyscy pierwszy raz na greckich wodach, start Ateny Alimos Kalamaki, 
termin 25 kwietnia - 2 maja. 

Transport:
oferta przelotów nie jest zbyt bogata - centralwings i norvegian, a ceny biletów (przynajmniej na majówkę) zostały wywindowane niebotycznie (~1000 os.). Bilet grupowy znacznie droższy, choć pozwala na zmianę nazwiska i sumowanie ciężaru bagażu. Może przeloty z przesiadką, np. przez Londyn były by tańsze? Mimo ceny lotu podróż samochodem chyba mija się z celem. Lądujesz po 2 godzinach - obok terminalu autobus X96 (co godzinę, bilet 3,2 euro kiosk obok przystanku, na lotnisku mapki trasy autobusu i kieszonkowy plan Aten),potem 50 minut i jesteś w marinie. Ta jest dość rozległa i można wysiąść na 3 różnych przystankach. Kalamaki 3 jest najbliżej pirsu nr 9 (wysokość główek portu). Wysiadasz i na skróty przez zapiaszczony plac  prosto w stronę morza. Podczas powrotu w nocy bilet mogliśmy kupić u kierowcy.

Marina:
Duuuuża. Jeśli wysiądziesz na 3 przystanku (Kalamaki 1) cofnij się do stacji benzynowej i dalej w dół do nadbrzeża. Sanitariaty 1 szt  w białym murowanym budyneczku na początku mariny (drugi -kontener „out of order”). Umywalki, toalety, prysznice - ciepła woda jak grzeje słonko. Standard raczej kiepski choć nie było brudno. Sklep - market tuż przy przystanku Kalamaki 1 . Ceny OK (chyba to taki mały „Carrefour”) większy wybór na dole po schodkach (lub windą). Można przewieźć, za free zakupy na jacht jeśli akurat jest na miejscu samochód firmowy.  W porcie jachty na muringach i dość ciasno do wyjścia. W miejscu schodzenia się dróg ze wszystkich pirsów tuż przed główkami portu nieoznaczona w nocy potężna przerdzewiała boja.

Jacht:
Nie było się do czego przyczepić. Jednostka prawie nowiutka, dużo bajerów ale tak naprawdę ułatwiających życie. Zbiornik paliwa 300l (wystarczająco dużo, 7 dni - 39 godzin pracy - 140 litrów zużycia).  Woda 500l (250 litrów przez 2 dni choć nie braliśmy pryszniców), później z prysznicowaniem trzeba przyjąć, że całość starczy na 1 do 1,5 dnia. Również woda ciepła 30l - podgrzewana z silnika lub lądu (na raz dla całej załogi). 2 lodówki włączane kiedy chodził silnik. Można też kupować na lądzie lód i wkładać do lodówek ale szybko się rozpuszcza i trzeba ręcznie wybierać wodę. W ciągu rejsu nic nam się nie popsuło, a i bro było odpowiednio schłodzone ;) Na prąd tak naprawdę należy liczyć tylko z działającego silnika. Wprawdzie z miłym zaskoczeniem spotykaliśmy podłączenia na nadbrzeżach, ale albo „out of order”, albo kabel za krótki, albo wtyczka nie ta :(  Najbardziej będzie zjadała wolty lodówka i ster strumieniowy(jeśli będzie ;)) choć nie ma co robić afery i oszczędzać na np. oświetleniu, zawsze przecież można włączyć katarynę. Dla skipperów: warto mieć swój trójkąt nawigacyjny - praca na linijce z wytartą podziałką i zupełnie nie mieszczącą się na stoliku to prawdziwa katorga i wyzwanie. GPS pokazywał w miarę OK. Ani razu nie szuraliśmy po lądzie, a i pozycja w wąskich przejściach była naprawdę dokładna. Jeśli macie autopilota sprzężonego z gps warto sprawdzić przybliżoną dewiację jachtu ( u nas przy kursach N do E niemal zero, a w E-S- W nawet do prawie 12 stopni odchyłki).

Przekazanie i zdanie  jachtu:
I tu jedna z dwóch łyżek dziegciu w greckiej przygodzie. Mimo, że byliśmy uczuleni i ostrzegani na okoliczność dokładnego sprawdzenia jachtu, to.... Ech, szkoda gadać. Na początek - po prostu ubezpieczcie kaucję i mjejcie wszystkie nerwy z głowy. Greckie triki (oczywiście to tylko uogólnienie i dotyczyło naszego jachtu): inna osoba wydaje jacht, a inna odbiera, nie ma takiej możliwości abyście sprawdzili wszystko na jachcie (choćby działanie każdego głośnika z osobna lub luzów na klamkach - o czym później !&#!!# ), każda ryska nawet najgłupsza, migająca lampka w mesie to powód by wpisać ją w listę niedomagań jachtu. Cóż  z tego, że miły pan mówi - tak wiem o tym i nic się nie stanie jak wrócicie - skoro nie ma go przy odbiorze jachtu! Nasza „przygoda” to: nadwyrężony grot na wysokości salingu (wadę zobaczyliśmy dopiero 2 dnia przy baksztagu kiedy to grot oparł się na ściągaczu wewnętrznej wanty idącej do jumpsalingu). Ławeczka bosmańska, juzing, igła, power tape i można pływać, a przy odbiorze - cicho sza...  i za to, jako żeglarzowi jest mi po prostu wstyd, ale jako załodze która zostawiła ponad 2000 jurków kaucji już jakoś mniej.  Pokazała to dobitnie sprawa z rzeczonymi klamkami i lampką.  Według Greków: zniszczono 2 zamki - koszt 60euro 1 szt. Stan faktyczny:
wyrobiły się po 1,5 roku użytkowania sprężynki i klamka dostała luzu opuszczając się o około 1cm (oczywiście nadal działa bez zarzutu tylko ten przeklęty luz). Jeśli macie zaraz samolot to jesteście na straconej pozycji. My nie mieliśmy, ale w zamian za to 2 godziny ostrej pyskówki. Oczywiście wszystko dlatego, że nas bardzo lubią  i to w naszym interesie bo następnym razem dostaniemy idealny jacht. A facet, który może to naprawić mieszka za siedmioma górami i rzekami i bierze fortunę, a tak naprawdę to już późno i my idziemy do domu, więc płacicie czy nie ? Rozwiązanie: sami naprawiliśmy klamki (po wyjęciu okazało się, że były już naprawiane i nacinają tak co rusz pewnie nową załogę). Pozostał  zupełnie nieziemski niesmak z zaistniałej sytuacji.  Na finał nie zostaliśmy obciążeni za mrugającą lampkę (zaśniedział lub obluzował się styk) bo jesteśmy bardzo fajną załogą i oni Nas wręcz kochają...!#$#@!! Proszę Was uważajcie - szkoda nerwów i czasu....

Trasa i pogoda:
Załoga podeszła ambitnie i chciała popłynąć na Cyklady. Wiele osób mówi: 7 dni to mało. Tylko z portu do portu, a i tak nic się nie zobaczy. I tak i nie... IMHO to zależy w dużej części od pogody, a przy sprzyjających warunkach jest czas na kotwicowiska, pływanie i zwiedzanie bez zbytniego pośpiechu.
Plan: Ateny - Milos -i później w górę aż do Mykynos i powrót  do Aten (przeciwnie do ruchu wskazówek zegara ze względu na zapowiadane wiatry).

Wykonanie:
1 dzień po południu Ateny -  Poros. Wprawdzie Poros nie było w planie, ale załoga była zmęczona lotem i nie wszystkim odpowiadał nocny przelot na Milos. Wiatr NW 4-5. Strzał w dziesiątkę. Poros to urocze miasteczko z wieżą zegarową na wzgórzu. Postój wzdłuż nadbrzeża S (mało miejsca) lub nowe pomosty na N (nie ma ich nawet w nowej edycji GWP). Głębokość około 5m kotwica z dziobu, ale rzućcie dość daleko bo trzymanie niepewne. Trafiliśmy właśnie na Prawosławną Wielkanoc - procesja o 12 w nocy, strzelanie z ogni sztucznych.  Naprawdę polecam port jako „rozgrzewkę” przed skokiem na Cyklady od S lub aby tylko wyjść na noc z Aten.
2 dzień od rana: Poros - Milos. Wiatr SW 7 porywy do 8. Gdyby wiatr był od dziobu nie wyszlibyśmy z portu ale z rufy.... Ref na grocie lub sama genua, trochę wozi na fali (super działał autopilot), około 8 węzłów (Bawarie to naprawdę”krowy”), załoga częściowo w pokłonie władcy mórz :))). Po drodze delfiny i słonko - czego chcieć więcej :) Ponownie rezygnacja z skoku w nocy na Milos okazała się trafna. Może to nie jest zatłoczony Bałtyk, ale statki w tym rejonie idą jeden za drugim i fajnie wyszło, że mieliśmy  je w dzień na oku.  Milos - Adhamos  dzięki warunkom osiągnęliśmy około 9 wieczorem. Kotwica, głębokość 3,5, trzyma dobrze, prąd na keji choć nie we wszystkich stanowiskach i może braknąć kabla.
3 dzień: Załatwiliśmy w hotelu na nadbrzeżu możliwość skorzystania z pryszniców. 3 euro od osoby, ciepła woda - pełna kultura. W mieście jest też usługowy punkt (5 euro os.) z prysznicami pralnią i suszarnią. Dobre śniadanko i na zwiedzanie wyspy. Skutery od 10 jurków/ dzień (tak wytargowaliśmy) po 25 osobówka 4/5 osób lub bus na 7os.  40jurków. Na skuter musi być wbite motocyklowe prawo jazdy(nawet na pojemność 50CC). Bez kaucji, paliwo płatne we własnym zakresie (wlaliśmy za 5 euro do busa i do każdego ze skuterów-choć tu wystarczyłoby nawet 3). Najpierw w górę do starej części stolicy wyspy(Plaka). Parking 100m przed końcem drogi po lewej stronie. Potem już na piechotę - i warto bo super widoki na całą wyspę. Poza tym zobaczyliśmy i mogę polecić z czystym sumieniem: Plaża na N - Sarakiniko - geeenialne widoki, jak zobaczycie - zrozumiecie, Klima - wioseczka domków nad samą wodą - bieda aż piszczy ale niesamowicie urokliwie, Parafragas (nie tak łatwo trafić) - kolejny kiczowaty ;)))) widoczek wąziutkich wykutych w skale zatoczek. Apollonia na NE wyspy - naprawdę urocze miasteczko, do którego planowaliśmy zawinąć.  Wiadomości z innego jachtu potwierdzają nasze obawy. Naprawdę płytko i nie ma właściwie gdzie stanąć (raczej tylko kotwica na N zatoczki) lub burtą do jakiegoś rybaka :( Nie zobaczyliśmy choć chcieliśmy - piaskowych plaż na S wyspy Paleochori, Provatas oraz wewnątrz zatoki Milos na S - Hivadolini(Achivadolimini). Ogólnie rzecz biorąc Nasz patent był taki: wypieraliśmy najfajniejsze widokówki z widoczkami wysp i zmuszaliśmy  sprzedawcę do pokazania na mapie gdzie to jest ;))). Oddanie sprzętu dogadaliśmy na 11 p.m. więc nie było żadnego pośpiechu. Ps. bez bardzo dokładnej mapy (na pewno nie ta z nabrzeżnych straganów) nie wyruszajcie na boczne dróżki, hi,hi...2,5 godziny po ciemku na skuterach, szutrowe drogi gdzie diabeł mówi dobranoc, podjazy 200m w górę i w dół krętą wąską ścieżką, żywej duszy dookoła i raptem szlabany z napisem „Mine Area”, „Do not cross” “Military Area”. Bartku ... mój dzielny 1 of. Pozdrawiam serdecznie :))))))) a załoga z jachtu sms...Gdzie jesteście?  Jeśli opływać Milos to podobno od strony W i S dla fantastycznych widoków. My postanowiliśmy wyjść z portu jeszcze przed świtem i popłynąć na N.
Dzień 4: wypływamy o 4 w nocy. Prognoza SW 5. A po wyjściu z zatoki....  S 2 do 3 i to słabnące. Załoga śpi prócz kilku grajków i nocnych bro-marków:) Silnik 1800 i kierunek na Paros/Naxos. Raczej odradzam przechodzenie pomiędzy Milos, Kimolos oraz Poliagos w nocy lub w bardzo słabej widoczności. Wąsko, a czasami ni z tego i owego z 20m robi się 5 i serducho skacze go góry. Wiatr S2 i ciągniemy na katarynie. Postój w południe na kotwicowisku między Dhespotico a Andiparos (SW zatoki gł . 4m dobrze trzyma). Plaża totalna, kompanie, opalanie, kaczki, kury, drób, droga na Ostrołękę ;))) i decyzja wejściu na noc do Paroikia (Paros).  A tam okrutnie mało miejsca.  Wewnątrz basenu portowego może na 8-9 jachtów(raczej longside). Z zewnątrz płytkawo zwłaszcza przy E nadbrzeża. Przy fali lub wietrze z N dla ludzi o silnych nerwach. Rano wiatr zmienił się na W, przyszła fala, kotwica zaczęła szurać po dnie i musieliśmy natychmiast odejść.  Na miejscu prąd choć znów nie w każdej puszce. Woda z kraniku obsługiwanego każdego ranka przez miłego staruszka (jest też do niego wypisany nr tel. na skrzynkach - 5 jurków za 500l). Wyspę można też zwiedzać na skuterkach, co nam polecano, jednak woleliśmy zaszyć się wśród naprawdę wąskich uliczek i posiedzieć w cienistych kafejkach miasta. Uroczo, przemiło (stylowa knajpa na E zatoki nad samą wodą  - zwłaszcza podświetlona w nocy - hamaki, wiklinowe leżanki - full wypas ;). W porcie na nadbrzeżu dobrze zaopatrzony market.  Dzień 5: Paros  - Mikonos. Wiatr SW do W 3. I właściwie nie ma o czym pisać choć było tak przepięknie ;) Około 19 dochodzimy do miejscowości Mikonos. Warto podjechać blisko brzegu w zatoczkę przy wiatrakach i chwilkę pokontemplować widoki z jachtu. Płytko, ale na wysokości izobaty  4-5m dość stabilne wzdłuż brzegu. Cumowanie (stary port zamknięty dla jachtów) nowa marina (ha,ha,ha ) 1,5 Mm na N od miasta.  To właśnie ta druga łyżka dziegciu... Już w 9 edycji(2004) Greek Waters Pilot marina jest w budowie... Pomyślcie o stanie naszych dróg i zaawansowaniu w budowie autostrad, otrzymacie przybliżony wynik Mikonos Marina :( Metrowe, niezabezpieczone dziury na pomostach, brak wody i prądu, grecy stoją gdzie chcą i jak chcą - totalny chaos i brak miejsca. Z GWP wynika, że to naprawdę duża marina.... Jesteśmy 14 jachtem a musimy stanąć na 4 longside !!! Na piechotę kawał drogi do miasta. Wypożyczalnia pojazdów czynna do 19. Totalna betonowa pustynia. Przed mami przypłynął (cumują od zewnętrznej strony pirsu) chyba 20 piętrowy wycieczkowicz. Szarańcza turystów wylewająca się na nadbrzeże, podążająca w stronę miasta. Odczekaliśmy przy kolacji, aż część z nich zacznie wracać, a przy okazji złapaliśmy autobus podążający ich pozbierać. 5 minut , 2 bro dla kierowcy i jesteśmy w zupełnie odjazdowym kosmopolitycznym miejscu. Totalnie zakręcone uliczki, bary i dyskoteki z głośną muzyką - zupełna odmiana od dotychczasowych greckich wrażeń. Powrót na jacht - jeśli ktoś będzie chciał w ogóle wracać - możliwy taryfą spod starego portu - 5 jurków za kurs.
Dzień 6: Mikonos-Siros - Kithnos. Prognoza S do SE, bliżej Aten do SW, W siła 2-3. Z żalem decyzja o opuszczeniu oglądania Delos. Z GWP wynika, że można tam zakotwiczyć tylko w kanale od S, a fala dość duża:
( wyprawa miejscowym stateczkiem i zwiedzanie to według naszych wyliczeń około 4-5 h, a do oddania jachtu pozostało 31 godzin :( ...  Jeśli ktoś ma fajne rozwiązanie na zwiedzanie Delos, to może jakaś notka na grupę ; )
Na kotwicy, w południe, stajemy w zatoce Finikas na wyspie Siros.  Naprawdę urokliwie, a i pobliski port wydaje się być świetnym miejscem na nocleg. My jednak płyniemy do Loutres na Kithnos, bo wszyscy spragnieni opisywanych tam ciepłych źródeł. Są i owszem, i ciepłe, i cudnie się w nich sączy bro :) ale to tylko mała „wanienka” na 3-5 osób zasilana strumykiem wody i odgrodzona od morza murkiem z kamieni.  Taka miejscowa atrakcyjka zlokalizowana na końcu „plaży” naprzeciw pirsu. Sama miejscowość „drobinka”, knajpki przy wodzie (pierwsza z polskim menu IMHO kiepska, porcje skromne, czekanie w nieskończoność - może 2 następne są lepsze). Port mały i ciasny. Tak na marginesie to nie wyobrażam sobie jak to wygląda w sezonie..... Stajemy jako drudzy (dzięki uprzejmości Holendrów) longside ale... na szycie lewej główki portu. Totalny hardcore ;)))
Dzień 7: powrót  i Ateny. Szkoda wracać. Grecy naprawdę mili i uczynni (prócz historii przy oddawaniu jachtu), w turystycznych miejscach idzie dogadać się po angielsku, dużo więcej pływania niż w Chorwacji, jacht samowystarczalny więc nie raził brak infrastruktury sanitarnej (zawsze można załatwić hotel), pogoda idealna ( w lato chyba ciężko wytrzymać tu z gorąca), ceny do zniesienia, może o 20-30 % większe niż w Polsce (bro w knajpie od 1,5 do 4 euro), krystalicznie czysta i nawet już w tym okresie ciepła woda 19-20 stopni ( w Bałtyku to istna rozpusta :))), fantastyczne widoki i właściwie niczym nie ograniczona możliwość wyboru trasy płynięcia, brak opłat portowych (ani razu nie musieliśmy nikomu pokazywać dokumentów jachtu). Obowiązkowo: zabrać gitarę (do samolotu jako podręczny ale tylko w miękkim futerale), zabezpieczyć serwis pogodowy z Polski lub mieć dostęp do internetu-komórka - laptop (ani razu nie udało mi się (jeśli w ogóle coś złapałem) porządnie wysłuchać pogody na UKF), wypróbować możliwość czarteru one-way i jeśli to możliwe to już z którejś z wysp, przeznaczyć na wszystko min. 10 dni, ubezpieczyć kaucję, zabrać prawo jazdy i duuuuużo dobrego humoru.
Co do Aten to naprawdę warto wyskoczyć i zwiedzić przynajmniej samo centrum. Tramwaj 15 przy samej marinie (tak jak autobus), bilet z automatu na przystanku 0,8 jurków. Kierunek W aż do końca trasy.  Akropol czynny do 19 a pobliskie atrakcje nawet tylko do 18.  Dłuuuugo i duuuużo wyszło :) ale i tak tylko po łebkach wszystkich atrakcji z całej trasy. Mam nadzieję, ze komuś się przyda w morskich wędrówkach.
Ahoj
Tomek Michalak
Ps. Wielkie podziękowania dla Całej mojej Fantastycznej załogi.
Żeglowanie z Wami to czysta przyjemność :)))