Wytyk do kładzenia masztu
Leszek Lep 16.05
2006 w watku "Sztywny sztag (awarie)" napisał :
"... Ale jak
obniżyć wytyk
pod mostem? Ja zastosowałem talię, która -
wybierana -
podnosi jedną połówkę wytyku (wysuwa jedna część z drugiej),
podnosząc ją na wysokość konieczną do podnoszenia masztu. Zrobienie
takiego wytyku to dość skomplikowana sprawa, ale podnosi się wytyk na
odpowiednią wysokość bez problemu (nieopatentowane - zainteresowanym
służę rysunkiem poglądowym).
Inni pod mostami po prostu wyjmują wytyk z masztu i przechylają go na
bok, ale włozyć go na rozchybotanym pokładzie
(motorówki!!!)jest
naprawdę trudno - szczególnie gdy top tego wytyku jest
obciążony rolerem i napiętym sztagiem. "
Ponieważ
zainteresowanie na grupie wytykiem bylo
duże, przysłał
mi rysunek z opisem działania do zamieszczenia w dziale
"Patenty
'

|
Opis
działania
Witam
serdecznie
Dyskusja
na grupie n.t. problemów
problemów z wytykami przy sztywnym sztagu i wysokością
mostów mazurskich oraz
zachęta niektórych żeglarzy skłoniły mnie do podzielenia się
rozwiązaniem,
jakie od 5 lat z powodzeniem stosuję na swojej Sasance 660.
Wytyk
przy położonym maszcie i
sztywnym sztagu powinien być napięty, by sztag nie przełamał się.
Sprawia to,
że sterczy on wysoko i pod niektórymi mostami nie mieści
się.
Stosowałem
różne rozwiązania, by
obniżyć wysokość wytyku:
-
przechylanie na bok – za mało
-
wyjmowanie z masztu – trudności
z włożeniem powtórnie do masztu (rozchwiany pokład małej
łódki i ciężar
zawieszony na końcu wytyku oraz napięty sztag)
Myślałem
nad różnymi sposobami,
by móc obniżyć wytyk, a potem łatwo go podnieść
(hydrauliczny siłownik?,
podnośnik zębaty?) – ale wszystko było ciężkie, nieporęczne i
zbyt
skomplikowane. Poza tym nie zyskiwało aprobaty mojego guru i szkutnika
– Jacka
Daszkiewicza
W
końcu wpadłem (sam! a jestem
prawnikiem!) na prosty w obsłudze pomysł – by
„wyciągać” („wypychać”?) jedną
część wytyku talią. Sposób okazał się dość skomplikowany w
wykonaniu, ale
przecież robi się to jeden raz. Za to wygoda obsługi –
nieoceniona. I w końcu
ten pomysł uzyskał aprobatę Jacka!
|
Idea
jest prosta: pętla z
cienkiej (by zmieściła się między ścianami rur) i mocnej (bo siły są
duże)
linki przechodzi przez dolną część rurywewnętrznej i wychodzi na
zewnątrz. Tu
jest sprzęgana z talią, która drugim końcem jest zaczepiona
w dolnej części
wytyku (przy maszcie). Ściąganie talii wymusza ruch rury wewnętrznej do
góry –
wypycha ją niejako z rury zewnętrznej. Po wypchnięciu na odpowiednią
wysokość
obie rury są blokowane przetyczką – jak w normalnym składanym
wytyku. Bałem się
zaufać wyłącznie talii (mimo, że jest z knagą zaciskową), więc wolałem
zastosować tę przetyczkę.
Z uwag eksploatacyjnych:
Bloczki
talii przenoszą duże
siły, muszą więc być łożyskowane (ja zastosowałem najmniejsze
łożyskowane
bloczki Springera). Można zastosować talię obciągacza bomu. Podobnie
bloczki
boczne przy wyjściu pętli z rury – też winny być łożyskowane
(u mnie – także
Springer).
Zastosowałem na pętlę linkę
regatta 4 mm – mocna i cienka, ale i tak wymieniłem ją (na
wszelki wypadek) po
3 sezonach. Linkę – by się nie przecierała –
przepuściłem przez dolną tuleję w
małym podżłobieniu, nie jest przez to tak ostro załamana Pętlę
związałem wewnątrz rury – za każdym
razem trochę się przesuwa, przez co nie przeciera się łatwo na wyjściu
z tej
rury. Przy wyjściu pętli na zewnątrz szparę w zewnętrznej rurze w
dolnej części
lekko wygiąłem na zewnątrz, by pętla się tam nie przecierała. Długość
pętli tak
dobrałem, by po złożeniu wytyku (po wsunięciu rury jedna w drugą do
schowania)
pętla w całości chowała się w rurze – nie pęta się dzięki
temu, o nic nie zaczepia.
Jeśli ktoś się obawia, że przy
wybieraniu talii wytyk może wysunąć się z masztu – to można
dolną talię (tę od
strony masztu – z knagą) łączyć z masztem, a nie z wytykiem
– ja tak stosuję.
Należy też pamiętać, by po
opuszczeniu wytyku (a zwykle wystarczy opuścić o 10 cm i tylko na
chwilę pod
mostem) nie opierać się o sztywny sztag, który po
opuszczeniu wytyku lekko się
ugnie. Jeśli wytyk opuścimy bardziej (np. o 60 cm) lub na dłużej (np.
kilka
kanałów po kolei) to po opuszczeniu wytyku należy wybrać luz
na talii do
kładzenia masztu, by zlikwidować ugięcie sztagu. I oczywiście przy
podnoszeniu
masztu najpierw poluzować talię do kładzenia masztu, bo inaczej wytyk
nie da
się wypchnąć.
Więcej uwag eksploatacyjnych nie
mam.
Taki sposób jest może skomplikowany
w wykonaniu (chociaż chyba bardziej w moim nieudolnym
opisie)– ale robi się
taki wytyk tylko raz. Natomiast komfort użytkowania jest wspaniały: w
każdych
okolicznościach mogę obniżyć wytyk, a potem bez problemu podnieść do
potrzebnej
wysokości – nawet na fali od motorówki. Dla
zwiększenia komfortu można zrobić
odciągi od grubszej rury (przy bloczkach bocznych) do powięzi wantowych
–
zapobiega to chwianiu się wytyku na boki i wyłamywaniu z masztu nawet
przy fali
od motorówki.
Ja swój wytyk robiłem od
początku, ale mam też typowy wytyk z firmy „Mast”
– aluminiowy, jest tulejowany.
Doskonale nadaje się do przeróbki – wystarczy
dodać wyjścia na pętlę (są do
kupienia plastikowe – takie jak do wypuszczenia
fałów wewnątrzmasztowych na
zewnątrz masztu), bloczki boczne i samą
pętlę.
Gorąco
polecam i nie zastrzegam żadnych praw do tego
rozwiązania czy jego ulepszeń.
Wszystkim stopy wody
…
Leszek Lep
|