poprzedni tekst - co było dalej - początek
Aooouuu! Yaaaooooooouuuuuuuuuuaaaaaaaaaaa!
Wiatr gwizdał przeciągle na strunach stalówek. Piana bałwanów załamujących się za rufą wpadała do kokpitu. Nagie skały, tu i ówdzie pokryte śniegiem, pojawiały się i znikały za zasłoną deszczu, hen, na prawo od kursu.
Wiatr urósł nagle. Nie zdążyłem zmniejszyć żagli. Poluzowałem tylko kontraszot grota i zdjąłem spinakerbom wraz z jego fałem, obciągaczem i kontraszotem. Nie zważając na szaleńczy łopot żagli, wskoczyłem do kabiny. Wyrzuciłem do kokpitu sztormiak i kalosze, i zdarłem z siebie sandały. Boso rzuciłem się do steru, po drodze zamykając kabinę. Gdy łódź wróciła na kurs, wybrałem "na blachę" genuę, a nieco mniej, tyle ile zezwalał kontraszot, grota. Sterując nogami, ubierałem sztormową odzież. Zanim, kończąc, włożyłem bluzę, szkwał przyniósł ulewę.
Miałem na tyle duże zaufanie do "Bloody Mary", że mogłem bezpiecznie zająć się przygotowaniem siebie, jachtem zaś zająć się później: To ja z nas dwojga byłem słabszym ogniwem. Prowizoryczne ustawienie żagli zupełnie mnie nie martwiło.
Przy fordewindowym kursie względem wiatru, wybrana maksymalnie genua, a nieco słabiej grot, to dziwne ustawienie. Ale delikatną genuę chroni cień solidniejszego od niej grota, a płaszczyzna ożaglowania wystawiona na działanie wiatru jest minimalna. Sztormowanie w ten sposób wymaga bardzo uważnego sterowania. Byłem bezpieczny, p o d w a r u n k i e m utrzymania kursu. Gdybym wyostrzył - półwiatr mógłby gwałtownie wywrócić jacht. )
Nigdy w życiu jeszcze nie byłem sam w morzu w taką pogodę. Podobało mi się! To była niesamowita, ekstatyczna frajda, taka jazda na skrzydłach wichury! Brałem rewanż za dni stracone przez ciszę! Wrzeszczałem "Dalej, yalla, yalla! To ma być sztorm? Neptunie, całkiem zdziadziałeś, czy co? To maja być fale? To są falbanki! Wymyśl lepiej coś lepszego, jeśli chcesz się ze mną bawić! Neptuuunie, jesteś do niczego, przyprowadź lepiej starszego brata! Wietrze! Wietrzyku! Wiatereczku! Wiej, szalej, śpiewaj i graj na linach, tylko nie słabnij!"
Ktoś oskarżył mnie o plagiat Forresta Gumpa. Cóż, czułem się zaszczycony. Zwłaszcza, że w/w opowiastka powstała *wcześniej* niż film. Przypuszczam, że Zemeckis adaptując dla filmu tekst Grooma, musiał odpowiadać tej samej melodyjce duszy, którą i ja, niezależnie, słyszałem;-)Byłem tak podniecony, że zupełnie nie czułem zmęczenia ni głodu.Ulewa niesiona krawędzią chmury burzowej szybko zmieniła się w niesiona wichrem mżawkę. A wiatr nie słabł. Ustalił się przy około sześciu - siedmiu stopniach. Raz wykorzystałem moment, gdy w pobliżu był frachtowiec (przyzwoitka?): gdybym się "wyłożył", byłoby komu mnie ratować. Ostrożnie stanąłem w dryf, by ugryźć trochę czekolady i popić łykiem kawy. Co miało być krótkotrwałym szkwałem, trwało ponad dobę. W efekcie dotarłem tak daleko na północ, by mieć jasna noc. Nie włączałem już świateł nawigacyjnych. Po ustaniu wiatru byłem wykończony. Jak po nocy spędzonej na szaleństwach z gromadą rajskich hurys. I równie szczęśliwy. Wkrótce, mimo osłabnięcia wiatru, zawinąłem już do Kristiansund.
***
Wszyscy, którzy pływamy po morzu na małych łódkach, szczególnie dokładnie czytamy te rozdziały podręczników żeglarskich, które tyczą technik sztormowania. Ale kiedy przychodzi 'co do czego', w oparciu o ta teorie wymyślamy swoje własne sposoby, które najlepiej pasują do naszego temperamentu, jachtu, kierunku wiatru względem kierunku marszu. Rzadko kiedy udaje się nam wymyślić coś naprawdę oryginalnego w tej mierze.
Jednak w/w sposobu nie spotkałem w żadnej dotychczas przeczytanej publikacji. Zrodził się on przez przypadek i miał być krótkotrwałą prowizorką. Nadaje się tylko do pływania małymi jachtami (duży reaguje zbyt wolno), z rumplem (szturwał - zbyt wolno, zbyt męczące byłyby ciągłe gwałtowne ruchy) i liczną załogą (częste zmiany przy sterze). Za to nie trzeba w żaden sposób modyfikować płócien, refować, lub zmieniać, a żegluga jest szybka i pełna emocji. Ale trzeba mieć raczej dużo zaufania do jachtu i sternika. Sposób ten używałem z powodzeniem w następnych rejsach. W tym, nie było już silnego fordewindu, który nadszedłby w czasie, gdy byłem wypoczęty.
co było dalej