poprzedni tekst - co było dalej - początek
Kristiansund leży na wysepce i jest łatwo dostępne. Miasto i port są w zatoce od strony lądu. Miasto "wylewa" się na "morską" stronę wyspy. Wchodząc trafiłem na przypływ i szczyt prądu w stronę portu. Mimo szkwalistego i zmiennego kierunku wiatru (środlądzie!), szczególnie pod mostami, mogłem łatwo wejść do portu bez włączania silnika.
Po drodze minąłem drewnianą łódź z czerwonym rejowym żaglem. Drakkary uchodziły za szybkie. Ta replika nie była jednak żadnym przeciwnikiem dla Nefryta "Mania Prześladowcza". Podejrzewam, że Wikingowie polegali raczej na sile ramion swych wioślarzy niż na wietrze, a ich łodzie nie wypuszczały się zbyt często poza zewnętrzne wyspy. Wiosłując szlakami wewnątrz szkierów mogli swobodnie pokonywać tysiące mil. Po obejrzeniu repliki, wszedłem do portu.
Na wejściu stoi tam mała barka bunkrowa. Krzykiem spytałem czy maja benzynę (wiele stacji dla jachtów ma tylko ropę). Na obiecujący odzew Jednoosobowej Obsługi ("I've got it all!") zrzuciłem żagiel i włączyłem silnik. Przybicie było trudne. Prąd wymagał refleksu, a jeszcze musiałem sterować i obsługiwać silnik. Dopiero za trzecim kółkiem i wydatną pomocą Dużej Blondyny z Bardzo Niebieskimi Oczami, udało mi się przycumować.
Okazało się, że benzyna była tylko w kanistrach (nie "z węża"). Babka zgodziła się na wymianę mojego ruskiego, zielonego, dziesięcioletniego, z lekka pordzewiałego i pustego - na jej, czerwony i roczny. Dopiero potem odkryłem, że był co najmniej równie pordzewiały jak mój.
W czasie przenoszenia kanistrów dziewczyna spytała mnie dlaczego płynę sam, czy to nie nudno. (Dobre pytanie! Ludzie zwykle mają pytania bez sensu, np. czy to nie niebezpieczne, męczące, drogie...) Nasza rozmowa była krótka:
t- "Boring? Sure! But she wouldn't come. Would you?"
B- "No, no, thanks!"
t- "You see! That's why." #: - )Żeby zrobić dodatkowe zakupy, musiałem potem przycumować w marinie. Tym razem było łatwiej. Za pierwszym kółeczkiem zmobilizowałem krzykiem pospolite ruszenie pomagierów z zagrożonych taranowaniem przez ORP "Marijuana" innych jachtów. Gdy cumowałem, na kei było sześciu facetów i trzy babki. Za to gdy odchodziłem po zakupach zapłakałem rzewnie, łamiąc paznokcie na supłach które mi porobili z cum.
Ponieważ w czasie zakupów i zwiedzania prąd się odwrócił, wyjście miałem równie ekspresowe jak wejście. Teraz musiałem wybrać, czy płynąc na północ między wyspami Smola i Hitra, a lądem stałym, czy nadkładając drogi, iść na zewnątrz od szkierów i brzegów tych wysp. Wiatr zdecydował za mnie: zdechł.
co było dalej