poprzedni tekst - co było dalej - początek
ciąg dalszy mojego "tasiemca bezbronnego"
______
Po opuszczeniu Kristiansund nastało znów kilka dni słabych wiatrów. W tych warunkach nie mogłem żeglować prosto na północny wschód, pomiędzy wyspami Smola i Hitra, a lądem. S/y "Maryśka", pozbawiona wiatru w żaglach, mogłaby być "rozjechana" przez przepływające tamtędy statki. Musiałem czasochłonnie omijać liczne szkiery i dostać się do szlaku zewnętrznego. W czasie tego omijania miało miejsce dziwne spotkanie.Po prawej burcie, dość szybko mijał mnie duży slup (pozycja wg. GPS, 64°11'57"N, 009°03'26"E). Już gołym okiem sylweta wydala mi się znajoma, a w lornetce z łatwością rozpoznałem s/y "Tornado" z gdyńskiego YK "Kotwica". Na bliźniaczym jachcie "Wojewoda Pomorski"(dziś ten słynny jacht nosi nazwę "Lady B") odbyłem mój pierwszy morski rejs.
Ponieważ jedną bakistę wypełniała u mnie właściwa na taką okazje skrzynka piwa "Heweliusz", chciałem odwiedzić rodaków. Niestety, połączone siły największych żagli i pełnej mocy jej silnika nie zbliżało Lady "MM" do ogromnej płaszczyzny dakronu. W lornetce widziałem, że na tamtym pokładzie prócz sternika byli tez inni członkowie załogi. Gdy wiec wywoływanie na kanale 16 UKF nie dawało rezultatu, w rozpaczy strzeliłem w ich kierunku rakietę. Czerwoną! Bez żadnej reakcji. Może dobrze się stało. Szkoda dobrego piwa dla "żeglarzy", którzy spotkanego na Północnym Atlantyku Nefryta - albo nie zauważyli, albo.. "olali"!
Dziś już wiem jak było. Prawdę poznałem nad szklaneczką z okazji zwycięstwa dzielnych Kotwiczników w regatach Cutty Sark, bodaj czy nie w 1999 roku. Wtedy, w 1997 też byli w regatach. Dlatego mnie olali. Chylę głowę nad wyszkoleniem bojowym i umiejętnościami telepatycznymi naszych dzielnych MarWojaków, którzy potrafią odróżnić czerwoną rakietę zapraszającą (nieprawidłowo!) na piwo, od wzywającej pomocy dla tonącego statku. Dodatkowo, wytłumaczyli mi owe wspaniałe fachowce, że oni to som MarWoj, więc nie mieli obowiązku słuchać kanału 16, tylko własnych kanałów wojennomorskich. Człowiek się uczy całe życie i umiera gupi jak cywilny but.Parę dni potem przyszedł słaby, lecz długotrwały sztorm z ostrego bajdewindu. Nie będę was męczył trywialnym opisem, dość powiedzieć że tym razem sztormowałem w zwykły, podręcznikowy sposób. "Maryło" dzielnie samosterowało, a ja w tym czasie przeczytałem dwie książki. Gdy sztorm ustal, byłem już daleko za kręgiem polarnym, za Lofotami, na szerokości Tromso. Ale lipiec dobiegał już końca.
co było dalej