poprzedni tekst - co było dalej - początek
Regatta FM
"Dart Marina" to kompleks mariny i superhotelu. Wybudowano to niedawno, więc najlepsi stali i bogaci lokalni klienci mają swe jachty w "Dart Haven Marina", albo w "Dartmouth Yacht Club", albo w "Kingswear Marina". Ale w czasie regat wszędzie był tłok. Nawet w tak drogim miejscu jak Dart Marina. Tylko fuksem mogłem mieć keję dostępną pieszo. Inni niezapowiedziani musieli zostawiać jachty na kotwicy lub przy odrobinie szczęścia, na miejskim pontonie. Ale ja nie miałem bączka. I musiałem mieć dostęp do kei, by naprawić takielunek.
Naprzeciwko mariny zagnieździli się na czas regat ludzie z Regatta FM. To prywatna radiostacja, czynna od trzech lat tylko w czasie regat królewskich, choć w tym roku stają do przetargu o stałą częstotliwość. Tylko właściciel był "stałym personelem", reszta to pospolite ruszenie, głownie z radiowęzłów szpitalnych, tylko Graham Christopher był znanym z telewizji aktorem. Oni mnie "zaanektowali". Stałem się ich maskotką.
W niecałą godzinę od cumowania zrobili mi wywiad na żywo. Nawet urzędnikom immigration nie śpieszyło się tak jak im. I urzędnicy byli mniej namolni. Brrr.. nigdy więcej radia. Ja nie znoszę magla nawet po polsku. Mimo, że mowie po angielsku jako - tako, z trudem nadążałem za bombardowaniem. Miłe było to, że choć interesowali się egzotyką Rosji i Murmańska, magiel dotyczył raczej zagadnień żeglarskich, logistyki brania jachtu na statek i planów naprawy. Strasznie ich rozbawił mój opis otoczki prawnej żeglarstwa w Polsce. Ponoć nawet słuchacze dzwonili z pytaniami. (Powiedziałem im też, że gdy wypływałem, zapowiadano rewolucyjnie nowe przepisy .-)
Radiowcy nie mogli mi pomoc bezpośrednio, ale np. Graham był pewny, ze skoro w czasie regat cały Devon ich słucha, to z pewnością jest tylko kwestią czasu, że znajdę sponsorów, by naprawić jacht i opłacić postój. Trzeba Wam wiedzieć, że Costa Geriatrica, jak złośliwcy mówią o południu Anglii, to miejsce największej w Europie koncentracji bogatych emerytów. Główny przemysł to turystyka. A kompleks Dartmouth i Kingswear to dawny główny angielski port wypraw krzyżowych. Są tam i normańskie zamki u wejścia do portu, i rzymska willa, i muzeum wynalazcy pierwszej maszyny parowej. Rosną palmy. Gęsto od pamiątek. Ale moja kasa wyniesiona z Murmańska to było zaledwie dwa-trzy tysiące koron norweskich, o wiele za mało.
Tymczasem był weekend i mieścina była zawalona turystami. Żaden warsztat nie chciał słyszeć o wzięciu nowego, dużego zamówienia, niezależnie od ceny. Do wieczora ustaliłem mniej więcej kto jest kto w lokalnym "maszto-naprawnictwie", poznałem kilku ludzi z innych jachtów w marinie i przy każdym kontakcie z prasa piałem pod niebiosa na temat luksusów, jakie mam w "Dart Marina", zgodnie zresztą z prawda. (Bill z biura mariny nie nalegał na zapłatę, ale jego szef był skłonny załatwić mi baczek, bylem się wyniósł. Dopiero jak później zaczęło być o nich w prasie, dyplomatycznie zapomniał o pieniądzach.)
Następnego dnia zwlokłem się z koi wcześnie, bo chciałem zdążyć z prysznicem, jedzeniem i extra-klarem. Miał przyjechać jakiś dziennikarz z jakiejś ogólnobrytyjskiej gazety. Gość się spóźniał, a miasto się budziło z wolna po szaleństwach zeszłej nocy. Zły, że mnie olano, że czekam daremnie na zwykle głodnych informacji dziennikarzy, poszedłem odwiedzić Regatta FM. Pamiętam, że zamiast zwykłej kakofonii i gadulstwa, grali muzykę poważną. Byli jacyś tacy nieruchawi. Usiłowałem ich rozruszać jakimś marnym dowcipem, w stylu "a u nas grają Szopena tylko w święto Zmarłych". Wtedy Graham mnie delikatnie wyprowadził na zewnątrz i powiedział o wypadku księżnej Diany.
Oops!
co było dalej