Solarisem w 2004 rok
Zamieszczone na grupie p.r.z 6.01.2004 przez
Maćka
Sobolewskiego. po "gorących" grupowych namowach:
>Pieciometrowe fale, podarte zagle,
sztormowania, dryfowania, balangi, biale
>misie itd. a zadnej relacji niet
? Czy Wam co poodmarzało? :-D
>Tak to jest - ludzie tu ślęczą,
czytają posty (sms) , śledzą prognozy, a
>oni, niewdzięcznicy NIC dosłownie
NIC, ech - egoiści ;o))
-----------------------------------
Witam!
Trochę chyba jest tak, jak Krzyś napisał: nam to spowszedniało
(złe słowo: może lepiej znormalniało, stało się bardzie dostępne, nie jest
już
"bajka o zelaznym wilku", ...). O ile pamiec nie zawodzi,
na Conradzie 4 osoby juz wczesnej plywaly na Zaruskim (Janusz jako I-wszy).
Na
Solarisie, oprocz Tomka (wczesniej z Zaruskiego z-ca
skipera), jeszcze 3 osoby zasmakowały zimowej żeglugi. Tak wiec załoga
była raczej w
bojach zaprawiona.
Załoga zresztą zadziwiła mnie
straszliwie. A dokładniej jej młodsza cześć, ta "od roboty" :-) Obiadek
w sztormie? Nie ma sprawy.
Sklarować kambuz, bo obcy po sztormie wyłazi? Robi się.
Umyć podłogę, bo inni syfu narobili? Przecie już do polowy umyta, zaraz
kończymy. Bez zająknięcia. Niesamowici twardziele.
Początek rejsu w sobotni poranek
(27.12.03). Najpierw zakończenie prac przy montażu ogrzewania (Cudowne
urządzenie. Kiedy działa
oczywiście). Przejazd po gdyńskich marketach w celach
zaopatrzeniowych. Ształowanie. W morze. Pierwszy cel: Helskie Biuro Prognoz
i
Wróżb (meteo) w niezawodnej osobie Jarka Czyszka, zaprawionego
w zimowych bojach skipera. HBPiW zapewniało nam zresztą niezawodnie
osłonę meteo przez cały rejs. Odczytywanie SMSow było zdecydowanie wygodniejsze
od słuchania DeutschlandRadio Berlin 177kHz z prognozami DWD. Zresztą
akurat niekoniecznie się sprawdzającymi (może mieli zły tydzień, a może
w zimie ni cholery pogody na Bałtyku się nie da dobrze prognozować
i raczej HBPi__W__ miało większe szanse na sprawdzalności).
Z niedzielnym świtem
pojechaliśmy dalej. Niestety zmniejszeni w składzie o 1 osobę. Niecna działalności
GPK Hel do tego stanu
doprowadziła - zbyt dokładnie w papiery patrzyli :).
Jeszcze przy Helu odebrana prognoza GUM Radio: ostrzeżenia przed sztormem
(Bałtyk S) i silnym wiatrem (polska strefa brzegowa). Kurs
skiper ustalił na SW, wzdłuż brzegu. Celem głównym była jak zwykle, Kopenhaga.
Wiaterek się powolutku rozpędzał, falki coraz "przyjemniejsze".
Wreszcie pod Jaroslawcem robi się coraz mniej przyjemnie. Fala od Arkony
zdarzyła podrosnąć, tak do 5m. Oczywiście wredna, krotka, bałtycka.
Załamująca się czasami. Wiatr z silnego wzrósł do sztormowego, porywistego.
Najpierw strzelił kliwer. W kolejce czekał bezan (ale niedługo - rozerwało
sprawnie na 2 części). Na końcu oderwało róg falowy grota.
Oczywiste fal został na topie. Po zamianie sztaksli na kolejnego kliwra
i fok sztormowy nastąpiła również zmiana kursu. Niestety, cel główny
oddalił się od nas w dalsza przyszłość. Do Kalskrony płynęliśmy na niewielkich
sztakslach z szybkością 6w. Po jakiś 12-15 godzinach
wiaterek przysiadł wreszcie. 29 grudnia w Kalskronie zaczął padać śnieg.
Miasto i jacht spowił puch. Można było spokojnie klarować jacht.
Jak powiedział skiper, pływanie w zimie ma pewna zaletę. Łatwo znaleźć
miejsce do cumowania. W marinie miejskiej mogliśmy wybrać dowolne
miejsce do postoju. Nawet okręt straży granicznej się zmieścił przy pomoście.
Kolejnego dnia napływają prognozy: najpierw wiatr z W. Płyniemy
do Kalmaru. Jednak kolejne meldunki HBPiW dały ponowna szanse na Cel Główny
- dzięki wiatrowi NE do 8B mogli byśmy dopłynąć do Kopenhagi.
Zaczekaliśmy wiec tylko na dostawę 9tego załoganta. Stena Line zgodnie
z rozkładem dowiozła zaprawiona w bojach żeglarkę zimowo -
polarna: Krysię. Po wypłynięciu wiatr niestety nie zaczął wzrastać. N2
nie dowiezie nas niestety na czas. Do tego dołączyła się awaria manetki
silnika. Awaryjnie do przodu można by odpalić, ale o manewrach nie było
mowy. Naprawa rozpoczęła się o 0600, 31.12.03. Już po 6h silnik
mógł normalnie pracować. Niestety, rok się kończył, a my nie chcieliśmy
spędzić Sylwestra na morzu. Pozostawała decyzja: Ystad czy
Bornholm. Duńska wyspa wydala się nam jednak ciekawsza, a Ronne przyjemnym
portem na zabawę. Przed wejściem do portu zapiszczały telefony.
Conrada zwiało do Nexo. Cóż, zdecydowaliśmy, ze obejrzymy Ronne przy innej
okazji. Natomiast Nexo było sprawdzonym portem dla żeglarskich
Sylwestrów - tym bardziej z mocnymi siłami załóg obu jachtów zapowiadał
się szampański wieczór. Następnego dnia HBPiW i DWD były zgodne:
z E idzie uderzenie silnego sztormu. O powrocie na razie nie było mowy.
W porcie pochowały się kutry, cisza spokój. Ale już 02.01.04
znowu zaczął się ruch. Pod kutry zajeżdżają samochody, po porcie uwijały
się Dunkierki z paliwem (o Solarisa zresztą też zahaczając). Widać
było przygotowania do wyjścia w morze. Mimo, ze sztormowa fala w najlepsze
waliła o falochrony. Rybacy przygotowywali się jednak do wyjścia
w morze dopiero w sobotę, kiedy wiatr już kark złamie. Rano i na nas przyszedł
czas. Ruszyliśmy do Gdyni w słabnącym wietrze i wzrastającym mrozie.
Niestety, świeżo zatankowane paliwo okazalo sie bardzo przydatne.
Wiatr nie pomagal nam w powrocie. Gdzies przed Władysławowem minęliśmy
Conrada powolutku zbliżającego się do portu. Wieczorne podejście
do Gdyni wiązało się z dodatkowa atrakcja. Nasz Solaris dzielnie sprawdzał
się w roli lodołamacza, przecierając ślad do portu. W samej
marinie przepięknie był widoczny wyryty w lodzie kanał. Takie uroki zimowego
pływania. We mrozie, w nieprzewidywalnych sztormach, załamujących
się falach, zalewających całkowicie kokpit i kabiny poniżej, w ciemnościach.
Chociaż słonce jednak się czasami pojawiało. Pojedyncze przebłyski
powodowały radość i okazję do zrobienia zdjęć bez lampy błyskowej. Ale
cóż, ja akurat lubię, jak jest zimno. A słońce, to wolę przez
szybkę. Oszronioną. :)))).
Wsiadając do pociągu w Wałbrzychu, w 2 dzien. Świat,
cały czas zastanawiałem się, co ja robię? Po co ja tam jadę? Zimno, mokro,
ciemno,
nieprzyjemnie. A w domu w kominku się pali kawałek torfu
przywieziony w lecie ze Szkocji. Psisko się wala po podłodze (jeśli akurat
nie goni kota:). Później przez cały rejs mi to przez głowę chodziło: "co
ja robię tu?" I myślę sobie, ze ciągle odpowiadanie sobie na takie pytanie
pozwala żeglować bezpieczniej. Również w zimie na Bałtyku.
A co do nagród: Tomek został przez załogę uhonorowany
nagroda "Morsa Roku".
Pozdrawiam
Maciek
PS1
A na Bałtyku znowu sztorm, dla odmiany S, 8B.
Panowie Rybole mieli tylko 2 dni na prace i zarobek.
PS2
Chcieliście, to macie. Długo, rozwlekle i o niczym.
>wielkie dzieki - WK :-)
|