Stenią w 2005 rok
Zamieszczone na grupie p.r.z 1101.2005 przez
Maćka
Sobolewskiego.
-----------------------------------
Witam!
> A porządna relacja ?
E tam, zaraz byś porządną relację
chciał. Rozpieszczony po poprzednich rejsach sylwestrowych, poprzednimi
relacjami (np. Krysi) :).
Ale spróbuję.
Najpierw
okręt: m/y Stenia. Wg standardów jachtu na zimę, określonych kiedyś przez
Jarka, spełnia chyba wszystkie wymagania. Potężny silnik (z dobrze dobraną
śrubą), Delfin (160KM), umożliwiający pływanie w każdych warunkach, radar,
ogrzewanie wewnątrz, zamknięta sterówka, wszelaka elektronika nawigacyjna
i komunikacyjna. Wbrew m/y w nazwie, żagli na 2 masztach i 2 sztagach trochę
jednak postawić
się da. I oczywiście dało się też
postawić banderkę SIZ i Starego Portu (Kraków) :-).
Zamiar
dotarcia do Kopenhagi, tym razem rozbił się o możliwości załogantów: nie
każdy mógł pozwolić sobie na rejs 10-o dniowy. A tyle by trzeba zarezerwować
na te 265Mm w jedną stronę. Pewno dało by się szybciej, ale warunki zimowe
raczej zwyczajowo nie rozpieszczały. Mimo, że na lądzie cieplutko, wczesnojesiennie
albo późnowiosennie, to na morzu to troszkę inaczej wyglądało. Kolejne
niże przewalały się swymi stałymi trasami, przynosząc co kilkadziesiąt
godzin kolejne sztormy.
Wypłynęliśmy
po południu 29.12.04. Początkowo planowaliśmy szybki skok do Ustki, tam
odprawę graniczną i dalej na Bornholm. Niestety, nadchodzący sztorm nas
przegonił. Już na Zatoce wysłuchaliśmy komunikatu Witowo Radio o nadchodzącym
sztormie. Ustka zaczęła się niepokojąco oddalać. Pewnie była by osiągalna.
Nawet Sławek (nasz skiper) wprowadził by Stenię w ciężkich warunkach do
portu. Tylko, że groziło by to utknięciem w tym porcie na Sylwestra. W
zasięgu pozostał tylko 1 port zagraniczny (pomijając Bałtijsk) - Kłajpeda.
120Mm z Helu dawało się przepłynąć w ten sposób, by zdążyć tuż przed sztormem.
Decyzję naszą potwierdziła jeszcze tradycyjna
konsultacja z Helskim Biurem Prognoz
i Wróżb (w niezawodnej osobie Jarka Czyszka).
Tak więc weszliśmy do portu Hel na odprawę zagraniczną i po paru godzinach
wyruszyliśmy do Kłajpedy. Napisałem o kilkugodzinnym postoju; wydawało
by się, że Unia Europejska, wolność obywateli itp dyrdymały. Nic z tych
rzeczy. Problemy z odprawą zaczęły się już w Górkach. Panowie z WOP i UM
stwierdzili, że ponieważ pomost do odpraw zamknięty na czas remontu, więc
odprawa jako taka nie
przysługuje. A generalnie, to jest
po 1600, więc banda amatorów (dla niewiedzących, Sławek ma doświadczenia
nie tylko kapitana, ale i 10 lat
pływał jako zawodowy szyper) na
jachciku na pewno się pozabija. Więc z portu wyjść nie może. Jakoś Kapitanowi
udało się załagodzić spór i czym prędzej zniknęliśmy panom w mundurach
z oczu. Ciąg dalszy nastąpił na Helu. Dobrze, że listy załogi były przygotowane
w wielu egzemplarzach jeszcze na Zatoce. Na początek Bosman. Lista, szt.
1. Następnie GPK Hel. Analiza dokumentów trwała 2 godziny. Najpierw zaocznie,
poza jachtem, później jeszcze kilkadziesiąt minut na jachcie. 12 osób wypływających
z portu pod koniec grudnia zadławiło całkowicie moce przerobowe miejscowych
urzędników. Jeszcze tylko ponowna rozmowa z Bosmanem (na szczęście wystarczyło
radio) w sprawie portu docelowego (bo zapis na sporządzonej wcześniej liście
załogi się nie zgadzał) i można było ruszyć w morze.
Na pokładzie
dowodził Sławek, armator i kapitan Steni. Oprócz Niego, Jacek jako kuk
(TAK, mieliśmy prawdziwego kuka!!!!). Do załogi skiper poprosił jeszcze
Grzegorza. Ponieważ dobrze znał jacht, płynął za IIIgo. W załodze, licząc
mnie, 4 osoby, dla których to już kolejny Sylwester na Bałtyku. Krewetka
wcześniej pływała na Zaruskim. Dla Zwierzaka to był już 4 rejs w załodze
sylwestrowej, a drugi w roli organizatora całej imprezy. Marcin był z nami
rok wcześniej na Solarisie. Oprócz tego drugi Marcin, Kamil, Adam, Cypis
i Igor.
By zdążyć
przed sztormem, niezwykle pomocny okazał się silnik. Schowany głęboko w
maszynowni nie był nawet zbyt dokuczliwy. Pozwolił za to zachować stałą
prędkość 7 węzłów. Wachty pełnione w zamkniętej sterówce były wręcz komfortowe.
Pierwszy raz zdarzyło się nam widzieć obrazki, gdy załogant rozbierał się
z cebulki ciuchów podczas wachty, a nie odwrotnie.
Po południu,
30.12.04, dotarliśmy do Kłajpedy. Sztorm zdążył nas już dopędzić. 7-8B
z W powodowało nienajlepsze warunki na podejściu. Wysoka, załamująca się,
przybojowa fala połączona z silnym wiatrem tworzyła między główkami nieprzyjemną
kipiel. Na szczęście m/y Stenia, dawny kuter pilotowy, napędzana Delfinem,
grotżaglem i sztakslem, prowadzona pewnie przez Sławka, płynnie wpłynęła
do portu. Należy jednak wg mnie zaznaczyć: wejście w takich warunkach typowym
jachtem nie musi wypaść tak korzystnie. Wręcz przeciwnie. Bardziej prawdopodobne
jest dołączenie do licznego grona widm na Wybrzeżu Szkieletów.
Przy nabrzeżu
nr 26 czekali już na nas miejscowi obrońcy granic. Po ustaleniach, wpłynęliśmy
od razu do basenu mariny miejskiej, pozostałości po zamkowej fosie. Tak
więc udało się nam zatrzymać praktycznie w centrum miasta, a jednocześnie
pod ochroną zamkniętego terenu portu handlowego. By wyjść na teren miasta,
wystarczyło okazać paszport przy bramie portu. Sylwester okazał się dniem
mglistym i mokrym. Na szczęście wieczorem i w nocy nie padał deszcz. O
północy, wśród wystrzałów z szampanów i wzajemnych życzeń rozpoczęła się
kanonada sztucznych ogni. By spotęgować efekt, miasto wyłączyło nawet oświetlenie
ulic. Rozbłyski na niebie rozmazane były przez
unoszącą się mgłę. W Nowy Rok trzeba
było się spieszyć z powrotem do Polski. Wprawdzie poprzedni sztorm już
ucichł, ale prognozy przewidywały w ciągu kilkunastu godzin kolejny, jeszcze
silniejszy.
Po wyjściu
z portu przywitał nas spory rozkołys. Przy dużej prędkości (6w) Stenia
brała na pokład prawie każdą falę. Woda przelewała się przez cały pokład.
Na szczęście sterowanie nie było ani mokre, ani nieprzyjemne. Obserwacja
wspomagana radarem męczyła znacznie mniej, niż na poprzednich rejsach sylwestrowych.
W niedzielę po południu byliśmy już na Zatoce, gdy Witowo Radio podało
ostrzeżenie przed silnym sztormem. Na podejściu do Górek wiało już 8B.
Na szczęście z SW, więc bez fali.
Jeszcze
tylko odprawa i krótkie przejście do przystani LOK na Stogach i już rejs
dobiegł końca. Tym razem krótki, ale jednak Sylwestrowy. Wprawdzie nie
Kopenhaga, ale w Kłajpedzie też nas jeszcze nie było :). Kolejny raz potwierdziło
się, jak nieprzyjemny może być Bałtyk zimą. Mimo, że brak było tym razem
ujemnych temperatur, śniegu i kry na wodzie, to jednak sztormowa pogoda
budziła odpowiedni respekt.
A Kopenhaga? Za rok też gdzieś
trzeba popłynąć :-))))).
Pozdrawiam
Maciek - dziękujemy za relację
- WK :-)
|