Tragedia "Bieszczad"
Rozpoczęte 11.09.2000 r.

Wyrazy głębokiego współczucia dla Rodzin i Przyjaciół zmarłych Żeglarzy.   /z postu Piotra Młynarczyka/
Łącze wyrazy szczerego współczucia dla rodzin Tych, którzy odeszli na wieczną wachtę. /Czarek Gorzeński/
Ciężko jest się przyzwyczaić do tego, że nie będzie już w Gdyni opala Bieszczady.  /Andrzej M/
 

W poniedziałek 11.09.2000 r prasa codzienna pisała szeroko o tragedii na morzu która stała się udziałem polskiego jachtu "Bieszczady".  Za wcześnie jeszcze na rzeczową dyskusję z której wnioski mogłyby być wykorzystane w praktyce żeglarskiej.  Poniżej zamieszczam fragmenty dwóch obszernych postów Andrzeja Guziaka zamieszczonych na naszej grupie a bedących przedrukiem z poniedziałkowej prasy prasy. 



Rzeczpospolita 11.09.2000 (Gdansk) str 1.
Tragedia u wybrzeży Danii
Jedna osoba uratowana
Tankowiec zatopił "Bieszczady"
    Polski jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano 20 mil morskich od póhiocno-zachodnich  wybrzeży Danii. Został staranowany przez tankowiec udający się do Rotterdamu. Duńska  policja nie podała wczoraj nazwy tankowca.
    Z ośmioosobowej załogi 14-metrowego jachtu uratowano jedną kobietę - 19-letnią  Małgorzatę Kądzielewską z Łodzi.  Wyłowiono też dwa ciała - jedna z wyłowionych wczoraj ofiar to najprawdopodobniej kapitan jachtu. Do zmroku poszukiwano dalszych pięciu członków załogi, ale szansę na przeżycie rozbitków oceniono jako "prawie żadne". Akcję . ratunkową prowadzi Duńskie Centrum Ratownictwa Morskiego SOK).
Szef operacji ratowniczej tego ośrodka, Alex Jensen, powiedział "Rz", że polski jacht zatonął po  kolizji błyskawicznie. Małgorzata Kądzielewska - według jej relacji - po zderzeniu z  tankowcem znalazła się pod wodą, a gdy wypłynęła na powierzchnię, nie było już widać żadnej części jednostki. Ratunek zawdzięcza temu, że otworzyła się jedna z tratw ratowniczych. Morze w rejonie katastrofy było wczoraj stosunkowo spokojne. Wiał zachodni wiatr z prędkością 10 m na sekundę. W operacji ratunkowej uczestniczyło kilka helikopterów, statków ratowniczych oraz łodzi rybackich. ..............

Dziennik Bałtycki 11.09.2000 r.  str. 3
Gdyński jacht zatonął u wybrzeży Danii
Zderzenie z kolosem
    Dwie osoby zginęły, pięć uważa się za zaginione, a tylko jedną uratowano z katastrofy  polskiego jachtu u wybrzeży Danii. Do chwili zamknięcia tego wydania "Dziennika" jedyną uratowaną osobą byle 19-letnia Małgorzata Kądzielewska z Łodzi. . Jacht "Bieszczady", należący do Centrum Wychowania Morskiego Związku Harcerstwa  Polskiego w Gdyni, zatonął w niedzielę nad ranem na skutek zderzenia z większą jednostką. ...........



Michał Górecki w poscie z dnia 12.09 zamiescił komunikat KG ZHP. Cytuję go poniżej w całoci.
12.09.2000 13:30
TRWA AKCJA POSZUKIWAWCZA
    Nadal trwa akcja poszukiwawcza pięciu zaginionych członków załogi jachtu Bieszczady, który uległ zderzeniu z tankowcem w niedzielę rano. Samolot rządowy stoi do dyspozycji rodzin zaginionych osób. Decyzję o wylocie podejmiemy wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Kancelarią Premiera i rodzinami zaginionych w zależności od efektów akcji poszukiwawczej.
Jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano po kolizji ze statkiem "Lady Elena" płynącym pod banderą Hong-Kongu. Po sygnale nadanym przez Małgorzatę Kądzielewską do akcji ratunkowej przystąpiły duńskie kutry rybackie i służby ratownicze. Do tej pory, oprócz szczęśliwie uratowanej, która już wróciła do Polski, udało się wyłowić ciała dwóch innych ofiar tragedii: Leszka Łuczaka i Arkadiusza Jakubiszyna.


Gazeta Wyborcza (Gdańsk) 13.09.2000 r.
Tragedia "Bieszczadów" cd.
Kto zawinił?
    U wybrzeży Danii nurkowie dziś rano mieli rozpocząć poszukiwania wraku jachtu "Bieszczady". Prokuratura wszczęta wczoraj śledztwo w sprawie katastrofy, w której zginęło siedmiu Polaków Trałowiec duńskiej marynarki wojennej wyruszył wczoraj do miejsca katastrofy jachtu u zachodnich wybrzeży Danii. Na pokładzie ma sprzęt do poszukiwań pod wodą oraz dziewięciu nurków. Trałowcowi towarzyszy mały statek pomocniczy MSF 2 wyposażony w sonar, pozwalający na badanie dna morza. Nie ma już nadziei na odnalezienie żywych rozbitków. Duńska ekspedycja wyruszyła po staraniach premiera Jerzego Buźka, który specjalnie dzwonił w poniedziałek do premiera Danii.
- Celem jest zlokalizowanie wraku i wydobycie ciał - powiedział nam wczoraj oficer dyżurny duńskiego Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego. -Akcja potrwa kilka dni. Wrak leży na głębokości 30 metrów. Nie wiadomo, czy rozsypał się na kawałki, czy też zachowała się jakaś większa część kadłuba.
Tymczasem w Rotterdamie przesłuchano wczoraj kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który staranował jacht. Przy rozmowie obecny był przedstawiciel polskiego MSZ. O protokół z tego przesłuchania wystąpił już gdański prokurator Mirosław Puto, który rozpoczął śledztwo w sprawie katastrofy ..................


Dziennik Baltycki 14.09.2000 r.
str. 1
KATARSTROFA
Szukają pod wodą
Wczoraj duńscy ratownicy zlokalizowali dokładne położenie wraku jachtu "Bieszczady", który w niedzielę rano zatonął z ośmioosobową załogą na pokładzie po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena" niedaleko wybrzeży Danii. Dotychczas, już w pierwszych godzinach akcji ratowniczej, uratowano jedną osobę - 19-letnią łodziankę Małgorzatę   Kądzielewską oraz wydobyto dwa ciała. Duńscy ratownicy rozpoczęli wczoraj przy pomocy płetwonurków poszukiwania pod wodą, gdzie we wraku jachtu mogą spoczywać ciała pozostałych pięciu zaginionych członków załogi. Tymczasem, mimo wcześniejszych zapowiedzi, na miejsce tragedii nie wyleciały jeszcze rodziny ofiar.

Rzeczpospolita (Gdansk) 14.09.2000 r.
KATASTROFA
Jacht "Bieszczady"
Wrak odnaleziony
Duńskie służby ratownicze zlokalizowały wrak jachtu "Bieszczady" - poinformował Waldemar Mieczkowski, szef Centrum Wyszkolenia Morskiego ZHP, do którego należała zatopiona jednostka. Jacht leży na głębokości około 30 metrów. Ratownicy przygotowywali się do
zejścia pod wodę i dalszych poszukiwań. Trudno określić, ile może potrwać akcja. - Wszystko zależy od stopnia zniszczeń i warunków panujących na morzu - powiedział "Rz" inspektor Kazimierz Świtała, koordynujący w Polskim Ratownictwie Okrętowym "pracę nurków.
........................
- Zależy nam na odnalezieniu i wydobyciu ciał. CWM z powodów finansowych nie zamierza wydobywać samego jachtu - poinformował Mieczkowski. Duńczycy podjęli akcję poszukiwawczą po rozmowie premiera Jerzego Buźka z premierem Danii Poulem Nyrupem Rasmussenem. Buzek podziękował wczoraj listownie' Rasmussenowi za szybką reakcję na prośbę o pomoc. - Przekazałem pana kondolencje rodzinom ofiar. Jest takie stare polskie powiedzenie: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Dziękuję z całego serca - napisał polski premier.
Od rezultatów akcji jest uzależniony termin wyjazdu do Danii rodzin ofiar katastrofy W sobotę, jak poinformował ZHP' mają wyjechać rodziny kapitana jachtu Lecha Ł. z Gdyni i Arkadiusza J. z Żar., których ciała odnaleziono tuż po wypadku.
Jedyna ocalała z katastrofy 19-let-. nią łodzianka Małgorzata Kądzielewska powróciła już do Polski.  W Holandii przesłuchano kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który w niedzielę staranował polski jacht z 8-osobową załogą na pokładzie.                       BU)



Dziennik Baltycki 15.09.2000 r.
Str. 1
Wydobyto ciata
    Wczoraj duńskim nurkom udało się dotrzeć do wraku jachtu "Bieszczady", zatopionego w niedzielę rano na Morzu Północnym u wybrzeży Danii po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena".  Ze środka wraku udało się wydobyć trzy ciała zaginionych członków załogi jachtu. Nadal nie wiadomo, gdzie znajdują się dwa pozostałe ciała. Po wydobyciu ciał rozbitków trałowcem przewieziono je do portu Thyboroen. Stamtąd planuje się przewieźć je na posterunek policji w Holstebro, gdzie odbędzie się identyfikacja.
(mc. szad)

Gazeta Wyborcza (Gdansk) 15.09.2000 r.
We wraku nie ma już ciał
Koniec poszukiwań
     Ciała kolejnych trzech zaginionych członków załogi jachtu "Bieszczady" odnaleźli wczoraj nurkowie. Wieczorem na miejsce katastrofy rządowym  samolotem udały się rodziny siedmiu ofiar tragicznego zderzenia z tankowcem
    Na Morzu Północnym, gdzie zatonął polski jacht, był wczoraj sztorm. Mi­mo to rano nurkom udało się zejść pod wodę w miejscu, gdzie za pomocą sona­ru zlokalizowano wrak. - Nie ma wątpli­wości, to są "Bieszczady". Nurkowie
zauważyli we wraku trzy ciała - powiedział nam Carsten Munk z ratownictwa morskiego w Danii.
    Około południa nurkowie znów zeszli pod wodę. Udało im się wydobyć trzy ciała. Nie znaleziono śladu pozostałych. dwóch zaginionych osób.
Przypomnij­my, że pierwsze dwie ofiary odnalezio­no bezpośrednio po katastrofie.



Gazeta Wyborcza (Gdańsk) 16-17.09.2000 r.
Pogrzeb na duńskiej plaży
Pożegnanie "Bieszczad"

Nieopodal Thyboron, na brzegu Morza Północnego, rodziny polskich żeglarzy z zatopionego jachtu "Bieszczady" pożegnały wczoraj swoich bliskich.
......
Sztormowa pogoda nie pozwoliła, jak planowano wcześniej, popłynąć na miejsce katastrofy. Ceremonię pożegnalną urządzono na plaży niedaleko portu.
    W katastrofie zginęło siedem osób, które popłynęły w rejs zorganizowany przez ZHP. W niedzielę rano ich jacht zderzył się z tankowcem. Uratowano jedynie 19-letnią dziewczynę. Dwie inne osoby, które wtedy wydobyto z morza, były już martwe. W środę na prośbę polskiego rządu duńska marynarka wojenna wznowiła poszukiwania. Nie było już szans na znalezienie żywych rozbitków, szukano ciał. Według relacji nurków, którzy schodzili pod wodę, z jachtu została zaledwie przednia część. Tam znaleziono trzy ciała. W czwartek ogłoszono koniec poszukiwań. Odnalezienie zwłok dwóch pozostałych członków załogi uznano za niemożliwe. ...............
Wczoraj po południu, mimo sztormu, do swojego macierzystego portu popłynął także trałowiec duńskiej marynarki wojennej "Svaerdfisken", który przez dwa dni prowadził poszukiwania ciał. Na prośbę załogi zatrzymano się na miejscu katastrofy. Kapitan Peter Krogh odczytał krótki fragment Biblii. Minutą ciszy uczczono pamięć zmarłych. Potem z morza zabrano boję, która od kilku dni oznaczała miejsce katastrofy.
Od teraz miejsce spoczynku jachtu jest tajemnicą, nie będzie też zaznaczone na żadnej ogólnodostępnej mapie.



Wszystkie zamieszczone  fragmenty z doniesień prasowych pochodzą z postów Andrzeja Guziaka który na grupie pl.rec.zeglarstwo prowadził codzienny serwis prasowy.

Ludzie dzielą się na żywych, martwych i tych, co plywają po morzu.  Abyśmy tylko zawsze jako żywi z morza wracali.    /z postu Jacka Kijewskiego/



Relacja Wiktora Wróblewskiego zamieszczona na grupie pl.rec.zeglarstwo z dnia 19.09.200. Wiktor był II oficerem s/y "ZJAWA IV" w czasie tej tragedii.

"Kochani!

Proszę poczekajcie z wskazywaniem winnych do orzeczenia IZBY MORSKIEJ.

Miałem nic nie pisać, ale gdy widzę Wasze spekulacje oparte w dużej
części na artykułach głupawych gazet to mi ręce i majtki opadają.

Byłem bardzo blisko wszystkiego i nie mam śmiałości mówić kto jest
winny, bo jest w tym wypadku tyle rzeczy które się po porostu w mojej
głowie nie mieszczą.

Poniżej krótkie kalendarium rejsu drużynowych i funkcyjnych ZHP
(większość załóg to harcerze) na ZJAWIE i BIESZCZADACH
 
 

030900 Nie
 ~1800 Załogi BIESZCZAD i ZJAWY wyjeżdżają z Gdyni autokarem do Cuxhaven
       Jedziemy razem parę godzin...    z jednymi się już znamy...
       z innymi właśnie poznajemy... rozmawiamy... żartujemy... śpiewamy,
       rozmawiamy o naszych planach...
                                        marzeniach...
                                                     tęsknotach...
040900 Pon
 ~1300 Zaokrętowano załogi ZJAWA stoi w rybackim, BIESZCZADY w jachtowym

       BIESZCZADY utrzymują z nami kontakt UKF - mają kłopoty z silnikiem
 ~1900 pożyczają od nas narzędzia potrzebne do naprawy
 ~2100 załogant z BIESZCZAD przyjeżdża na ZJAWĘ skorzystać z imadła:
       bendiks przy rozruszniku silnika był mechanicznie zacięty i cewka
       po uruchomieniu silnika nie odciągała ząbków.
       Udało się przywrócić sprawność tego elementu.
 ~2200 BIESZCZADY meldują przez UKF: sprawność silnika oraz ze względu
       na zmęczenie załogi chęć wyjścia jutro z wieczornym, a nie jak
       ZJAWA z porannym pływem.

050900 Wt
  0710 ZJAWA wychodzi z Cuxhaven
  1435 ZJAWA cumuje w Helgoland
 ~1700 BIESZCZADY wychodzą z Cuxhaven

060900 Śr
 ~0130 BIESZCZADY wchodzą do Helgoland (na silniku)
       Wachta pokładowa ZJAWY nie zauważyła, żeby BIESZCZADY nie miały
       świateł nawigacyjnych  ^^^                             ^^^
 ~1300 Przekazano na BIESZCZADY 60l paliwa,
       BIESZCZADY zwracają narzędzia

       Wciągu dnia, gdy staliśmy burta w burtę, miałem wreszcie okazję
       by przyjrzeć się BIESZCZADOM. Pływałem na nich 3 lata temu,
       gdybym nie wiedział  nie poznał bym, że to ten sam jacht...
       ... nowiuśki pokład... śliczniutkie luki... super wyglądał jak
       jacht prywatny, a nie jak klubowy... ach!

       Podobno schodzący kapitan zostawił na burcie trochę swojej
       prywatnej elektroniki, bo mu się nie chciało autobusem jej
       taszczyć - ale tego nie potwierdzę bo pod pokład nie schodziłem

       Stojąc burta w burtę obserwowałem również układy panujące na
       BIESZCZADACH. Odniosłem wrażenie, że kapitan był "miękki" wobec
       załogi. To znaczy niezdecydowany i podatny na opinie załogantów.
       Ale to moje PRYWATNE zdanie.

070900 Czw
  0945 ZJAWA wychodzi Helgolandu.

       BIESZCZADY odcumowują by nas wypuścić, ich silnik zapala od
       pierwszego przekręcenia kluczyka, pracuje cicho, praktycznie
       słychać tylko miarowy plusk wypluwanej wody z obiegu chłodzenia.
       Trzy lata temu była tam terkotliwa VOLVO-PENTA, a dziś nowy
       JANMAR

       BIESZCZADY cumują ponownie, by się przygotować do rejsu do ...
       ... ANGLII ?!

  1605 Nawiązano łączność UKF z BIESZCZADAMI: podano naszą pozycję i
       potwierdzono kurs na ESBJERG. BIESZCZADY meldują o rezygnacji z
       rejsu do ANGLII, potwierdzają wyjście do BUSUM.

080900 Pt
  1830 ZJAWA cumuje w ESBJERG

090900 So
  1520 ZJAWA wychodzi z ESBIERGU do SKAGEN

100900 Nie
       Wieją wiatry do 6B z sektora zachodniego od SE przechodzą na NE
       Są 2 czy 3 dni do pełnii, więc księżyc zaszedł koło 0200
       Widzialność bardzo dobra, ciepło w nocy 15-16 st C

  0400 Przejąłem wachtę. (Tak samo jak Gosia na BIESZCZADACH).
       Na jachtach klubowych w rejsach szkoleniowych obowiązuje podział
       pracy załogi na trzy czterogodzinne wachty wzorem marynarki woj.

 ~0455 Duńskie radio brzegowe podaje komunikat o zauważeniu czerwonych
       rakiet (sygnał wezwania pomocy) i prosi o potwierdzenie.
       Zgłasza się 5 może 6 statków potwierdzając zaoczenie rakiet.

  0500 ZJAWA jest na pozycji 55*43,0'N 007*18,2'E

 ~0505 Duńskie radio nadaje sygnał MYDAY - RELAY wezwania pomocy
       przez kuter rybacki na przypuszczalnej pozycji
       56*36,81'N    07*31,xx'E  - 8 osób w wodzie

       Naniosłem podaną pozycje na mapę, stwierdziłem że jest to półdnia
       drogi ode mnie. Cała sprawa w tym momencie wydawała mi się
       strasznie odległa zarówno fizycznie jak i psychicznie
       (emocjonalnie). Co prawda zdziwiło mnie dlaczego na kutrze rybackim
       było aż tyle osób, przez moment przemknęła mi myśl że byli na nim
       turyści, ale szybko przypomniałem sobie że jest środek nocy, więc
       nie rozwikławszy tej zagadki wróciłem na pokład zarzuciwszy
       dalsze notowanie szczegółów akcji ratunkowej zwłaszcza że rozmowy
       toczyły się w dużej części po duńsku.

  0800 Zdając wachtę przekazałem III oficerowi informacje o prowadzonej
       akcji i poszedłem do koi spać

  0920 Zwlekli mnie z koi, bo goni nas jakichś statek wywołuje naszą
       pozycję - 56*03,1'N 07*18,8'E
       Wyrwany ze snu myślałem, że wjechali na akwen wojskowy,
       albo jakimś cudem są już na akwenie poszukiwań.
       Odpowiadam na wywołanie statku
       on nato że jest taka kłopotliwa sprawa bo był tu wypadek
       ja że wiem o wypadku kutra i czy w czymś przeszkadzam
       on że skąd tylko jest taki problem - i tu mu 2 min zajęło nim
       wydusił z siebie, że chodzi o ...jacht
                                       ...z 8 osobami na pokładzie...
                                         ...w tym 1 kobietą...
                                      ...czy nie znam innych jachtów
                                    ...płynących w tej okolicy...
                                  ...i w końcu czy zemną jest OK?
       i rzecz tak odległa w jednym momencie stała się bardzo bliska.
       gdy powiedziałem że znam kazał mi się połączyć ze stacją brzegową

  0930 Nawiązano łączność z Lingby Radio (nie udało się kontaktować na
       ich kanale roboczym) więc na kanale 16 w krótkich zdaniach
       przekazałem swoje obawy o BIESZCZADACH i poprosiłem o odpowiedź,
       gdy tylko będzie coś wiadomo...

 ~1000 Siedzieliśmy cały czas na nasłuchu chłonąc duński bełkot.
       Zaczął latać helikopter. kolejno zabrał dziewczynę i kolejnych
       Dwóch wyłowionych.

  1210 Duńczycy zaczęli zwalniać z asysty kolejno statki, dziękując za
       pomoc.

  1240 Duński statek ratunkowy MARTHA LERCHE zwolnił z asysty i zezwolił
       na kontynuacje rejsu do Rotterdamu (jak się później okazało
       feralną) LADY ELENE

 ~1400 Spotkaliśmy stado ok 5 statków spływających z rejonu akcjii.
       Próbowaliśmy je zaczepić przez radio ale chyba nie miały ochoty
       z nami pogadać

 ~1500 Lyngby Radio podało za MARTHA LERCHE prośbę o ostrożność ze
       względu na rejon poszukiwań (3Mm wokół poz. 56*35'N 07*31'E)

  1715 ZJAWA zbliża się do rejonu poszukiwań, próba nawiązania łączności
       z MARTHA LERCHE - prosi o bycie "stand by"

  1745 ZJAWA wchodzi w rejon poszukiwań (2,5Mm na W od wyznaczonego
       punktu) nawiązano łączność z MARTHA LERCHE. Podano naszą pozycję
       i kurs - otrzymano potwierdzenie że nie przeszkadzamy.
       wykorzystano okazje by ponownie zapytać o szczegóły.
       MARTHA LERCHE nie chciał podać nazwy zatopionego jachtu, jedynie
       potwierdził przynależność państwową...
                                                ...POLSKA!!!

       Zmroziło to nas jeszcze bardziej bo była to druga rzecz pasująca
       do BIESZCZAD

       Przekazałem na MARTHA LERCHE swoje obawy obiecał oddzwonić jak
       Coś się dowie.

       Słychać znowu duński bełkot... czujemy że mówią o nas.

       Po pewnym czasie dzwoni do mnie duński statek ratunkowy NORDSOEN

       Znowu pokoleji  opowiadam wszystko o BIESZCZADACH. Wszystkie
       informacje przechodzą spokojnie. Dopiero wiadomość, że ZJAWA i
       BIESZCZADY mają jednego właściciela wywołuje kłopotliwą ciszę
       po której pojawia się prośba, by czekać 1/2h, aż on skontaktuje
       się z Ambasadą RP...

  1830 NORDSOEN znowu dzwoni zasypuje nas samymi ogólnymi wiadomościami.
       Znowu wszystkie argumenty przechodzą bez wrażenia, aż
       powiedziałem, że mam LISTĘ ZAŁOGI BIESZCZAD i tym razem zapadła
       kłopotliwa cisza znowu poprosił o 1/2h na kontakt z AMBASADĄ

  1900 NORDSOEN prosi nas o pilny telefon do ARMATORA za pośrednictwem
       Lingby Radio.
       Ponieważ wciąż nie mamy pewności co do nazwy jachtu nie jesteśmy
       przekonani o konieczności dzwonienia do CWM.
       Okazuje się że w dalszym ciągu jesteśmy poza zasięgiem stacji
       brzegowej na jej kanałach roboczych. Możemy jedynie rozmawiać na
       częstotliwości ratunkowej (kanał 16)

  1920 NORDSOEN proponuje by się spotkać i zdzwonić od niego z pokładu
       Zmieniamy kurs na E

       Cały czas załoga ma nadzieje, że to nieszczęśliwy zbieg danych, że
       może jest to pomyłka - tydzień temu w Amsterdamie stały 3 polskie
       Opale one też tędy mogą wracać do Polski....

  2008 NORDSOEN podsyła szalupę - wsiadam na nią po chwili jestem na
       statku...
                ...witam się z kapitanem proszę o potwierdzenie nazwy...
       ...on nie wiele mówiąc dzwoni do pani Konsul...
       ...pani Konsul nie chce się przejęzyczyć...
                                    ...wolno i wyraźnie mówi BIESZCZADY!

       Ja dyktuję listę załogi BIESZCZAD...
                                      ...potwierdzam, że ze ZJAWA jest OK
       i płyniemy dalej do Skagen...
       ...potem słuchawkę wzięła GOŚKA...
            ...w pierwszej chwili kompletnie nie wiedziałem co mówić...
                   ...czy cieszyć się z rozmowy z GOSIĄ...
                       ...czy smucić z niemożliwości rozmowy z resztą...
       ...rozmawialiśmy ponad godzinę...
                            ...rozmowa miała wiele wątków...
                                        ...w większości osobiste...

       Nie sposób było nie rozmawiać o PRZEBIEGU WYPADKU:

     * Wiał wiatr 6-7 st B szli na pełnych żaglach F,G,B;
     * prędkość mieli słyszną;
     *
     * na pokładzie byli: Kapitan, Rufus (chłopak Gośki) i Gośka;
     *
     * Gośka siedziała przy sterze, była mocno skupiona na sterowaniu,
     * jacht uciekał z kursu na fali, cały czas patrzyła na kompas,
     * miała za krótkie ręce, więc wbrew Kapitanowi wypięła swoje wąsy
     * od szelek asekuracyjnych, i to nie zawsze wystarczało więc od
     * czasu do czasu Rufus pomagał jej pracować rumplem,
     *
     * Kapitan i Rufus byli wpięci szelkami,
     *
     * Kapitan od czasu do czasu robił im teleturnieje i zagadki z
     * pojawiających się światełek,
     *
     * W pewnym momencie Gośka uniosła oczy do góry i ujrzała światła
     * masztowe i burtowe wysoko przed sobą.
     *
     * Ostatni dialog na BIESZCZADACH wyglądał tak:
     * Gośka - Oo! ___WA!
     * Rufus - Kapitanie CO ROBIĆ?
     * Kapitan - Nie wiem.....
     *
     * Szli dziób w dziób... Gośka jedynie zdążyła odpaść i przyjąć
     * uderzenie na lewą burtę, na której zresztą sama siedziała...
     *
     *  ...później nic nie słyszała, nic nie widziała...
     *
     * ...znalazła się w wodzie, zaczęła iść w dół...
     * miała na sobie polar, sztormiak, spodnie, Gore-Texowe byty
     * turystyczne, i co najgorsze wąsy od szelek które teraz plątały się
     * wokół jej nóg...
     * ...wyszła na chwilę na powierzchnie zdążyła krzyknąć ratunku...
     * ...i pomyśleć śruba idzie, jak znów ją fala zakryła...
     * ...statek oddalał się równie szybko jak się pojawił...
     * ...20 metrów od siebie zobaczyła tratwę, jak mówi odległość nie
     * do przepłynięcia w tym stroju...
     * ...znalazła linkę od pławki, to jej pomogło...
     * ...płyną do tratwy trzymał ją jedna myśl - WEZWAĆ POMOC, NIECH
     * KOGOŚ JESZCZE URATUJĄ....
     *
     * ...wejście do tratwy też nie było proste...
     * ...zgrabiałe ręce nie chciały chwytać drabinek, więc wdrapywała
     * się oplatając taśmy wokół nadgarstków...
     *
     * ...w tratwie znalazła rakiety najpierw odpaliła po kolei dwie
     * czerwone, potem zobaczyła, że kuter jedzie na nią z dużą
     * prędkością, więc bojąc się ponownego rozjechania odpaliła flarę,
     * ta się szybko skończyła...
     * ...to próbowała odpalić kolejną rakietę, ale on poleciała w
     * przeciwnym niż chciała kierunku...
     * ...trzymając w ręku drugą flarę miała już pewność że rybak jedzie
     * do niej...
     *
     * ...Rybacy ubrali ją w suche ubrania i pływała z nimi, aż do 10,
     * gdy zabrał ją helikopter.

  2130 Powrót na ZJAWĘ - ciężki kawałek chleba...
       Gdy dobijaliśmy motorówką do burty ZJAWY cała załoga stała z
       oczami pełnymi nadziei...
        ...wszyscy patrzyli na mnie...
           aż wreszcie cisze przerwało pytanie: Czy to BIESZCZADY?
       Wystarczyło że lekko skinąłem głową nic więcej nie musiałem
       mówić...

[...]
180900 Pon
  0200 ZJAWA wchodzi do Świnoujścia

Pozdrawiam

Wiktor Wróblewski
II Oficer s/y ZJAWA IV
Retman Hufca ZHP Łódź-Polesie"